Hellblazer. Wzlot i upadek

Lubię styl pisania Toma Taylora, jest taki lekki, niezobowiązujący, ale też często operuje wydarzeniami tak, że zostają w pamięci na dłużej. Nawet jeśli są to scenariusze o powszechnie znanej otoczce. Taki “DCeased”, teoretycznie kopia Marvel Zombies, jednak rozrósł się w parę dobrych komiksów, które bawiły mnie przednio swoim konceptem. “Injustice” i “All-New Wolverine”? Kolejne świetne opowiedziane, przyjemne w odbiorze wizje bohaterów, które zapewniły w moim komiksowym serduchu stałe miejsce dla tego scenarzysty. 

Żeby nie było, patrzę również na rysunki w komisach, jednak złota zasada mówi, żeby nie kupować książki po okładce. Tak po prawdzie, więcej skuch zaliczyłem, patrząc na komiks przez pryzmat rysownika niż przez scenarzystę. Darick Robertson to rysownik podłego, zepsutego świata. Jego kreska idealnie oddaje świat, który ma odstraszać swoją wizją aniżeli przyciągać czytelnika do brnięcia w ten klimat. Pamiętacie „Chłopaki”? To ten sam rysownik, który na stałe, w brutalny sposób wbił mi się w czaszkę toporem swojego sznytu. Jest tu podle brudno, mocne i pewne kreski, które nie boją się niczego. Jest wesoła zabawa w pubach Liverpoolu, są flaki w kadrach. Od razu będziecie wiedzieli co się tu odjaniepawla. 

Wracając do ulubionego scenarzysty, to zdziwiłem się przyjętą formą, akurat dla tak ważnego dla fanów bohatera. Nie mogę powiedzieć, że nie czuję postaci Johna Constantine’a, oj nie, doskonale pokazał jego wady i zalety oraz rynsztok, w którym żyje. Tego możecie być pewni czytając ten tom z linii Black Label, jednak znalazłem problem na innej płaszczyźnie. Jest to po prostu zwykła historia, dosłownie one-shot, który powinien być zaaplikowany fanom pomiędzy fabułą głównej linii wydawniczej. Nie znaczy to, że się rozczarowałem, przeczytałem „Wzlot i upadek” z przyjemnością, jednak rozwiązania fabularne są zbyt leniwe, bardziej wygląda to na prezentację bohatera niż na rozwój jego uniwersum. Stąd radykalni fani uniwersum Hellblazera będą zawiedzeni tak oczywistą ekspozycją wątków fabularnych. Szybko poznajemy sprzymierzeńców jak i wrogów, nie liczy się tu zgłębianie postaci, a jedynie przedstawienie jej możliwości, które ze sprawnością używa, choć nie stroni od przyjęcia paru ciosów dla dobra sprawy. Nie ma tu też odwołań do przeszłości, innych runów więc czytelnik nie zagubi się w zalewie odwołań. Jest jeszcze kwestia seksualności Johna, którą tym razem wyeksponowano w jednym kierunku, nawet mocno, więc zagorzali przeciwnicy LGBTQ będą mieli używane. 

Dla kogo ten komiks? Według mnie dla nowych czytelników komiksów szukających sprawnego i bezpiecznego wejścia w tytułową postać, by potem zagłębić się w takiego Ennisa Delano czy Ellisa. Dla reszty to po prostu kolejny komiks z Constantine’m który można łyknąć na raz podczas komiksowego głodu. 

Plusy:

🔥wszystko co chcecie wiedzieć o serii Hellblazer, ale nie macie pojęcia, od czego zacząć. 

Minusy:

🌊jak już wiecie, nie musicie pytać. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Tom Taylor

Ilustrator: Darick Robertson, Diego Rodriguez

Tłumacz: Jacek Żuławnik

Typ oprawy: twarda

Data premiery: 27.10.2021

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328152472

Liczba stron: 152

Wymiary: 21.6×27.6cm. 

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiku do recenzji. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: