Conan Barbarzyńca. Tygiel

Nowe marvelowe Conany reprezentują zróżnicowany poziom. Mocno zafascynowała mnie historia opowiedziana przez Jasona Aarona, gdy reszta dotychczasowych scenarzystów podała jedynie generyczne zajawki z przebogatego świata. Jim Zub jest kolejnym scenarzystą w tej menażerii, a po lekturze już wiem, że ma plan na dłuższą historię. 

Co zupełnie nie zmienia faktu, iż jest to nadal generyczna opowieść z tego bardzo bogatego cyklu fantasy. Dostałem tu dwie historie, pierwsza zakreśla realia rejonu, w którym akurat znajduje się bohater, a druga kontynuuje ją, rozwijając rozpoczęty po cichu motyw. Conan znajduje się w mieście Garchall w Uttara Kuru, gdzie na rauszu zostaje czempionem ludu, zostaje zmuszony do wzięcia udziału w tytułowych zawodach ku czci lokalnego boga. Jak przystało na historie rodem z ery hyboryjskiej jest tu zagadka, które kryje w sobie okrutne i bezlitosne rozwiązanie, podszyte przy okazji akurat tego podejście politycznymi knowaniami. Z tego wszystkiego powstałą jeszcze onirycznie krwista druga opowieść o pewnym mieczy, kontynuowana w dwóch ostatnich zeszytach, która zaciekawiła mnie bardzo swoją konstrukcją z innej perspektywy, niż to zawsze bywa. 

Jima Zuba kojarzę raczej z przeciętnej jakości historii rodem z Marvela (“Avengers – Bez drogi do domu”, “Avengers – Nie poddamy się”) jak i uprzednio wydanego “Conan – Miecz barbarzyńcy 2 – Conan hazardzista”. Nie jest to poziom Aarona, na początku, tak naprawdę mu daleko do niego, jednak dopiero dwa ostatnie zeszyty zaciekawiły mnie tym, co zaoferowały na planie scenariusza. Nie wiem, czy przypadkiem nie jest to strzał w kolano Domu pomysłów, gdyż jak już wiadomo, stracili prawa do barbarzyńcy z Cymerii. Potraktowałem ten tom jak po prostu kolejny z kolekcji, który przeczytałem i w głowie został mi jeden motyw, który być może sprawi, że za jakiś czas wrócę, przeczytam ponownie. Swoistą ciekawostką jest własny język Zuba, używany przez postaci w jego historiach, co biorę za fajną sprawę dla młodych geeków. Osobiście jestem za stary na takie zabawy, wolałbym po prostu przypisy przy kadrze, a nie szukanie słów na osobnej liście. Nie mniej propsy za chęci dla autora.  

Z punktu widzenia ilustratorów na pewno na uwagę zasługuje ilość alternatywnych okładek, które występują tu w dużej ilości, oferują miły przystanek przed każdym ze zeszytów jak i na koniec. Zwrócę uwagę jedynie na Roberto de la Torre i Jose Villarrubia w jednej ze zawartych na końcu, przypadł mi gustu ten układ kolorów. Tak jak wspomniałem powyżej, najbardziej przypadło mi do gustu historia “Klątwa Nocnej Gwizdy”, jak piszę te słowa, to dociera do mnie, że głównie za rysunki Roberta Gilla i Luca Pizzari wraz z kolorami Israela Silva. Takie podejście przekonało mnie mocno, od razy widzę plany, na których rozgrywa się historia. Oczywiści plan demona jest najciekawszy, wciąga najbardziej, składania do podążania drogą utkaną misternie przez historię. 

Podsumowując krótko, “Tygiel” dostaje ode mnie etykietką kolejnego Conana z paroma ciekawymi zabiegami (dosłownie 2). Tylko dla fanów. 

Plusy:

🗡rysunki Roberto de la Torre i Jose Villarrubia

🗡historia “Klątwa Nocnej Gwizdy”.

Minusy: 

🩸generyczna początkowa historia. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Jim Zub

Ilustrator: Roge Antonio, Robert Gill, Luca Pizzari

Tłumacz: Bartosz Czartoryski

Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami

Data premiery: 01.06.2022

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328152922

Liczba stron: 144

Wymiary: 16.7×25.5cm. 

Dziękuję Wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: