Wonder Woman 1984

Miałem oglądać nowy Mortal Kombat, lecz niestety nie miałem go akurat ze sobą pewnego wolnego dnia od partnerki i dzieciaków. Padło na WW84, bo HBO GO zawsze pod ręką, miałem ochotę na coś luźnego, a i tak musiałem wreszcie zabrać się za ten film. Tylko dlaczego on musiał tyle trwać! Kompletnie nie rozumiem tego przeciągania fabuł filmów na siłę, żeby pykło ponad dwie godziny. A nowy Batmana Reevesa to już ponoć ponad 3h. Litości dla kuprów masy geekowskiej! 😉

Jestem święcie przekonany, iż skrócenie zwiększyłoby satysfakcję z odbioru drugiej części Wonder Woman. Nie wystarczyło zaangażować tu Geoffa Johnsa do pomocy przy napisaniu historii, bo liczy się jeszcze jej wykonanie. Przez pierwszy, o wiele przedłużony akt, w ogóle nie poczułem nici sympatii z tytułową bohaterką. Była ona zamknięta, wycofana, niedostępna dla ludzi w jej otoczeniu. Cały czas przeżywała stratę ukochanego, przez to ogrodziła się grubym murem ignorancji, a pojawiała się wtedy, gdy czegoś chciała. Coś tu za ewidentnie nie zagrało, nawet pomyślałem, że jej nie lubię. Chociaż to odwróciło się prawie o 180 stopni, pomiędzy 2 a trzecim aktem, miłość do Gal Gadot wróciła, nadal uważam ją za idealną osobę do tej właśnie roli. Nawet cameo po napisach tego nie zmieniło

Może to była kwestia Pedro Pascala w roli Maxwella Lorda, który o dziwo, jak na tego złego w tej części, wzbudzał niezwykłą sympatię przez bycie po prostu zwykłym człowiekiem z problemami, który w pogłębiającym się kryzysie postanowił pójść na skróty, co było przyczyną całego ambarasu w tym filmie. Jego gra, plastyka gry aktorskiej, no cudo.

A tuż za nim Kristen Wiig, kolejny zwyczajny członek, który przez przypadek zostaje wciągnięty przez wydarzenia WW84, kompletnie gubi się w swoim świecie. A wcale nie jest to dziwne, bo osoba tak źle traktowana przez innych, trzymana na uboczu, pomijana przez otoczenie, rzadko znajduje wewnętrzną siłę, by pokazać swoją postawą, że tak nie traktuje się ludzi. Tanie efekty Cheetah to już w ogóle pomijam, kto na to pozwolił…

Chris Pine ewidentnie robi tu za chłopaka to posunięcia wątku przeżycia straty Diany, często za comic relief, a także do użycia mocy jak i odkrycia nowych. Cały jego wątek jest wprost bajkowy, gdyż nie zapominajmy, że jest to ekranizacja komiksu superhero.

A takie kino rzadko bywa ambitne, jest wiele umowności, w tym przypadku wiele dobrych scen akcji, z efektami specjalnymi, które nie rażą, często wystarczy jeden szkopuł, żeby coś nie zagrało. Niestety tych było tu o wiele za dużo, co zaskutkowało filmem pomiędzy „kiepski” a „średni”. I proszę, niech mi tu nikt nie wyjeżdża z tekstem o kobiecym kinie, które potrzebuje takich silnych postaci. Tak, potrzebuje, ale w dobrych filmach, które utwierdzają taki wizerunek, a nie zniechęcają do niego. Szczerze przyznam, że jedynka była gorsza, widoczny jest postęp w jakości. Jednak w takim tempie, to pożądany efekt uzyskam dopiero w okolicach ewentualnej piątej części lub w reboocie. Patty Jenkins powinna skupić się na uzyskaniu równowagi pomiędzy przesłaniem a jakością opowiadanie historii.

Dobrze, że miałem ze sobą jeszcze Obecność 3, poprawił mi nastrój, ale to nie jest blog o horrorach 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: