Peacemaker. Sezon 1. Odcinek 5. Bez małpowania

Piąty odcinek jest przełomowy dla ekipy pod dowództwem Murna, który od samego początku nie miał łatwego zadania z tą zgrają indywidualistów. Misja w fabryce pokarmu dla Motyli okazała się wyjątkowa pod wieloma aspektami.

Jaki piękny wstęp miał ten epizod, gdyż załamany i skacowany Chris jest pocieszny przez swojego orła. 100 procent uroku drapieżnego ptaka wylało się z ekranu, a wybuch nastąpił, gdy przyniósł właścicielowi swoją ofiarę do zjedzenia. Właśnie takie chwile robią odcinki, dzięki nim ogląda się ten serial z uśmiechem, pełnią radości. Potem to wracamy już do drużyny pod dowództwem Murna, której spandeksowa część robi dalsze pojazdy po Economosie. Robi się to już nudne, męczą bułę, nie chciało mi się tego słuchać. Zresztą Leota dała wskazówki tytułowemu bohaterowi, jak powinien się zachowywać, jednak połączenie jego i Vigilante to definicja złego towarzystwa w czystej formie. Prezentacja czym są motyle oraz jak wielka jest to skala inwazji, przeraża. Kompletnie nie wiem, jak ta drużyna ma sobie z tym poradzić. 

Sama akcja w fabryce została poprzedzona gadką w wozie, która zaprezentowała wszystkim członkom ekipy, muzyczny gust Peacemakera. Został on uciszony, poszło znowu parę pojazdów po Economosie, czas na akcję, która rozbawiła mnie przednio. Chris dał tu cudowny przykład, jak wykorzystać sprzęt zabrany ojcu, hełm z rentgenem sprawił się przednio, dając dużo krwistej akcji. Zapewniło to sukces drużynie, trochę w mniej w konwencjonalny sposób, ale jednak. Najwięcej radochy dostarczyła bomba rzucona przez Peacemakera, cóż to był za produkt! Wersja live action Rico z Pingwinów z Madagaskaru. No i oczywiście goryl!

Ale nie to jest w tym najważniejsze, tylko co ta akcja zrobiła z drużyną. Wzajemnie współpracując, ratując sobie nawzajem tyłki, siejąc spustoszenie w fabryce, nauczyli się wzajemnego zaufanie do siebie. Niech głównym dowodem na to będzie jazda wozem po udanej misji, gdzie wszyscy razem bawili się przednio, nawet Harcourt lekko pękła i uśmiechnęła się do ryczących z zachwytu kolegów. Piękny obrazek, wart tysiąca słów. Taka właśnie rodzi się kolejna popaprana rodzina na ekranie mojego telewizora, którą będę chętnie oglądał. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: