„Bardzo chciałabym, żeby ten komiks wyszedł poza komiksową bańkę i Herstorie trafiły do jak największego grona” czyli rozmowa z Martą Falkowską

Comixxy: Co sprawiło, że postanowiłaś stać się twarzą kampanii na Kickstarterze mającej na celu ufundowaniu komiks „Własnym głosem”?

Marta Falkowska: Przede wszystkim potrzeba zrobienia czegoś więcej niż chodzenie na protesty. Nie jestem polityczką, nie uważam się również za jakąś super aktywistkę. Na co dzień zajmuję się opowiadaniem historii poprzez obraz i chyba nie wychodzi mi to jakoś tragicznie, uznałam, więc że taki wkład z mojej strony w dyskusję o aborcji będzie najbardziej wartościowy.

C: Czy brałaś udział w manifestacjach po wyroku Trybunału Konstytucyjnego?

MF: Tak. Już następnego dnia (23.10) odbył się pierwszy protest we Wrocławiu. Był środek pandemii, nikt nie wiedział do końca jak będzie to wyglądać. Na miejscu było sporo policji, z głośników co chwila płynęły  polecenia, żeby się rozejść. W tłumie kręciło się sporo rosłych funkcjonariuszy ubranych “po cywilnemu”. Protest został zablokowany na Placu Bema i myślałam, że każda manifestacja się tak skończy.  Bodaj piątego dnia strajk zaczął się na rynku i wyglądał dość skromnie. Ot, garstka ludzi z transparentami, idących wężykiem. Zaraz przyjedzie policja i wszystkich rozgoni. Dołączały jednak do nas kolejne osoby, spóźnialscy protestujący i przypadkowi przechodnie, i w pewnym momencie zorientowałam się, że stoję w morzu ludzi. Całe miasto zatrzymało się na kilka godzin. Będąc na Moście Pokoju, można było zobaczyć maszerujący tłum na Moście Grunwaldzkim, a jest to dość spory kawałek. Atmosfera wspólnoty była wtedy niesamowita. Po paru tygodniach protesty zaczęły stopniowo topnieć, bo zaczęliśmy się już przyzwyczajać do złości, którą czuliśmy wobec rządu, ale świadomość tej siły i możliwości pozostała, przynajmniej we mnie.

C: Co dla Ciebie (jako kobiety) oznacza brak możliwości przerwania ciąży na własnych zasadach?

MF: To dość wielowymiarowe zagadnienie. Wiąże się to z dużą ilością irytacji – narracja mówiąca wprost, że jestem zbyt głupia, żeby samodzielnie podjąć decyzję, nieustannie podnosi mi ciśnienie. Dodatkowo ciąża w Polsce jest równoznaczna z utratą podmiotowości i kontroli nad własnym ciałem. Wystarczy popatrzeć jak prowadzone są dyskusje o aborcji, lub jak wygląda argumentacja aktywistów anti-choice. Nie ma tam kobiety/osoby w ciąży – są tylko bezbronne “dzieci”, które za wszelką cenę trzeba ratować, zupełnie jakby cały proces rozwoju płodu odbywał się w bliżej nieokreślonej, magicznej przestrzeni i gdzieś obok istnieli Bardzo Brzydcy Ludzie, którzy tę przestrzeń chcą za wszelką cenę zniszczyć.


Bardzo chciałabym, żeby zwolennicy “obrony życia od poczęcia” w końcu głośno przyznali, że tak naprawdę o żadne życie tutaj nie chodzi, tylko o kontrolę ludzkiej seksualności. W Polsce – kraju gdzie religia katolicka tak mocno ingeruje w życie publiczne, dostęp do antykoncepcji nie jest najlepszy, brak rzetelnej edukacji seksualnej (i nie, WDŻ to nie jest ES), a wszystko to argumentowane jest, w mniej lub bardziej oczywisty sposób, strachem przed liberalizacją zachowań seksualnych. Całkowity zakaz aborcji doskonale wpisuje się w restrykcyjną etykę chrześcijańską, gdzie ciąża jest niejako karą za seks.


Kaja Godek wielokrotnie mogła udowodnić, że hasła niesione przez nią na sztandarach nie są zwykłą mrzonką. Zamiast tego jednak zdecydowała się rozdawać osobom uciekającym przed wojną ulotki z informacją, że aborcja w kraju, w którym szukają schronienia, jest nielegalna.



C: Czy spotkałaś się z aktami wrogości podczas manifestowania (w dowolnej formie) swoich przekonań co do możliwości dokonania wyboru?


MF:
We Wrocławiu doszło do kilku nieprzyjemnych sytuacji, nie spotkały mnie one jednak osobiście. Kiedy tłum protestujących nie był już tak spektakularny jak na początku, to pojawiło się kilku panów, którzy, z bezpiecznego dystansu, rzucali głupimi tekstami – nic poza tym. Jeżeli chodzi o prowadzenie dyskusji, czy to w przestrzeni wirtualnej, czy na żywo, akty wrogości pojawiają się w mniejszym lub większym natężeniu. Nie jest to jednak coś, z czym po tylu latach chce mi się wchodzić w dyskusję. Argumenty osób anti-choice od lat są takie same, więc rozmowa bardziej przypomina grę w bingo, niż faktyczną wymianę poglądów. 

