Nautilus. Tom 2. Mobilis in mobile

Pierwszy tom niezwykle rozbudził moją wyobraźnię, przypomniał mi miłe godziny spędzone z książkami Juliusza Verne’a, zalał falą nostalgii. Do tego doszły piękne i realistyczne rysunki Guénaëal Grabowskiego, które zauroczyły moje oczy obliczami Indii jak i Syberii. Oczywiście to nie wystarczyło, więc sięgam po drugą część w nadziei na podobne przeżycia, a może i nawet więcej. 

Kolejny tom „Nautilusa” to również następny akt historii Mathieu Mariolle’a, który bawi się w kreacjonistę jako samozwańczy pisarki spadkobierca Verne’a i Kiplinga. Doskonale pokazał jak wyjść z literackich pierwowzorów poprzedników, a teraz świadomie operuje znanymi motywami jak i elementami jego własnego świata. I tu mógłby być punkt zaczepienia dla kilku uwag, które zrzuciłbym na barki scenarzysty za ewentualne zabicie ducha oryginalnych powieści. Ale nie, nie jest źle. Mariolle uwielbia powieść przygodową i awanturniczą, uwielbiam i ja, jestem więc odbiorcą docelowym tego komiksu, nie mam praktycznie nic złego do napisania. Sposób wydania w trzech tomach, to rzecz wtórna i dyskusyjna o komiksie nigdy nie powinna mieć wpływu na ocenę jakości spisanej historii. Wracając do samej opowieści, dobrodziejstwa drugiego aktu pozwalają jeszcze bardziej cieszyć się mi z fabuły, gdy powoli karty każdego z graczy zostają wyłożone na stół. Nemo po pobycie w więzieniu wraca do zdrowia jak oraz pełni sił umysłowych, co jest widoczne w trakcie wędrówki oczami między kadrami, gdy wyjawiane są kolejne rewelacje. Siedząc za sterami swojego statku wydaje się Bogiem głębin jak i całego świata, mało jest osób, które może mu sprostać, zaś sam Kim zaczyna powątpiewać w powodzenie swojej misji. Intryga poprowadzona jest tu po mistrzowsku, zabawy umysłem cieszą i dają dużo z satysfakcji z odkrywania kolejnych rewelacji. Niekoniecznie ci, co myślą, że panują nad sytuacją, są jej panami, krąg komfortu jest opuszczony przez wszystkich siłą, ku mojej niesłabnącej facynacji. 

Komiksy frankofońskie mają to w siebie, iż wracam do nich wielokrotnie. Oczywiście nie wszystkich, jednak jest jeden czynnik, który o tym przesądza – ilustracje. Dzisiaj wiem, że to tego grona dołączy niniejsza pozycja, dzięki Guénaëlowi Grabowskiemu. Poprzednio już o tym widziałem, lecz pierwotny zachwyt często bywa trwoniony na dalszym etapie. Tutaj tak nie ma, oprócz wcześniejszych lokacji dochodzą dwie nowe: głębiny morskie i wnętrza tytułowego Nautilusa. Najwięcej obaw miałem wobec podwodnych lokacji, które mógłby być po prostu ciemną plamą, a jednak Grabowski zaskoczył mnie swoją interpretacją. Zmiany odcieni, widoczne rysy dna, zwierzęta, ruchy wody jest na co patrzeć, lecz to nie wszystko, gdyż fabuła dostarcza dodatkowe elementy. Wnętrza podwodnego statku, to bogate w ozdobniki lokacje, które najlepiej podziwiać podczas powtórnego podejścia. Akcja mnie tu mocno do przodu, więc detale mogą uciec, a warto je odkryć w pełni przy repecie. Na deser szkicownik, który zaskoczył mnie miło, pokazując czarno-białą wersję wnętrz podwodnego obiektu, będącego objawem geniuszu Nemo.  

Plusy:

🌋wciągająca fabuła 

🌋świetne rysunki 

🌋zalew nostalgii. 

Minusy:

🗻jak ktoś nie lubi takich „cieniasów”, to będzie marudził. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Mathieu Mariolle

Ilustrator: Guénaël Grabowski

Tłumacz: Jakub Syty

Wydawnictwo: Lost in Time

Format: 240×320 mm

Liczba stron: 64

Oprawa: twarda

Papier: kredowy

Druk:kolor

ISBN-13: 9788396295569

Data wydania: 24 marzec 2022 roku.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: