Peacemaker. Sezon 1. Odcinek 7. Jak mus, to muuus

Poprzeczka ustawiona wysoko, zbliżam się do finału, miałem takie wrażenie, że ten właśnie odcinek będzie tym oferującym najciekawsze emocje przed samym finałem, który okaże się zapewne jedną wielką rozwałką. Być może z refleksyjnym epilogiem. Już sam początek dał mi wskazówkę, na czym skupią się wątki. 

Musiało w końcu dojść do konfrontacji syn-ojciec Smith, a zostało to poprzedzone retrospekcją, w której dowiedziałem się skąd tak silna nienawiść ojca do syna. Otóż głupie zawody patologicznego środowiska doprowadziły do przypadkowej śmierci drugiego z braci. Ojciec zaczął obwiniać Chrisa, co zresztą słyszałem przez prawie wszystkie odcinki sezonu. Jak Augie postanowił, tak zrobił. Przerwał wyprawę ekipie złożonej z jego potomka, Vigilante oraz Economosa w celu zabicia „krowy”. Doszło tu do jednej wielkiej jatki pomiędzy siłami White Dragona i Peacemakera, krew lała się mocno, uciekinierzy byli w potrzasku. Wszystko za sprawą hełmów, które miały w sobie nadajniki (w sumie oczywista oczywistość, to sprzęt ojca). Doszło tu do ukazania postaw każdego z trzech bohaterów, co tak naprawdę w nich siedzi, kim są w obliczu nadchodzącej po raz kolejny śmierci. Najbardziej zabawne były momenty z szopem, ciekaw jestem czy to ten Gunna. Finalnie doszło do fatalnej w skutkach konfrontacji z ojcem, do niechcianego zdarzenia. Przy pomocy kumpli, Chris zabija swojego ojca, w mojej opinii, pozbywa się ogromnego ciężaru, kreatora jego nieszczęśliwego życia. Wielki i przełomowy moment w jego życiu, nic nie będzie już takie same, chwila ta niesie znamiona zarówno smutku jak i radości, wielu mocnych i sprzecznych uczuć. 

Reszta ekipy kłóci się o działania Adebayo związane z pamiętnikiem i tym, czyją jest córką. Nie trwa to zbyt długo, gdyż zostają zaatakowani przez grupę przemienionych ludzi w motyli, co prowadzi do śmierci Murna. Muszę przyznać, że to był mega smutny moment, postać ta nabrała głębi i współczułem grupie straty członka. Chociaż był to kosmita, ale jednak działał w dobrej wierze zawiązał ekipę niepasujących do siebie ludzi. Za chwilę nastąpiła zmiana klimatu, gdyż pojawił się Judomaster i pokazał swojego skilla. Jak widać postać ta, jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, zresztą miał tu jeszcze kilka zabawnych scen. 

Finał odcinka to integracja grupy po raz wtóry przy okazji leczenia Orzełka w przychodzi weterynaryjnej. Po raz kolejny widać różnicę w charakterach plus zwątpienie dotychczasowymi wydarzeniami. Adebayo dostaje tutaj niezłego oświecenia, gdy widzi płaczącego Chrisa nad jego zwierzakiem. Niezły wyciskacz łez, ten serial ma jak zwykle wiele przeciwstawnych twarzy. Harcourt zostaje nowym przywódcą, dzięki niej śmiało zmieszają ku ostatecznej konfrontacji. Oczywiście w mega pocieszny i miły sposób. Zawsze jest czas na rock’n’roll! 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: