Kanibale Nowego Jorku

Są takie historie, które nie dają złapać się w żadne określone przez człowieka ramy, jednocześnie pokazując siłę wartości przez niego stworzonych. Tytuł sugerujący raczej makabrę niż przemiłą i ciepłą zabawę, otulił mnie kocem pełnym dobrych emocji wyszywanych uniwersalnymi wartościami. Nie spodziewałem się tego totalnie, jestem w szoku, to komiks, który wziął mnie mocno z zaskoczenia i do ostatniej strony nie puszczał. 

Na okładce dostałem Azami, pewną policjantkę i kulturystę mieszkająca w Nowym Jorku, mająca japońskie korzenie. Jej nietypowy wygląd, pełna muskulatura, liczne tatuaże i małe bezbronne dziecko w wielkich ramionach przykuły niemiłosiernie mój wzrok. W takich sytuacjach mama zawsze powtarzała: nie gap się, a ja nie mogłem przestać. Gdy dostrzegłem tytuł, przyszło mi na myśl kolejne słowo: oksymoron, będzie się działo, muszę cię mieć. I nie pomyliłem się, gdyż zarówno warstwa scenariusza Jérôme Charyn jak graficzna François Boucq są syntezą ludzi, którzy musieli rozumieć się bez słów, co przelali idealnie na ten komiks. Amerykańska szkoła snucia opowieści, osoby, która wychowała się w Wielkim Jabłku, zna jego wiele zakamarków, opisuje wiarygodnie każdy detal, jakby relacjonował go, stojąc obok. Udało mu się połączyć świat realny z dużą dawką mitologii obcych światów, których jest pełno w USA, kraju złożonego z narodowości Ziemi. Dużo postaci tu nakreślonych, jest tak odmiennych, tak unikatowych, ich jestestwo jest prawie namacalne. Począwszy od wspomnianej już Azami, postaci, wokół której losów toczy się angażująca historia, przez ojca, który ją adoptował, jego przeszłości, która wróciła i zmąciła w magiczny sposób ich życie, po mieszkańców Nowego Jorku, którzy są u siebie, znają każdy zakamarek, poruszają się po nim bez żadnego problemu. Jednocześnie dostałem klasyczne starcie sił dobra i zła, napakowana bohaterka, jej ojciec, dziecko, życzliwi im ludzi, żyjący zarówno na powierzchni jak i pod miastem. Rozumieją się bez słów, pomoc jest tak oczywista jak oddychanie. Zło za czai się wszędzie, ma pokraczny wygląd, bierze, co chce, nie pyta o zgodę, ściera się nieustannie z dobrem, zostawiając po sobie zniszczenie, obawę przed kolejnym razem. Zło to, objawia się stopniowo, stanowi zagrożenie, nie chcę wyjawić, skąd się pojawi, gdyż pierwsze przewrócenie kartek nie sugerowało mi w ogóle zawartości. I cały ten tygiel osobowości, kultur, światów, miejsce jest niesamowicie przekonujący, wszystko brzmi wiarygodnie, jakby tak po prostu musiało być, jest oczywistą oczywistością. 

A do tego druga osoba z tej idealnej pary, jej rysunki, w europejskim stanie realistycznym, nie pozwalają mi na duże pole własnej wyobraźni, lecz serwują bardzo dokładne kadry. Pełne są one detali, tak lubianych przeze mnie teł, Charyn musiał zabrać Boucq na przechadzkę po swoim mieście, pokazać jak ma wyglądać obraz kreowany w jego scenariuszu. I tak się stało, gdyż obie warstwy, po raz kolejny to zaznaczę, są jak ying i yang. Tak musi wyglądać Nowy York, wierzę mu moimi oczami, gdy będzie mi dane zobaczyć to miasto, będzie tak samo brudne jak zawartość rysunków. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Jérôme Charyn

Ilustrator: François Boucq

Tłumacz: Maria Mosiewicz

Typ oprawy: twarda

Data premiery: 27.04.2022

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328160392

Liczba stron: 152

Wymiary: 21.6×28.5cm. 

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

5 myśli w temacie “Kanibale Nowego Jorku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: