Książęta demony. Tom 1. Książę gwiazd

Z komiksami frankofońskimi jest problem, ich pomniejsze tomy zostaną za chwilę wydane zbiorczo i to zapewne w niższej cenie niż suma zakupu pojedynczych. „Książęta demony” to saga zapowiedziana na trzy części, z czego dwie ukazały się już we Francji. Po skończonej lekturze wiem już, czy warto zainwestować się tą serią. 

„Książęta demony” seria książek napisanych przez Jacka Vance’a nie została nigdy wydana w Polsce. Nie mam zatem możliwości porównania obu wydań, nawet jeśli bym tego chciał. Będę zatem oceniał komiks jako twór samodzielny, czy zmiana formy nie zaszkodziła opowieści. Wszakże czytam dużo takich komiksów, patrz, chociażby na „Rzeźnia numer pięć” również od Egmontu. Cykl ten opowiada historię Kirtha Gersona, chłopaka wychowanego przez dziadka do walki z tytułowymi Książętami Demonami. Pierwszy tom w mniej więcej połowie skupia się na przedstawieniu świat, reguł nim rządzących, relacji pomiędzy kosmicznymi rasami i planetami. Sam wstęp jest naprawdę niezły, wprowadził mnie w realia życia Kirtha, podłoże jego wychowania, motywacji nim kierujących, które za stron parę wydały owoc w postaci młodzieńca dobrze znającego swoje możliwości jak i rolę, którą ma spełnić. Obok sprawnego kreacjonizmu w tym samym momencie zostałem wrzucony w pierwszą sprawę związaną niezwykle atrakcyjną planetę, która mocno przypomina Ziemi, a może stać się celem niecnej korporacji. Pech lub też szczęście angażuje w to naszego protagonistę oraz wystawia jednego z pięciu antagonistów jako cel i okazję do wykazania nabytych umiejętności. 

Szczerze napiszę, że szukałem argumentów, aby nie brnąć w kolejną nową serię, na którą będę czekał wiele miesięcy. Chciałem znaleźć jakieś wady, tak mocne, iż od stanę się piewcą klęski tytułu. Jednak jedynie co wysnułem to przeciw temu komiksowi to to, że jest adaptacją i zawiera wiele elementów składowych, które obecne są w innych space operach. Jednakże za scenariusz odpowiada Jean-David Morvan, kojarzycie go? Tak, tak – Armanda, nie ma tu lekko z tak doświadczonym weteranem pisania kosmicznych sci-fi. Na każdym kroku widać pewność stawianych przez tego scenarzystę, odwzorowanie wizji Jacka Vance’a a nawet jej doprawienie nie stanowiło żadnego problemu. Czyta się to naprawdę dobrze, przewracałem kolejne kartki w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: co dalej? Wątek detektywistyczny autentycznie mnie wciągnął wraz z nawiązanym romansem, aż do wrednego cliffhangera. Chcę wiedzieć, co będzie dalej, nie podoba mi się plan na trzy tomy, wolałbym ich całą armadę. 

Nie omieszkam wspomnieć również o warstwie graficznej, która mono mnie zafascynowała włoską ręką rysownika Paolo Traisciego i kolorysty Fabio Marinacciego. Oniryczna kolorystyka, niebojąca się żadnej palety, dała mi feerię, która uzupełniała kreacjonizm scenariusza. Fajnie to współgra ze sobą, fajnie snuje się do przodu, oferując wizję planet, jak i kosmosu jak ze snu. Być może tego, który spełni się również nam w odległej przyszłości. 

PS Pomysł z rozkładówkę jest mega zacny i sprawił mi przyjemny przerywnik podczas czytania, zabrałem się za nią równie chętnie jak w pewnych czasopismach 😉

Plusy:

💥sprawnie nakreślony świat

💥wątek detektywistyczny

💥rysunki.

Minusy:

💦wiele znanych motywów.

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Jean-David Morvan

Ilustrator: Paolo Traisci

Tłumacz: Maria Mosiewicz

Typ oprawy: twarda

Data premiery: 23.03.2022 

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328150423

Liczba stron: 64

Wymiary: 21.6×28.5cm. 

Dziękuję Wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: