Imperatyw Thanosa

Imperatyw Thanosa

Niniejszy tom zamyka pewien okres świetności w pisaniu kosmosu Marvela. To smutne zdanie wynika z mojego doświadczenia z tym aspektem uniwersum, które pomimo dużej ilości bohaterów, jak i ras towarzyszących, zawsze przyciągały mnie rozmachem, humorem i epickością wydarzeń. Pozostaje cieszyć się tym zbiorczym tomem, a potem wybierać już tylko perełki. 

Choć poszczególne kosmiczne opowieści ukazywały się z odpowiednimi odstępami czasowymi, między poszczególnymi zdarzeniami  mija mało chwil. I tak zaraz po “Domenie Królów” wskoczyłem w “Imperatyw Thonosa”, który miał mi przynieść kolejne rewelacje powiązane z Uskokiem i Rakowersum. I tu od razu zaznaczę, że jest to najmocniejszy aspekt tego zbiorczego wydania, nie dziwi mnie rozbudowanie go o pozostałe tytuły, gdyż są one dźwigane na plecach przez jakość głównej historii. Opiera się ona na koncepcie powrotu Szalonego Tytana, który jest wściekły, iż znowu żyje, chce umrzeć, jednak staje się ważnym obiektem w międzywrzechświatowych potyczkach o awatara Śmierci. A jak wiadomo, jest on jej najbardziej oddanych sługą w całym wielkim dramacie oddanie jej chwały poprzez uśmiercanie milionów istnień. Jest tu dokładnie to, co uwielbiam w kosmosie razy dwa: dwa wszechświaty pełne zróżnicowanych istot oraz dwa razy więcej epickich wydarzeń. No i oczywiście humor, który pomimo ciężaru wydarzeń, naturalnie wypływa z ust bohaterów za sprawą Dana Abnetta i Andy’ego Lanninga. Czuć radość z tworzenia tej historii, można tu rzucić wyświechtanych tekstem, “bo jeszcze im tu się chciało”, czytałem i na przemian miałem na twarzy banana, jak i podziw. 

Za to nie jestem fanem rysunków ani Brada Walkera, ani Miguela Sepulveda, którzy tak naprawdę uczynili wszytko, prawie że na jedną łapę nie oferując zbyt dużej różnicy w brzydocie pomiędzy tymi złymi a dobrymi. Kosmiczne przygody miały lepsze oblicza, a Meduza ucierpiała tu chyba najbardziej. 

Po finale “Imperatywu Thanosa” zostały tu jeszcze trzy duże historie, zebrane w chronologicznej kolejności: “Annihilators”, “Przygody Rocketa i Groota”, “Annihilators: Earthfall”. Mają one dwie cechy wspólne: średnią na jeża fabułę oraz takie same rysunki. Czuć rozstrzał z poprzednikiem, nawet jeśli już tam było tak sobie we warstwie graficznej. Grzechem głównym obu części Annihilators jest brak interesujących postaci, które ze względu na bycie wchechpotężnymi istotami, są sztywne i odklejone od rzeczywistości, podobnie jak wielu polityków mówiących do nas zza ekranu telewizora. Przez co rozwiązania są ty mocno siłowe i tak naprawdę nie można złapać z nimi więzi. Czyta się to jak lekturę na raz, no i pewnie za chwilę zapomni się o tym, że w ogóle istnieli, nie wspominając o fabule. 

Podobnie jest z Rocketem i Grootem, którzy otrzymali bardziej pstrokate i dziecinne wcielania, nawet słodkie bym powiedział. Za to fabuła już niekoniecznie jest na dziecięcych poziomie i próbuje określić swoją tożsamośćprzez cały czas trwania swojego czasu kadrowego. I nie znajduje jej, pomimo próby bycia równocześnie trochę slapstickiem. Na pewno mocno odstaje od reszty, pomimo tych samych scenarzystów za sterami. 

Rysunkowo dostałem tu idealny szablon do wykorzystania w ewentualnej animacji na postawie tych wydarzeń. Timothy Green II skupił się na przedstawieniu postaci niczym maskotki, pewnie pod merch, który miałby być również sprzedawany równolegle. Albo już jest. 

No i teraz najważniejsze pytanie, czy kupować? Jeśli masz te wydania we większości wydane przez Hachette, mówię nie. Jedna dodatkowa historia nie sprawi tobie różnicy. Zaś jeśli nie posiadasz ich w swoich zbiorach i lubisz kosmos wykreowany przez Abnetta i Alanninga, wiesz, co cię czeka i po prostu warto mieć całość w swojej domowej biblioteczce. 

TECHNIKALIA:

Tytuł: Imperatyw Thanosa

Scenarzysta: Dan Abnett, Andy Lanning

Ilustrator: Miguel Sepulveda, Tan Eng Huat, Timothy Green II

Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz

Typ oprawy: twarda

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328154476

Liczba stron: 492

Wymiary: 17.0×26.0cm

Data premiery: 27.07.2022 roku 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: