Dwa gwoździe. Tom 3

Na tym etapie mogę z całą pewnością stwierdzić, iż jestem fanem twórczości OttoIcha, kupuje ten kolory turpizm w kadrach, a nawet uważam momentami za uroczy. Swoją drogą ciekawe zjawisko, gdy człowiek oswaja się ze zjawiskami, które powinny odstraszać, budzić grozę i obrzydzenie. Może faktycznie działają te wszystkie sigile ukryte w komiksie 😉 

Gdy widzę święta okładkę, chcę mieć ją na koszulce. Mam tak i już. Gdy OttoIch przedstawił światu koncept zdobiący trzeci tom, zakochałem się w nim bez pamięci. Nie dosyć, że ilość detali powala, kolorów jest aż nadto, postaci wyglądają ciekawie, całość zachęca do brnięcia dalej. Trudno oprzeć się przysłowiu o ocenianiu książki po okładce, trudno. Szczególnie uroczo wyglądają te małe Torngarsuki umieszczone w kilku przypadkowych miejscach, no i jeszcze ta upstrzona detalami roślinność. 

W środku po raz kolejny dostałem dwie historie, które w żadnym wypadku nie są tym, czego można się spodziewać, choć przygoda trwa już od dwóch tomów, więc powinien wyczuć intencje autora. Zacząłem od „Diabelskich tańców„, których podstawą jest Taneczna plaga w Strasburgu z 1518 roku, zagadkowe wydarzenie, które tutaj miało ugościć dwójkę naszych tytułowych Gwoździ. Oczywiście nie wszystko poszło, jak powinno, Błotnik ironizujący wszystko, sam stał się ofiarą plagi, a Torgarsuk musiał mu pomagać. Wszystko to jest obserwowane przez Lucyfera, który weryfikuje przydatność swoich sług,  w przypadku wątpliwości, nie zawaha się wysłać kolejnych, którzy okazują się elementami przybliżającymi nam dawne wierzenia i mitologie. Tradycyjne zakończenie wyjaśniło mi istnienie aż trzech głównych inspiracji, które zyskują na mocy po ponownym przejrzeniu opowiadania. Chociaż mam pytania po tym epizodzie, mam nadzieję, że wkrótce uzyskam odpowiedzi, bo nowy duet i zachowanie Torngarsuka budzą burzę teorii w mojej głowie. Ciekawa opowieść, wprost naszpikowana tym, co lubię u OttoIcha, mam dziwne wrażenie, iż akurat tutaj bawił się znakomicie, umieszczając krok po kroku liczne smaczki. Dla dociekliwych analityków, obszerne pole do działania. Jedno co mi się rzuciło w oczy i ukłuło, to wielki dymek z monologiem Lucyfera, który stał się pit stopem podczas lektury. Osobiście wolałbym, aby został rozbity na przynajmniej dwa pomniejsze. 

Diabeł w Kurniku” to w sumie dość prosta wariacja na temat podań o Panu Twardowskim, lecz zaskakująca pod pewnymi aspektami. Błotnik cały czas próbuje pozbyć się Lucyfera, wpada na kolejny genialny pomysł, którego element okazuje się wspomniany jegomość. Jednak jego obłuda i pewność siebie sprawia, że staje się niewolnikiem, a nie panem najpotrzebniejszego maga świata. I tak mija 5 lat, świat idzie do przodu, nie ma tu w ogóle Torngarsuka ku mojemu rozczarowaniu, tylko ten rogaty postrach dobrych pomysłów knujący i rozczarowany taki. Ostatnia misja Pana Twardowskiego to zbieranina demonów, które okazują się silniejsze w kupie niż osobno. Dużo tu przekornych treści, kuszących odwołań, kur, który naczytał się Sienkiewicza, ale nie potrafi wypowiedzieć do końca tytułu jego wielkiego dzieła. Błotnik jak zwykle ulega tu pewnym tendencjom, ale fakt faktem, Lucyfer na sam koniec zna już odpowiedź na dręczące go pytanie. Radosna zabawa konwencją, która nie nudzi, a stawia cały czas pytanie: jak daleko posuną się poszczególni bohaterowie?

Chciałbym napisać coś nowego na temat warstwy graficznej, jednak nie jestem w stanie, gdyż całość prezentuje się nieswojo znajomo, nie zostałem zaskoczony, a raczej mile przywitany w domu groteski. Tylko wspomniana na wstępie okładka stanowi znaczy progres, który zwraca na siebie uwagę. Swoją drogą, czy potrzebna jest tu rewolucja? W przyszłości każda ewolucja będzie mile widziana.  

Z innej strony, czy lektura ta mogła oznaczać koniec przygód Błotnika i Torngarsuka? Zapowiedź czwartego tomu sugeruje już teraz, iż przynajmniej jeszcze raz zobaczę czy dwa gwoździe zostaną wbite celnie w oddechy historii podań świata. Jestem przekonany w pełni o mojej chęci przeczytania kolejnego wydania, nie chcę rozstawać się z tymi demonami, gdyż nić sympatii nie urywa się tak łatwo, a coś czuję, że te sigile znaczą coś więcej niż sugeruje sam autor

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: OttoIch

Ilustrator: OttoIch

Wydawnictwo: Rebel 

Format: 148×210 mm

Oprawa: miękka

Druk: kolor

Data wydania: 10 wrzesień 2022 roku 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: