Godzina Zero. Kryzys w czasie (Bohaterowie i Złoczyńcy – tom 36)

Godzina Zero: kryzys w czasie

Kolejny tom kolekcji Bohaterowie i Złoczyńcy DC udowadnia istnienie nieustającej walki o zachowanie ciągłości narracyjnej w ramach Uniwersum DC. W zasadzie po to został stworzony “Kryzys na nieskończonych Ziemiach”, jednak nie wszystko zostało od razu uporządkowane. Po Marvie Wolfmanie temu ogromnemu przedsięwzięciu podjął się Dan Jurgens, a jego wynik zawarty jest właśnie tutaj.

Może i Jurgens nie chciał używać słowa „kryzys” w samym tytule, lecz i tak zawarto go w podtytule, co dało nam wielce tajemnicze „Godzina Zero. Kryzys w czasie”. Tajemnicę można szybko rozwikłać, obserwując zawarte tutaj informacje o godzinie, odliczanej do niechybnego finału. Z mojego punktu widzenia dostałem tu parę nowych postaci, a w szczególności Linear Menów, którzy podtrzymują i dbają o czas. Cały ambaras zaczyna się w momencie zauważenie pewnych nieprawidłowości, które ukazują złowrogie manipulacje pewnego Monarchy. Początek śledziłem oczyma Waveridera oraz Huntera (eee, czy tylko ja tu widzę protoplastę dorosłego Cable’a?), którzy szybko zostali sprowadzeni na deski. A potem idzie już z górki, gdyż pięć z sześciu zawartych tu zeszytów jest przesiąknięta akcją, która bardziej kojarzy mi się z pierwszą dekadą XXI wieku niż z rokiem 1994.

146 stron głównej historii minęło mi niczym „dawca organów” obok mojego samochodu na autostradzie, nie powodując przy tym zbędnego bólu głowy obecnego przy innych Kryzysach. Muszę przyznać, że Dan Jurgens odpowiedzialny za tę historię ma naprawdę wprawne pióro i ołówek, co przełożyło się na spójną warstwę narracyjną, jak i graficzną. A takie coś misie jak ja lubią najbardziej na świecie. Sama fabuła aż się prosi o porównanie ze współczesnością, panowaniem Scotta Snydera, który niestety napisał bardzo, mówiąc delikatnie „odjechane” przygody bohaterów Uniwersum DC. Co gorsza, da się je czytać jedynie przeplatane tie-inami, gdyż znacząco podnoszą walory całości. A tutaj jest zupełnie odwrotnie, główna oś wydarzeń ma ręce i nogi, da się ją czytać samodzielnie, nie mając przy kręćka od ilości zabiegów przykuwających uwagę. Jednocześnie jest to typowy event, gdzie bohaterów kupa, można pogubić się w ich ilości oraz wariantów, ale przecież nie o to tu chodzi. Uwaga! Jest to czysta i nieskrępowana rozrywka, idealny kandydat na komisowy blockbuster. Do tego w ramach tej wieloskładnikowej mikstury złożonej z postaci różnej postury, dało się zauważyć pieczołowitą dbałość o nieoczekiwane zwroty akcji, a jest tu ich kilka, zapewniając dobrą zabawę do samego końca utworu.

Przy okazji Dan Jurgens naprostował parę rzeczy, należy zwrócić przede wszystkim uwagę na różnice wieku kilku z bohaterów.

Zerowy zeszyt „Green Lantern” to wprowadzenie do nowej serii z Kylem Raynerem, które zostało załączone jako swoisty epilog całości, lecz jakiekolwiek szczegóły fabularne byłyby mega spoilerem, więc napiszę tylko tyle, iż było warto go przeczytać. Może tempo spadło o parę długości, lecz zapewne zostało to sprowokowane teatrem dwóch aktorów na scenie. Ron Marz i Daryl Banks dali radę przygotować przykład dobrej współpracy, chociaż ten drugi podpadł mi w myślach za zbyt nachalne cieniowanie.

Na temat rysunków w tytułowej serii chciałbym wam zakomunikować jedynie o moim zachwycie nad pracami Jurgensa, który przygotował kreskówkową oprawę pełną detali cieszących oko. Powstawały one w tym samym czasie, co fabuła, w zabójczo dużym tempie, co jest nie lada wyczynem. Szczególnie przypadł mi do gustu efekt uśmiercania czasu, tak prosty, a zarazem efektowny. Postaci są bardzo dobrze nakreślone, akcje wygląda dynamicznie, a całość ma odpowiedni wymiar, w zależności od ciężaru danej sytuacji. Czy to mały pokój, czy kosmo, Jurgens wie, co robił.

Swoistą wisienką na torcie są tu liczne dodatki, zarówno opisowe, jak i te graficzne, które w doskonały sposób ilustrują zamiaru artystów biorących w powstawaniu tego Kryzysu. Swoistą refleksją niech będzie to, iż były to czasy, w których twórcy chętnie pracowali wiele godzin nad tworzonymi przez siebie komisami, a teraz to już wiecie sami, jak jest. Swoisty znak czasów, świadczący o miłości do naszego ulubionego medium, co przełożyło się na jeden z lepszych tomów w kolekcji od Hachette. Znak jakości bloga Comixxy stawiam jako osoba równie kochająca to medium, jak zatrudnieni tutaj panowie.


TECHNIKALIA:
Scenarzysta: Dan Jurgens
Illustrator: Frank Fosco, Dan Jurgens, Ron Marz
Tłumacz: Robert Lipski, Adrianna Zabrzewska
Typ oprawy: twarda
Data premiery: 21.12.2022
Wydawca: Hachette
ISBN: 978-83-282-3515-1
Liczba stron: 192.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: