Star Trek. Następne Pokolenie – Lustrzany Wszechświat

Czwarty tom Star Treka od IDW wydany w Polsce przez Story House Egmont, to najbardziej przystępna lektura dla osób nieobeznanych z tym rozległym uniwersum science fiction. A to z jakże prozaicznego powodu, dodano tu bowiem zupełnie nową postać w głównej ekipie, inżyniera Reginalda Barclaya, którego oczami śledzimy losy załogi Enterprise pod dowództwem kapitana Picarda.

Żeby być tu bardziej precyzyjnym śledzimy losy aż dwóch Picardów, ze znanego nam dobrze uniwersum oraz alternatywnego. Od tego drugiego zresztą zaczynamy, poznajemy zupełnie nowego członka głównej ekipy, wspomnianego już Reginalda oraz znane z ekranu postaci w zupełnie innych wydaniach. Zarówno osobowościowych jak i w kwestii wyglądu. Całość wydawała mi się mocno oniryczna, a to przede wszystkim zasługa rysunków J. K. Woodwarda, który nadał całości nierealny kształt. Jednak jak się dalej okazuje, był to jedynie rozbudowany wstęp do większej historii wykreowanej przez Scotta i Davida Tiptonów. Poznanie alternatywnego świata było dla mnie ciekawostką, wystarczyło zmienić jeden aspekt, a dużo zadziało się inaczej. Rządziła tam siła, a nie rozum, stąd przeniesienie ciężaru na bardziej śmiałe i brutalne aspekty życia. Tak też wyglądają postaci, które mogą kojarzyć się jednoznacznie z siłą (odkryte ramiona, blizny, skórzane ubrania). Jedno jest stałe, oba warianty załogi są świetnie zgrane i dobrane, nie straszne im kolejne wyzwania, a porażki tylko motywują.

Zostało mi to udowodnione w wszystkich pięciu historiach, które po klimatycznym wstępie przeniosły mnie już do normalnego cyklu misji Enterprise znanego mi z serialu TNG. Niestety klimat rysunków został tu brutalnie uśmiercony przeciętnością rysunków komiksowych Marcusa To, Chrisa Johnsona Josha Hodo i innych. Jednak fabuła przyćmiła mi to złe wrażenie swoim poziomem, który zakrawa na lepsze odcinki serialu, które jakby zostały sfilmowane, mogłyby stać się kultowe. Dla pozostałych mógłby to być świetny wstęp do uniwersum, poza paroma nawiązaniami, o prawda tylko w mowie, lecz już nie w czynie. Krzywiłem się mocno za każdym razem, gdy próbowano przedstawić Jeana Luca Picarda, coś rysownicy nie potrafili go umiejętnie odwzorować, w przeciwieństwie do innych równie ważnych członków obsady. 

408 stron zostało starannie wypełnione przemyślaną akcją, która wprowadziła mnie w alternatywny świat, wykorzystała go w codziennych misjach załogi Enterprise, by potem pokazać, jak porzucony Barclay próbuje ułożyć sobie życie w normalnym świecie. O dziwo wszystko klei się tu dobrze, historia ma swoje flow, zwalnia tylko na dwie jednozeszytowe historie, uzupełniające fabułę. Sam koniec jest urwany, ale w taki spokojny sposób, na tyle, że coś mi się wydaje, iż w przyszłości koncepcja ta wróci do łask i poczytam o niej niejedną historię. I wiecie co? Nie będę wahał się, żeby sięgnąć po nią, po tak dobrej przygodzie gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek. 

Plusy:
🌠świetny wstęp
🌠świetne rysunki we wstępie
🌠to mogłyby być kultowe odcinki TNG.

Minusy:
💦zwykle rysunki w większości tomu.

TECHNIKALIA:
Scenarzysta: Scott Tipton, David Tipton
Ilustrator: David Messina, Silvia Califano
Tłumacz: Marek Starosta
Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami
Data premiery: 26.02.2022
Wydawca: Egmont
EAN: 9788328160514
Liczba stron: 408
Wymiary: 16.7×25.5cm.

Dziękuję Wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: