Rick i Morty. W innych światach

Na wstępie zacznę, że jestem wielkim fanem serialu Adult Swim, Rick i Morty, a po niniejszy komiks sięgnąłem tak po prostu, z tęsknoty za kolejnym sezonem, który już wkrótce ma zagościć na moim ekranie telewizora. Zdecydowanie wybrałem historię na raz, nie mam ochoty bawić się w całą serię, choć jak się okazało, nie musi być to wcale zły pomysł. 

Kolejny akapit, wyznanie numer dwa, nie kojarzę w ogóle osób zaangażowanych w powstanie „W innych światach”, więc wygląda, że będzie to dziewicza przeprawa. Od razu trafiłem na typową przygodę tylko dla dorosłych, gdyż Smocze Szmaty mocno epatują seksualnością, oczywiście w przegięty sposób, używając jej na wiele sposobów. Zaczynając od imion (Onaniasz), strojów, wrogów odzianych w konwencji sado maso, po oczywiste aluzje podczas przygód (poszukiwanie smoczych kulek), a kończąc na dwuznacznych ilustracjach. Jest to również rozwinięcie fabuły, która pojawiła się w czwartym odcinku, czwartego sezonu. Tym razem jednak Rick ma gdzieś niesienie pomocy Balthromawowi, nie będzie powtarzał podobnej przygody, ma własne plany z mikro wszechświatem. Na smoczą przygodę udaje się więc Morty wraz z dziadkiem Leonardem, który jest równie wkurzający i teoretycznie bezużyteczny, co Jerry. Rick zaś od razu wpada na kolejną swoją wersję o aparycji misia. 

Akapit trzeci (tak  umiem liczyć) będzie pełen wrażeń. Na początek negatywne, kto na Hell wybrał czcionkę dla wypełnienia smoczych szmat. Równie przyjemna lektura, co Thora z Marvela, mieszanie stylów, nie jest nigdy najlepszych pomysłem. Również przyjemne jak chodzenie po rozżarzonych węglach. Fabularnie, ku mojej największej obawie, jest po prostu poprawnie, Josh Trujillo skorzystał z dostępnych wątków, rozwinął je należycie, zgodnie z duchem serialu. Każdy zachowuje się tak, jak powinien, nie ma tu zmian w zachowaniu, czy też podejmowanych decyzjach. Mógłby to być po prostu kolejny odcinek Roma, nie obraziłbym się, nie nudziłbym się, po prostu obejrzałbym, w ciągu którego tam sezonu. Największą zaletą jest samodzielności historii, co czyni ją idealną lekturą na raz, czyli wprost idealnie dla mnie, spragnionego zaślinionej i bekającej mordy Ricka. Tak tak, Morty też jest spoko. 

Czwarte powitanie związane ze wzwodem akapitu, to omówienie warstwy graficznej. Trzech panów, za rysunkami prężnie stojący Tony Fleecs oraz Jarett Williams, oraz kolorujący Leonardo Ito, sprawili, że po raz kolejny jaskrawe kolory zawitały przed moje oczy. Oooo! Idzie anegdota! Ilekroć oglądam nocami Ricka i Morty’ego, partnerka zwraca mi uwagę grzecznie, iż ekran świeci się jak pupa oblana lubrykantem, mam robić to o innej porze, w szczególności, że ona chce spać. Kurtyna! I takie same są tutaj rysunki, intensywnie kolorowe, w bogatej palecie barw, mocno intensywne, non stop przykuwającej uwagę. 

Przeczytałem kolejny odcinek przygód dzielnego dziadka i równie niewiedzącego co robi wnuka, jestem zadowolony, gdyż okazała się to całkiem udana lektura, nie takie zarzynanie kury znoszącej kulki, a po prostu integralna część merczu. Czy pisałem już, że to pozycja tylko dla dorosłych?

Plusy:

🦠jak odcinek serialu

🦠graficznie spójne z serialem

🦠jest beeeek Rick

🦠no i Morty.

Minusy:

🍑krótkie to jak odcinek (na siłę wkładam tu tego minusa) .

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Josh Trujillo

Ilustrator: Tony Fleecs, Jarrett Williams

Tłumacz: Jacek Drewnowski

Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328155381

Liczba stron: 112

Wymiary: 16.7×25.5cm

Data premiery: 24.08.2022

Dziękuję Wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: