Noir Burlesque. Tom 1

Noir jako gatunek w filmie narodził się w latach 40-tych XX wieku, zdobył nie lada popularność, także inne formy przekazu chętnie z niego korzystają. Nie sposób zliczyć również i komiksowych produkcji, które korzystają z tej stylistyki, choćby „Batman noir”, który świeci u nas triumfy w powiększonym formacie. Nie przez przypadek przywołuje tu tę znaną postać, gdy jeden z twórców piszących jego przygody, stworzył również autorski projekt.

Oczywiście w tytule zawarta jest jeszcze burleska, która pasuje do noir jako element tej samej rozrywkowej układanki, stanowiącej wprost nierozerwalny duet. Jednak zasadnicze pytanie, które sobie stawiam, biorąc niniejszy komiks do ręki, jest następujące: czy te rodzaje sztuki mają jeszcze szanse bytu w świadomości współczesnego czytelnika? Wiem, że jest grupa osób wychowanych na tych estetykach, z pewnością rzuci się na „Noir Burlesque” ochoczo, jednak chciałbym spojrzeć na opowieść Mariniego jak zwyczajny komiksomaniak, rachujący budżet w czasach inflacyjnej zwyżki. Odpowiedź nie będzie prosta, gdyż cechy gatunkowe są tu mocno osadzone, produkcja nie wyróżnia się na tym froncie w absolutnie żaden sposób. Jest kobieta fatalna, jest i facet wplątany w trudne sytuacje, detektyw też się pojawia, a i występ w stylu burleski rozpali czytelnika do czerwoności, gdyż i na mnie zrobił niemałe wrażenie podczas bacznego wertowania. Trzeba od razu mocno zaznaczyć, że tekst i obraz nie mają tu jednolitego podziału w prowadzeniu narracji. Ten drugi ewidentnie wybija się na czoło, pierwszy zaś sprzedaje to, co powinno być powiedziane, a nie narysowane, często oczywiste stylistycznie. Dzięki czemu całość mija niezwykle sprawnie, przykuwa uwagę, nie drażni źle dobranymi mechanizmami, nie nudzi ścianami tekstu, tylko prowadzi czytelnika do przodu, czarując go kolejnymi odkryciami.

I jeśli sama opowieść utkana ze schematów nie przykuje waszego rozważania, zrobi to stos rysunków w kadrach, obok którego nie można przejść obojętnie. Enrico Marini ewidentnie wie, jak używać ołówka, którego potencjał został znakomicie przez niego wykorzystany i ujarzmiony w celu opowiedzenia jego autorskiej historii. Nie zostanie tutaj zbyt dużo dla domysłu, tak jak wielu pisze o nim, jest mistrzem realizmu, każdy kadr jest małym obrazem, stylistycznie czarno-białym zdjęciem z albumu dziadków. Postaci przykuwają ilością detali, w szczególności Caprice, wobec której zastosowano odcienie czerwieni, fatalnie przykuwające uwagę czytelnika, tak że nie sposób oderwać od niej oczu, gdziekolwiek się pojawi. Tak samo jest z budynkami i pomieszczeniami, fani analizy będą mieli na co patrzeć i nie wytykać! Im większy kadr, tym więcej miejsca na popis możliwości Enrico wiedzącego, jak zauroczyć czytelnika, przenieść go w oniryczną atmosferę noir i burleski, których spektrum emocji rodzących się podczas czytania i oglądania budzi miłość. Tak, zakochałem się w tym komiksie, tak trywialnie i prosto jak dziecko. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić wam „Noir Burlesque”, zakochajcie się w każdym momencie, nie tylko na wiosnę. A potem żałujcie jak ja, że nie ma kolejnej części do kupienia… miłością największą i najpiękniejszą.

Plusy: 

🖤klimat noir 

🖤klimat burleski 

🖤sprawna narracja 

🖤absolutnie przepiękne rysunki. 

Minusy:

❤️tylko znane motywy. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Enrico Marini

Ilustrator: Enrico Marini

Tłumacz: Maria Mosiewicz

Typ oprawy: twarda

Liczba stron: 104

Wymiary: 21.6×28.5cm

Data premiery: 12.10.2022 roku. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: