Gideon Falls (Omnibus)

Jeff Lemire uwielbia taplać się w błocie małomiasteczkowych historii, które mają kilka warstw fabularnych, a także rzucają nas na niezbadane drogi interpretacji, których nie widać na pierwszy rzut oka, lub też są oczywistymi oczywistościami. Ile to już razy widziałem w amerykańskim kinie, telewizji, komiksie podobne zabiegi fabularne. Nie wiem, czy cokolwiek jest w stanie mnie zaskoczyć na tym froncie, jednak czekałem w tym przypadku na ostatni tom, by pochłonąć historię w całości, a doczekałem się omnibusa. 

I powiem wam, iż w ogóle nie dziwię się tej inicjatywie wydawniczej, gdyż jakbym miał czytać oddalone co kilka miesięcy tomy, całość straciłaby swój narracyjny urok. Może to brzmieć jak usprawiedliwienie zakupu tego omnibusa, lecz opowieść ta została pochłonięta przeze mnie naprawdę sprawnie, odkładam ten klocek na bok, czas na parę słów skierowanych do was. Zacznę od rzeczy najbardziej trywialnej, fabuły, w skrócie chodzi tutaj o pokonanie istoty, która ma niecne zamiary. Pojawiła się ona w wyniku a jakże ludzkich eksperymentów i teraz ten sam teoretycznie rozumny gatunek musi sobie poradzić. To oczywiście najprostsze sformułowania, którymi można opisać fabułę, gdyż została ona znacznie bardziej rozbudowana przez liczne dodatkowe wątki oraz za pomocą środków artystycznych, tak żeby sprostać sposobowi komunikacji Lemire’a z czytelnikiem. I bez stawiania zamkniętych drzwi raz jak to bywało przy współpracy z DC czy też Marvelem. Scenarzysta nie przebierał w sposobach, żeby najpierw zaciekawić mnie w budowie pierwszego aktu, z czym w ogóle mam do czynienia, by potem rozbudować świat, udać się po niejedno rozwiązanie problemu, a na koniec przepuścić przez pole pełne cierni chaosu fabularnego. Wprost idealny pomysł na serial typu „Miasteczko Twin Peaks”, z którego środków budowy zresztą licznie tu korzystano. Mam dziwnie znajome wrażenie, iż Lemire po prostu chciał mieć taką pozycję w swoim portfolio, by kolejne pokolenie czytelników mogło zainteresować się jego kunsztem. A co ze starymi wyjadaczami, co jedli chleb z niejednego pieca? A dziękuję, bawiłem się przednio, gdyż pomimo tego ogólnie znanego schematu, podążającego za kolejnym, scenarzysta pokazuje, że nie chodzi o znaną wszystkim drogę, ale o sposób jej przedstawienia i radość płynąca z poznania niuansów w niej zawartych. Może to zabrzmi jak truizm, ale naprawdę trudno jest przygotować całkowicie innowacyjny pomysł. Zawsze pojawi się element, który można przykleić do innego, tłuszcza krzyczy: “ale to już było!”. Zatem po co utyskiwać, jak można czerpać z nowych interpretacji, lecz tradycyjnie staranie po ich odsianiu. Nie powiem, że jest to tylko prosta rozrywka, gdyż oprócz fabularnych mielizn, mam swoje głębsze interpretacje, nie tylko odwieczną walkę dobrą ze złem, lecz i społeczną akceptację odmienności. A to nie wszystko, sama stodoła jest totemem wielu pomysłów czających się w umyśle, które można rozkminiać godzinami.   

Za to w pełni unikatowa jest tutaj warstwa wizualna, która jest działem Andrea Sorrentino. Jeśli śledzicie bloga przez dłuższy czas, wiecie, że kiedyś ubóstwiałem prace tego rysownika ponad wszystko, aż do “Tajnego imperium”, podczas którego lektury powiedziałem “dość!”. Od tego momentu, omijałem jego twórczość z daleko, był to również powód opóźnienia wydań zbiorczych. No ale jestem już po, powiem wam szczerze, że ta przerwa zrobiła mi niezwykle dobrze, teraz wiem o tym, iż duet Lemire/Sorrentino jest dla siebie stworzony. Nikt inny by tu nie pasował, nikt inny nie mogły tak przedstawić każdego z udziwnień, elementu zaskoczenia, niepokoju w tak przystępny sposób. Charakterystyczne kadrowanie, pierwotny sznyt w kresce, dynamiczne operowanie paletami kolorów. Nie wspominając o efekcie luster, rozsianych w przestrzeni, kreując niesamowite figury geomteryczne. Jest tu prosto, jest realistycznie, jest chaotycznie, jest prowadzenie za rękę, jest mrocznie, strasznie, a nawet przytulnie. Prawie 800 stron to niezwykłe pole do popisu, zostało znakomicie wykorzystane. 

Na samym końcu dostałem dodatki, które jeszcze bardziej zgłębiły umysł i zamiary Lemire, nie było to straszne, człowiek zaczyna po nich pałać radosnymi uczuciami. Nie dziwię się jego popularności, choć wydawanie dosłownie wszystkiego jest mega złą polityką na naszym rynku. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Jeff Lemire

Ilustrator: Andrea Sorrentino

Tłumacz: Jacek Drewnowski

Wydawnictwo: Mucha Comics

Seria: Gideon Falls

Format:180×275 mm

Liczba stron: 792

Oprawa: twarda

Papier: kredowy

Druk: kolor

ISBN-13: 9788366589797

Data wydania: 31 maja 2022 roku.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: