DCeased. Martwa planeta

Jest coś w zombie, co fascynuje nas od wielu lat, przyciąga do kolejnych wystąpień w popkulturze, sami prosimy się o kolejną dawkę strachu. Obejrzałem dziesiątki filmów, zagrałem w kilka gier, przeczytałem kilkadziesiąt komiksów i nadal nie mam ich dość. Z radością powitałem więc wariację à la DC Comics i wsiąknąłem niczym woda w suchą gąbkę. A malkontenci i tak powiedzą, że to klon Marvel Zombies… 

“Martwa planeta” to bezpośrednia kontynuacja wydanego u nas w listopadzie 2020 roku “DCeased. Nieumarli w świecie DC”. Pozostałe dwa tytuły, to uzupełnienia wątków pierwowzoru, śmiało można nazwać je tomami tie-inami. Reprezentują one ciut gorszy poziom, niestety przy równie takich samych rysunkach. Z nieukrywaną radością czekałem na akurat ten tom, chciałem najzwyczajniej w świecie wiedzieć, co Tom Taylor ma jeszcze do powiedzenia w temacie tak mocno wyeksploatowanym. A ma do powiedzenia dużo i nie marnuje przestrzeni siedmiu zeszytów na zbędną gadaninę czy też niepotrzebne wydarzenia. A o czym tym razem prawi jeden z moich ulubionych rozrywkowych scenarzystów? Pięć lat po wydarzeniach z „jedynki” ocalali mieszkający na nowej planecie, otrzymując sygnał ratunkowy z opuszczonej przez nich Ziemi. Wbrew zdrowemu rozsądkowi ruszają na ratunek, a na miejscu okazuje się, że Cyborg ma lekarstwo na wirus anty-życia. No i zaczyna się wielka kampania w celu uratowania utraconego miejsca i jego pozostałych przy życiu mieszkańców. Taylor w tym elseworldzie snuje swoją wizję kolejnego pokolenia Trójcy, jak i pozostałych przy życiu bohaterów oraz złoczyńców, bo jak się okazuje, istnieje kilka ważnych punktów na globie, które przyszło mi odwiedzić. Dowiedziałem się o panujących tam zasadach, jak i podczas podróży również poznać interakcje pomiędzy bohaterami, których życie doświadczyło i to mocno, niektórzy stali się nawet lepszymi wersjami swoich rodziców. W zasadzie zombie służą tu mocno za mięso armatnie, bardziej poznawałem poszczególne etapy realizacji kilku planów, w celu zdobycie kolejnego ważnego elementu fabularnej drogi. Elementy typowego superhero są tu mocno obecne, autor nie próbuje udawać tu czegoś bardziej ambitnego, bawi się tą konwencją, zna ja bardzo dobrze i czuć tę radochę z jej pisania. Do tego dochodzą typowe dla niego emocjonalne wstawki, które redefiniują postaci takie jak Batman, Superman czy też Wonder Woman. Uwielbiam wewnętrzne monologi pisane przez Taylora, wprawiają tu one  w fatalistyczny klimat, który gęstnieje z kadru na kadr. Czuć też, że dopiero teraz dał radę poczuć kim jest John Constantine i prowadzi jego postać o wiele lepiej niż we „Wzlotach i upadkach”. Nawet mam wrażenie, że John dostał tutaj najwięcej czasu ekranowego, by pociągnąć fabułę do przodu. 

Cieszę się, że całość narysował jeden rysownik, zapewniło mi to komfort spójności warstwy graficznej, mogłem skupić się na przeżywaniu emocji. Trevor Hairsine nie zostanie moim ulubionym rysunkiem, jednak to, co tu zaprezentował to kawał dobrze wykonanej rzemieślniczej roboty. Po odłożeniu próbowałem wybrać sobie w pamięci ulubione kadry, jednak przyszło mi to z trudem, gdyż po prostu brakuje tu takich scen. Nic nie zaskakuje tak mocno, że chciałoby się zobaczyć z tego plakat na własnej ścianie. I na koniec jeszcze problem z wyrazami twarzy, które często zatracają się w jednolitości, nie zostają w pamięci na dłużej. Z samych postaci zostały mi w pamięci jedynie, jako ich charakterystyczne kostiumy, a nie wyraziste twarze. Bardziej przyłożył się do nich Taylor, który zrobił po prostu to, co trzeba, nakreślając ich indywidualne charaktery.

Ogólnie mówiąc, jestem bardzo zadowolony z tej kontynuacji, pomimo tego, iż zmierzała do spodziewanego zakończenia, a fatalistyczny klimat ustąpił rosnącej nadziei. Lepiej odebrałem zakończenie pierwowzoru, które zostało po sobie zupełnie inne wrażenie. Nadal jest to czysta rozrywka, która nie ukrywa, czym jest i z jakich mechanizmów korzysta. To świat DC na sterydach, mrugnięcie okiem goni kolejne, czyta się „Martwą planetę” z wypiekami na twarzy, chcę się więcej i więcej. Zombie to jest jednak dobry temat, szczególnie tak mocno przesiąkniętych magią, mistycyzmem  oraz bohaterami i złoczyńcami jak tutaj. 

Plusy:

☠️zabawa światem DC 

☠️nowa Trójca 

☠️John Constantine 

spójne rysunki. 

Minusy:

💩rysunki, które nie zaskakują

💩happy end. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Tom Taylor

Ilustrator: Trevor Hairsine

Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz

Typ oprawy: twarda

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328156425

Liczba stron: 204

Wymiary: 17.0×26.0cm

Data premiery: 13.07.2022

Dla kogo: nastolatek i dorosły.

Dziękuję Wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: