Daredevil. Mark Waid. Tom 2

Poprzedni tom, był dla mnie skokiem jakościowym w nowym kierunku, który niekoniecznie mnie usatysfakcjonował. Nowy scenarzysta, rysownicy i koloryści podążyli zupełnie w inny rejon komiksów, m.in. przez decyzję Marvela o starcie nowej inicjatywy wydawniczej. Biorę kolejny tom do ręki, mam nadzieję na kolejne zmiany, tym razem pod moje gusta. 

I dostaję je, lecz nie za sprawą znanych mi person z poprzedniej osłony, lecz z serii “Avenging Spider-Man” i “Punisher”, które ówcześnie pisał Greg Rucka, a rysował Marco Checchetto. No i jestem kontent, bo te kilkadziesiąt stron w dwóch zeszytach, to prawdziwa perełka, czyta się to z wypiekami na twarzy, team up jest sprawnie złożony, bez poniżania żadnego z członków. Greg Rucka rozpisał każdą z postaci, tak jak powinien, każdy jest dokładnie taki, jaki powinien być, co nie wszystkim scenarzystom się udaje, gdyż tworzą chodzące zombie. Podobnie odczucia mam odnośnie rysownika, którego kreska rozkochała mnie od pierwszego spojrzenia, gdy zobaczyłem go w siódmym tomie Daredevila Nieustraszonego. To logo Punishera, księżyc na niebie, jak to pięknie wygląda. Dostałem dokładnie to, czego chciałem, więc nie miałem przez chwilę powodu do kręcenia nosem. 

A potem przyszedł czas na dobrze znanych mi już rysowników i kolorystów, którzy nadal wykonują to, o czym pisałem poprzednio. Nie mój gust, zbyt pastelowe kolory, zbyt dużo uproszczeń, nadal wygląda to jak zabawna kreskówka, w której za chwilę ma pojawić się slapstickowy humor. Oj cienka to granica balansowania pomiędzy powagą a wesołością. 

Za to Mark Waid tym razem przekonał mnie, gdyż wyszedł poza strefę komfortu typowego scenarzysty komiksowego, korzystającego z gotowego portfolio złoczyńców wydawcy. Całkiem dobrze rozpisał zakończenie wątków związanych z Megacrime, wiarygodnie i satysfakcjonująco zakończone zmaganie, nie zrobiły z nich kolejnych pionków do obijania, a wroga, który zjednoczony, rzuca wyzwanie dla szarych komórek. Potem już płynne przejście do rozprawienia się ze stanem psychicznym Matta, który według Foggy’ego cały czas żył w fazie zaprzeczenia. Wszystko, co się tu dzieje podczas pracy adwokata jak i życia ulicznego bohatera stopniowo doprowadza go do zwątpienia we własne zdrowie psychiczne. Po raz kolejny, lecz tym razem przy udziale nowego złoczyńcy, który sporo namiesza i wprowadzi nietypowe rozwiązania. Na tym etapie widać, że Waid wyczuł Nieustraszonego, ma pewność pisania jego przygód, które im dalej, tym dają mi więcej satysfakcji. A cliffhanger na końcu tomu, tylko rozpalił oczekiwania i nadzieję na kolejny tom, którego niestety nie zapowiedziano na końcu. Gdyby tylko seria miałaby innych rysowników, byłbym już całkiem zadowolony, ale no cóż, mogę jedynie pomarzyć. 

Plusy:

😈zeszyty Grega Rucka’i i Marco Checchetto

😈kolejne scenariusz Marka Waida

😈druga historia tomu. 

Minusy:

💦rysownicy towarzyszący Waidowi. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Mark Waid, Greg Rucka

Ilustrator: Michael Allred, Khoi Pham, Marco Checchetto, Chris Samnee

Tłumacz: Jacek Drewnowski

Typ oprawy: twarda 

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328154308

Liczba stron: 300

Wymiary: 17.0×26.0cm

Data premiery: 28.09.2022 roku. 

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: