Amazing Spider-Man Epic Collection. Venom

Pierwszy Epic „Ostatnie łowy Kravena” wszedł mi gładko, zauroczył mnie tytułową historią, przygodami z Wolverinem, a wątki obyczajowe jakoś nie stanowiły problemu, choć było ich dużo. Takiego „pajączka” lubię czytać, więc rzuciłem się jak kuna w agreście na kolejny tom oznaczony latami 1987 – 1988, no i przyszło rozczarowanie. Okres ten nie wyróżnia się zbyt pamiętnymi historiami, twórcy postawili ewidentnie na wątki obyczajowe, choć dzieje się dużo w sferze superbohaterskiej. 

No może poza pierwszymi trzema zeszytami, w których na łamach trzech serii ze Spider-Manem miałem okazję śledzić jego przygody w zakładzie psychiatrycznym. Motyw widziany już kilka razy, tu sprawił mi tylko delikatną radość, w szczególności pamiętnymi okładkami zeszytów autorstwa Billa Sienkiewicza oraz walką z otumanieniem. A im dalej, tym bardziej poznałem uroki życia młodych małżonków, Petera i Mary Jane Parkerów, którzy po ślubie zaczęli układać życie z różnym skutkiem. Co jakiś czas wyskakiwał pewien zły jegomość, który narobił szumu w ich życiu, ja zaś mogłem uzupełnić galerię łotrów ze świata „pajączka”. Cały czas z tyłu głowy mam “szczęście Parkera”, wiem, że ta idylla nie mogła trwać zbyt długo, a nawet czekałem na jej koniec Ponownie, nie było to nic odkrywczego, co zapierałoby dech w piersiach. Sam się sobie dziwię, że to, co pisała Ann Nocenti jest tak dobre, iż ten ponad 500 stronicowy tom połknąłem sprawnie. Nie będę też ukrywał, że zdarza mi się przeczytać obyczajowych komiksów, co jakiś czas, ale to nie jest ten poziom, tu jest tylko prosto i przyjemnie. 

Osobny akapit należy się dla Venoma, który pojawił się tutaj na chwilę, by stać się tytułem tego wydania. Tak, tylko na chwilę, niczym wielkość tego akapitu. 

Czasem odnosiłem wrażenie, że czytam historię dla dorosłych, gdyż nowożeńcy grzali się na siebie jak koty w marcu, a Mary Jane eksponowała swoje wdzięki chyba na wszystkie możliwe sposoby dzięki kresce Todda McFarlane’a. Przyjemnie się ogląda jego kreskę, mam takie wrażenie, że jakby dodać współczesne kolory byłoby naprawdę dobrze, nie odstawałoby od współczesnych standardów. Ba! Byłoby pewnie momentami nawet lepiej! 

Na koniec wypada wspomnień, że mój entuzjazm czytanie kolejnych Epiców delikatnie opadł, ale tak to jest jak się czyta wszystkie zeszyty danej serii pod rząd, jak wcześniej znało się te wybrana i najlepsze. Dowodem są mu moje męki z czytaniem całego Marvel NOW! 2.0, z którego tak naprawdę warty zapamiętania był “Spisek klonów”. No ale tuta jest znacznie lepiej i o ile w poprzednim tomie czułem ramotkowość, to tutaj jest lepiej, a im dalej będzie coraz ciekawiej. Na pewno przeczytam kilka pierwszych rozdziałów, a nóż “Inferno” mnie wciągnie. 

Plusy:

🕸️ciągłość fabularna 

🕸️rysunki Todda McFarlane’a

🕸️przekrój przez wrogów Spider-Mana

🕸️szczęście w życiu Parkerów. 

Minusy:

🙄ogrom wątków obyczajowych. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Tom Defalco, David Michelinie, Ann Nocenti, Roger Stern, Mark Gruenwald, Steve Ditko

Ilustrator: Mark Bagley, Ron Lim, Todd McFarlane, Alex Saviuk, Steve Ditko, Terry Fitzgerald, Cynthia Martin

Tłumacz: Marek Starosta

Typ oprawy: twarda

Data premiery: 16.06.2021 

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328150027

Liczba stron: 504

Wymiary: 17.0×26.0cm. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: