Ptaki nocy. Polowanie (Bohaterowie i Złoczyńcy DC – tom 34)

Kobieca grupa „Ptaki nocy” została rozsławiona przy okazji filmu o tym samym tytule (lub ze strasznie długim i niepotrzebnym podtytułem) z 2020 roku z Margot Robbie jako Harley Quinn. Bardziej chodziło tam o wykorzystanie właśnie jej do przedstawienia nowej grupy, lecz wyszło „no tak średnio bym powiedział, tak średnio”. Może jeszcze Jurne Smollett-Bell jako Black Canary się ciut wyróżniała, lecz pozostałe panie po prostu zawiodły. A komiks? 

Ptaki nocy. Polowanie” to pięć pierwszych historii z nową grupą w ramach Uniwersum DC, której trzon stanowią: Barbara Gordon aka Batgirl oraz Dinah lance aka Black Canary. Choć na jakiś czas w tytułowym „Polowaniu” dołączyły Huntress i Catwoman, to głównie śledziłem losy wspomnianego przed chwilą duetu. Styl rysunków jest przejawem epoki, w której powstały komiksy, lata 90-te wraz z całą ich szeroko zakrojona charakterystyką są tu mocno widoczne. I to u każdego z artystów, których listę znajdziecie w danych technicznych. Tak więc każda z bohaterek jest bogato obdarowana przez naturę, wszystkie części ciała są zaokrąglone zgodnie z geometryczną wyobraźnią twórców, co w ogóle nie odpowiada naturze. Tak samo zresztą wrogowie, którzy również stali w tej samej kolejce po dary. Chociaż większość z nich to raczej poprosiła tylko o siłę i robią za mięso armatnie dla bohaterek występujących na froncie misji. Tak szczerze, to rotacja ilustratorów nie objawiała się mocno, stylistycznie prace są mocno spójne, poza niuansami wynikającymi z prac inkerów i kolorystów, bo ci moim zdaniem przesadzili w pierwszej historii “Black Canary/Oracle. Ptaki nocy” oraz w “Ptaki nocy. Wilki”, gdzie wszystko wydaje się oniryczne, a wątpię, iż taki był cel. We “Wilkach” mocno cierpią kolory nakładane przez Glorię Vasquez, które sprawiają wrażenie różnorodności postaci, pomimo braku fabularnego przesłania. Jednak to wina materiału źródłowego, a nie samego wydania. Wspólną cechą każdego z rysowników jest również mega dynamiczne przedstawienie scen akcji, których tu nie brakuje oraz bogata mimika na twarzy postaci, które walczą zaciekle o upragniony sukces misji. A to wszystko skąpana w bogatej kolorystyce i cieniowaniu. Mój wewnętrzny Smerf Maruda, tym razem nie za bardzo miał o czym narzekać, wizualnie dają plusa.

Co się tyczy samej fabuły, liczyłem ze względu na użycie bohaterek kobiecych na więcej rozmów, pogłębiania ich charakterów, pisząc wprost na jasny przekaz w postaci odróżnienia od bohaterów męskich. Niestety tak się nie stało! Patrząc na to, co groźnie zostało napisane we wstępie, spodziewałem się zupełnej odskoczni od typowych steroidowych lat 90-tych. A tu figa, po prostu na czele postawiono postaci innej płci, które inaczej wyglądają. Jeśli pojawiły się by przeciwne, byłoby tak samo. Patrząc na aktualnie pisane postaci kobiece, nadal jest to przepaść. Samo użycie kobiety jako przewodniej bohaterki było wtedy ryzykowne, jednak to dopiero początek, a nie pełnia możliwości wynikające z użycia sposobu myślenia i zachowania innego niż typowego faceta. 

Co dostałem na tych aż 280 stronach? Pięć historii napakowanych akcją, które mijają niepostrzeżenie szybko, pomimo epoki, w której powstały i mojego wewnętrznego planu. Fabularnie dostałem tu zalążki tworzenia się nowej grupy, właściwie duetu, który mocno ściera się wewnętrznie silnymi charakterami, wynikającym z przeżytych chwil, niejednokrotnie wyciągniętych na wierzch przez Chucka Dixona. Muszę przyznać, że jego tak bogata obecności w scenariuszach kolekcji, jak i wydawanym u nas “Batman: Knightfall”, zaczyna kiełkować mi pomysłem na hasło “przed Geoffem Johnsem był Chuck Dixon”, co zdaje się idealnie określać jego sposób pisania, kontynuowany później przez aktualnego wizjonera. Historie są napisane w idealnie dobranych proporcjach, poświęcających czas na wprowadzenie, śledztwo, akcję oraz rozwój wewnętrzny. À propos tego ostatniego, warto zwrócić uwagę na przebłyski wydarzeń ze “Zabójczego żartu”, który sprawił, iż Barbara stała się Oracle. Fabuła również na duży plus zaczyna się we mnie zbierać kolejny żal, iż Egmont nie wydał runu Chucka Dixona, w momencie planów na uświetnienie premiery filmu, byłby to naprawdę dobry ruch. 

Dodatki Nicka Johnsa jak zwykle na duży plus, tym razem we wstępie zawarł obawy twórców dotyczące użycia postaci kobiecych oraz mocno nostalgiczne wspomnienia o listach do redakcji, połączonych z tytułem tomu. Ta nostalgia to ostatnio mnie mocno zaskakuje, gdyż Hubert Ronek radzi sobie z nią doskonale w swojej serii “W.E”, co czasem jest warte naśladowania i przywrócenia. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Chuck Dixon

Illustrator: Gary Frank, Matt Haley, Sal Buscema, Stefano Raffaele, Dick Giordano, Greg Land 

Tłumacz: Robert Lipski, Adrianna Zabrzewska 

Typ oprawy: twarda

Data premiery: 23.11.2022

Wydawca: Hachette

ISBN: 978-83-282-3512-7

Liczba stron: 280. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: