JLA – Liga Sprawiedliwości. Nowy porządek świata (Bohaterowie i Złoczyńcy DC tom 17)

Jak to jest, że gdziekolwiek pojawi się imię i nazwisko Granta Morrisona, jestem pewien jakości komiksu? Umysł tego szkota jest przepełniony niezwykłymi pomysłami, które przelane na papier są podstawą mojego zachwytu. Nie inaczej jest z Ligą Sprawiedliwości, która po jego piórem przesiąknęła jego sznytem. 

Lata 90-te w pełni to kulminacja napakowanych bohaterów, tak charakterystycznych dla tego okresu. Z łezką nostalgii czytam ponownie te historie, akcja brnie tu niezwykle sprawnie do przodu, czyta się to niemiłosiernie dobrze, choć wiem, że to tylko przykład definicji superhero z wszystkimi jego zaletami oraz wadami. No i oczywiście ze sporą szczyptą przewrotnego humoru oraz lekkich udziwnień tak charakterystycznych dla Morrisona. Co dostałem w ramach 17-tego tomu kolekcji Bohaterowie i Złoczyńcy DC? 9 zeszytów jego runu JLA, który w całości ukazał się promowany przez Wydawnictwo Egmont oraz częściowo przez Wielką Kolekcję DC Comics. Trzy pierwsze zeszyty to tytułowa historia, w której po raz kolejny widzę, jak ten scenarzysta wchodzi z buta do danej serii. Pamiętacie jego New X-Men? Tak to zaszalał na dzień dobry. Tutaj, znacznie delikatniej, lecz i tak potencjał na rewolucję był wielki. Mamy tutaj kilku kosmitów, którzy efektownie wylądowali na Ziemi z misją uratowania świata przed jego zniszczeniem, które przydarzyło się właśnie im. Wszystko wydaje się idealne, aż do momentu, w którym pojawiają się pierwsze rysy, prowadzące do odkrycia prawdziwych intencji przybyszów. Pozostałe zeszyty są już wypełnione pomniejszymi historiami, które posiadają jedną zasadniczą wadę, nie są elementem większej całości. Nie zmienia to jednak faktu, iż nadal czytało się mi dobrze całość tomu, chętnie dokończę resztę u konkurencji. Takie pozycje czyta się dobrze, nawet w ramach kolejnego podejścia. Tytuł wcale się nie zestarzał, dialogi nadal są mięsiste niczym bicki Supermana. 

Nie byłoby dobrej historii Granta Morrisona, bez równie odjechanych rysunków Howarda Portera, Oscara Jimeneza oraz kolorów Patta Garrrahy’ego. Tutaj dostałem popisy ołówkiem i kolorami. Oprócz feerii kolorowych, od której kipią niektóre kadry, sprawnych rysunków akcji, bohaterów dostałem też ciekawe znajdźki, które można samemu znaleźć w nieoczekiwanych sytuacjach. Na przykład macie lektury, którymi zajmuje się Marsjański Łowca Ludzi, podczas jego pierwszego ukazania się w tym tomie. Resztę zostawiam wam do odnalezienia. Zaznaczę to po raz kolejny, żeby nie było zaskoczenia przy pierwszym podejściu, to są lata 90-te, więc kult mięśnia i cyca jest tu mocno widoczny, wszystko jest napakowane w ramach rozszerzalności spandeksu. No i te fryzury 😉 

Za dodatki tu wstęp oraz posłowie samego redaktora naczelnego kolekcji, Nicka Jonesa, o bogach i ludziach. Jak zwykle na bardzo dobrych poziomie, uzupełniające przeczytany materiał.  

Plusy:

🔥rasowe superhero

🔥plus szczypta szaleństwa

🔥rysunki.

Minusy:

🥱powielony materiał. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Grant Morrison 

Ilustrator: Howard Porter, Oscar Jimenez 

Tłumacz: Robert Lipski

Typ oprawy: twarda

Data premiery: 30.03.2022

Wydawca: Hachette

ISBN: 978-83-282-3488-8

Liczba stron: 224 

Dziękuję Wydawnictwu Hachette za udostępnienie komiksu do recenzji. 

Porównanie z wydaniem Eaglemoss (WKKDC)

Wydanie od Eaglemoss zawiera: Zeszyty JLA #1-4 (styczeń-kwiecień 1997), JLA Secret Files and Origins #1 (wrzesień 1997) oraz Justice League of America #42 (vol. 1) (luty 1966).

Rozmiar:

  • Hachette: 175 x 262 mm
  • Eaglemoss: 170 x 260 mm.

Porównanie grubości:

  • u góry Eaglemoss
  • na dole Hachette.

Zawartość:

  • po lewej Hachette
  • po prawej Eaglemoss.

Okładki:

  • po lewej Hachette – pomiędzy rozdziałami
  • po prawej Egalemoss – zebrane jako dodatki.

Porównanie kolorów/tłumaczeń:

  • po prawej Eaglemoss
  • po lewej Hachette.

Porównanie kolorów/tłumaczeń:

  • po prawej Eaglemoss
  • po lewej Hachette.

Porównanie kolorów/tłumaczeń:

  • po prawej Eaglemoss
  • po lewej Hachette.

Dodatkowy zeszyt w ramach WKKDC.

Porównanie z wydaniem Egmont

Wydanie Egmont zawiera Zeszyty JLA #1-9 (styczeń-wrzesień 1997) oraz JLA Secret Files and Origins #1 (wrzesień 1997)

Rozmiar:

  • po lewej Egmont: 180×270
  • po prawej Hachette: 175×262.

Grubość:

  • u góry Egmont: 256
  • na dole Hachette: 248.

Zawartość:

  • po lewej Egmont
  • po prawej Hachette.

Porównanie okładek pomiędzy zeszytami (Egmont nie ma wersji kolorowych w ogóle):

  • po lewej Egmont
  • po prawej Hachette.

Porównanie tłumaczeń i kolorów:

  • po lewej Hachette
  • po prawej Egmont.

Porównanie tłumaczeń i kolorów:

  • po lewej Hachette
  • po prawej Egmont.

Porównanie tłumaczeń i kolorów:

  • po lewej Hachette
  • po prawej Egmont.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: