Po niezwykle udanym (i wciąż rozwijanym) cyklu „Ćma”, Tomasz Grodecki zabiera się wraz z kilkoma dobrze znanymi rysownikami za historię detektywistyczno-edukacyjną. Mono no aware (jap. 物の哀れ), bo tak brzmi tytuł recenzowanego dzieła, to japońska kategoria estetyczna, która oznacza „wrażliwość na przemijanie”, a także „subtelny smutek połączony z zachwytem nad ulotnością życia”. Omawiana opowieść obrazkowa powstała przy współpracy oficyny timof comics oraz Poland-Japan Foundation, a współfinansowano ją ze środków Kancelarii Senatu. Pojawia się pytanie: czy magia twórczości Tomasz Grodeckiego przełamała mit o nudzie komiksu instytucjonalnego?

Całość zaczyna się symbolicznie od ulubionego owada Grodeckiego, jaki zwiastuje tragedię. Oto bowiem z wystawy Andrzeja Wajdy skradziono bezcenne eksponaty powiązane z polskim reżyserem. Do wykrycia sprawcy zostaje wynajęty detektyw Takashi Cybulski (zlepek ulubionych aktorów Akiry Kurosawy i Andrzeja Wajdy – Takashiego Shimury i Zbigniewa Cybulskiego). Na kilkunastu stronach śledzimy niezwykłą podróż przez pół świata i zbieramy okruchy naprowadzające na ślad złodzieja, które mają kierować nas w stronę wielkiego finału. Niespodzianek jest tu wiele, na pewno nie warto przywiązywać się do jednej formy przekazu. Co więcej, przy lekturze od razu rzuca się w oczy dwujęzyczność komiksu, która nie stanowi problemu, poza jednym czysto japońskim dymkiem w samolocie.

Angaż aż czterech rysowników to niezwykle ciekawy zabieg, który sprawił, że podobnie jak z wieloma lokacjami występującymi w komiksie, tak czytelnik jest też zaskakiwany różnymi stylami ilustratorów. Gdy potrzeba onirycznego wprowadzenia, na białym koniu przybywa Kacper Wilk i jego kreskówkowo-dziwaczny sznyt. Precyzję cięcia katany zapewnia Artur Redlicki, by potem Tomasz Borkowski przygasił światło i zaserwował nam klimat noir. Jest jeszcze Adam Roziński, który rozważnie pokazuje nam swoje możliwości cartoonowego komiksu, z dobrze rozłożonymi akcentami detali. To oczywiście nie wszystko, bo style się mieszają i przeplatają, często tworzą zagadkową mozaikę, którą trzeba rozszyfrować wzrokiem.

W Mono no aware natrafiamy na nienachalnie wplecione elementy biografii Andrzeja Wajdy, jakie stanowią integralny element fabuły stworzonej przez Tomasza Grodeckiego. Są też liczne dwujęzyczne dodatki, uzupełniające wiedzę o dalsze rewelacje na temat fascynacji Andrzeja Wajdy Japonią, co przełożyło się na powstanie Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie. Taka kompozycja albumu sprawia, że dostajemy dzieło kompletne, kipiące od treści rozrywkowej, jak i wiedzy powszechnej.

Jeśli myśleliście, że będzie to kolejny prosty wykład, który ma na celu przybliżyć nam osiągnięcia wielkiego Polaka… to jesteście w wielkim błędzie. Angaż Tomasza Grodeckiego był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę z Yumi (tradycyjny łuk japoński). Autor przemycił swój unikalny styl do zlecenia, które stało się niebanalną opowieścią przybliżającą nam dwa całkowicie odmienne światy. Wachlarz zabaw formą w fabule, a także stylami graficznymi pobudza zmysły czytelników przez cały czas lektury, angażuje w opowieść, z której możemy być dumni i bez cienia wstydu przekazać mieszkańcom Nipponu.

TECHNIKALIA:
Scenariusz: Tomasz Grodecki
Rysunki: Tomasz Borkowski, Artur Redlicki, Adam Roziński, Kacper Wilk
Okładka: Tomasz Borkowski
Wydawca: timof comics, Poland-Japan Foundation, Senat RP
Druk: Kolor
Oprawa: Twarda
Format: 22.0 x 30.0 cm
Liczba stron: 48

Dziękuję Tomaszowi Grodeckiemu za udostępnienie komiksu do recenzji. Jego przekazanie nie miało wpływu na moją opinię.

Dziękujemy za miłe słowo! 🦋🦋🦋