C: Jakie znasz przykłady komiksów związanych z tematem aborcji? Jaka jest twoja opinia na temat komiksu Centrali, Opowieści aborcyjne, który również został wsparty przez Kickstarter?


MF:
Wymienię „Opowieści aborcyjne”, o których już wspomniałeś. Jestem też w kontakcie z artystką z zagranicy, która jest w trakcie tworzenia swojego komiksu o aborcji, mocno skupionego na sytuacji w Polsce. Jestem bardzo ciekawa finalnego efektu tego projektu.
Opowieści aborcyjne” przeczytałam z zainteresowaniem i bardzo cieszę się, że ten komiks powstał. Jest to dla mnie przykład, w jak różny sposób można podejść do tego samego tematu. Mam nadzieję, że takich projektów powstawać będzie więcej.

C: Z jakimi reakcjami wśród artystów spotykałaś się, rekrutując grupę do Własnym głosem?


MF:
Pomysł stworzenia Własnym głosem spotkał się z bardzo pozytywnym odzewem i natychmiastową chęcią do działania. W ekspresowym tempie uzbierało się solidne grono artystek. Kiedy zapadła decyzja, że w projekcie uczestniczyć będą tylko dziewczyny (oraz osoby nieidentyfikujące się jako kobiety, ale mogące zajść w ciążę) napisałam jeszcze kilka wiadomości do ilustratorek, które mogłyby być zainteresowane. Kilka dołączyło do naszego grona, kilka odmówiło ze względu na brak czasu, wiem jednak, że wspierają inicjatywę. 

C: Czy mężczyzna może wspierać prawo do wyboru?


MF:
Nie tylko MOŻE, ale i POWINIEN 😉 

C: Do jakiego grona odbiorców kierujesz Własnym głosem?


MF:
Do wszystkich. Zwolenników wolnego wyboru i jego przeciwników, czytelników zastanawiających się, jakie motywacje mogą kierować osobami, które podjęły taką, a nie inną decyzję, osób które zdecydowały się na przerwanie ciąży…
Bardzo chciałabym, żeby ten komiks wyszedł poza komiksową bańkę i Herstorie trafiły do jak największego grona.

C: Czy ufundowanie wydania komiksu (gratuluję!) można nazwać głosem ludu? Jego sukcesem?


MF:
Chyba każdą kampanię, która zakończyła się sukcesem, można nazwać głosem ludu, bo od razu dostajemy feedback od potencjalnych czytelników, czy są zainteresowani naszym projektem, czy też nie.
Bardzo się cieszę, że udało nam się przeskoczyć próg, bo mimo licznych wiadomości z zapytaniami i wyrazami wsparcia, był taki moment, że kickstarterowy licznik stanął na dobrą chwilę. Do końca jest jeszcze kilka dni, może uda się nam dobić do 150%. 

C: Co masz do powiedzenia osobom, które wahają się, aby wesprzeć kampanię?


MF:
Wspierajcie, bo potem nie będzie komiksów, i żadne jęki, że proszę pani Marto, my tak bardzo chcemy, nie pomogą!

A tak na poważnie – wyszła nam naprawdę solidna antologia. Opowieści są różnorodne, ilustracje przepiękne. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie we Własnym głosem komiks, który będzie z nim rezonował. Niektórzy być może znajdą również odpowiedzi na pytania gnębiące ich od jakiegoś czasu.  

C: Można wspierać prawo do aborcji, jednak czy gdybyś została postawiona przed faktem konieczności aborcji (np. zagrożenie Twojego życia), zdecydowałabyś się na zabieg?


MF:
Jeżeli zagrożone byłoby moje życie lub zdrowie, nie wahałabym się ani chwili. Nie cierpię tego kultu bohaterstwa i męczeństwa, który jest tak hołubiony w naszym kraju i również związany z religią katolicką. Był taki czas w dyskusji o aborcji, gdzie co chwila jakiś polityk wyskakiwał przed kamerę i z ręką na sercu przysięgał, że gdyby to on miał stanąć przed taką decyzją, to z pewnością by się poświęcił na rzecz potencjalnego dziecka. Super, Zbigniew, wszyscy jednak wiemy, że nigdy nie zajdziesz w ciążę. Bardzo łatwo jest rzucać wzniosłymi hasłami i składać takie deklaracje, kiedy wiemy, że ta hipotetyczna decyzja nigdy nas nie spotka. 


Twoje pytanie można jednak rozwinąć do “czy gdybyś zaszła w nieplanowaną ciążę, to zdecydowałabyś się na aborcję?” i odpowiedź na nie brzmi: NIE WIEM. Nigdy nie planowałam dzieci, mogę snuć przypuszczenia, ale bądźmy szczerzy – nikt do końca nie wie, jak zachowa się w danej sytuacji. Chciałabym jednak mieć w takim momencie pełną możliwość wyboru i wpływ na to, jak dalej potoczy się moje życie. 

C: Serdecznie dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za dalsze sukcesy!

Gdybyś jeszcze tego nie uczynił/a, zapraszam do wsparcia inicjatywy o TU!

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

2 myśli w temacie “„Bardzo chciałabym, żeby ten komiks wyszedł poza komiksową bańkę i Herstorie trafiły do jak największego grona” czyli rozmowa z Martą Falkowską

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: