Deadly class. Tom 8. Nigdy nie wracaj

Deadly Class. Tom 8. Nigdy nie wracaj

Osiem tomów to już kawał historii, nie ma co się dziwić, że niektórzy odczuli zmęczenie, porzucili ją, albo czytają, żeby tylko dowiedzieć się, jak to się skończy. Jestem jeszcze ja, może wy też tak macie, iż sam koncept historii mi odpowiada, chętnie czytam przygody Marcusa, choć jestem świadomy wad jego opowieści.

Z największą przyjemnością przeczytałem pierwszy rozdział duchowej podróży głównego bohatera, wywołanej przez narkotyki. Jest to swoiste podsumowanie poprzednich wydarzeń, przedstawione w formie wyrzutów sumienia, spowodowanych licznymi zgonami bliskich osób. I tu Wes Craig z Jordanem Boydem poszaleli mocno, gdyż wyszły jedne z lepszych rysunków w serii, a przeważnie tak się udaje, gdy w grę wchodzą oniryczne omamy. Wszystko utrzymane w duchu całości, a jednak nowy pazur rozjątrzył ranę znużenia. Jest w czym tu wybierać, od dziwnym miejsca, zmarłych o przeróżnym wyglądzie, rozkładających się ku ostatecznej odpowiedzi na męczące pytanie: co dalej? Dalej jest już po prostu standard, który lubię, bez zaskoczeń, lecz bez wątpienia pasujący tutaj jak ulał. 

A to, co się stało nie było w ogóle w moich predykacjach, spodziewałem się raczej wielkiej sieczki kolejnych zastępów w King’s Dominion, a dostałem powrót i to zgodnie z przewidywaniami. Rozumiem, że czuć tu zdradę w powietrzu, dużo rzeczy wydaje się oczywistych, a Remender chce podkręcić atmosferę na maksa, tak aby kolejny etap podróży do finału serii, został gęsto usiany trupami, tragedią i emocjami wgniatającymi w fotel. Do końca serii pozostały jeszcze 3 tomy, więc czeka na mnie przynajmniej kilka dobrych masakr, co widać, po kolejnych punktach zapalnych, rozsiewanych dosłownie, co krok. Są też zbyt oczywiste rozwiązania, typu siostra jednego zmarłych znajomych, lecz wszytko ostatecznie rozgrywa się wokół “przed sieczką, należy zebrać drużynę”. 

Mam jednak nieodparte wrażeni o zaistnieniu tutaj pewnego punktu przełomowego w umyśle Marcusa, który być może przesądzi o zupełnie innym finale, niż sobie snuje w głowie. Rysy w postaci coraz większych wątpliwości, degeneracji umysłu zaczynają postępować mocno. Nie zdziwię się, gdy bardziej niż fizyczne rany, ucierpi zmęczona głowa. Kłótnie z Marią nie wróżą nic dobrego, rozumiem, że to zabójcza telenowela, lecz takie sygnały proszą się o ogólnie znane rozwiązania melodramatyczne. A wątek Sai, to już w ogóle przyprawia o zawrót głowy ilością zwłok i zostawionych blizn. Można powiedzieć, że wszystko jest tu po staremu, wzorzec serii nie zmienił się od samego początku, scenarzysta kontynuuje swoją wizję, nie siląc się na rewolucje. Dobrze, że tomy są o takiej objętości, wydawane, co kilka miesięcy, gdyż jestem pewien, że lektura całości po kolei jest nużąca. A tak mija niemiłosne szybko, czekam na więcej, na finalną kulminację emocji i licznej śmierci po każdej ze stron. 

TECHNIKALIA:

Tytuł: Deadly class. Tom 8. Nigdy nie wracaj

Scenarzysta: Rick Remender

Ilustrator: Wes Craig

Tłumacz: Paweł Bulski

Wydawnictwo: Non Stop Comics

Format: 170×260 mm

Liczba stron: 138

Oprawa: miękka

Druk: kolor

ISBN-13: 9788382302639

Data wydania: 18 marzec 2022 roku. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: