Rzeźnia numer pięć

Lubię adaptacje literatury, często piszę tutaj o pozycjach od Wydawnictwa Jaguar, większość jest spoko, najbardziej do gustu przypadła mi „Zabić Drozda”. Świat komiksu również nie próżnuje na tym poletku, pierwsza pozycja, którą biorę na tapet, jest „Rzeźnia numer pięć” Kurta Vonneguta, dzieło uznane, adaptacja dla mnie będzie tradycyjną drogą na skróty, by najzwyczajniej być w temacie. Taki jest aktualny świat. Bywa. 

Zacząłem lekturę, pierwsze strony rozczarowały mnie mocno, wprost odrzuciły, zaburzyły totalnie uprzednio wyimaginowany wizerunek powieści w mojej głowie. Aż chciałem odłożyć komiks na lepsze nigdy, poddać się i zapomnieć o tym rozczarowaniu. Nie! Jeszcze parę stron szansy, totalna odmiana, powoli do przodu i nagle czytelniczy bieg. Nie spodziewałem się takiego klimatu, gdyż bliżej “Rzeźni” do Monty Pythona niż do “Szeregowca Ryana”. Nie będę ukrywał, nastawiłem się na prawdziwą wojenną jatkę, mocne sceny, kłujące po oczach żyletkami przesłanie, uniwersalność. Jednak nie do końca to taki komiks, nie taka jest podstawa adaptacji. Trochę zdziwiony jestem, iż takie pozycje są kultowe, ważne, mają skomplikowaną historię i są zakazywane. Oczywiście in plus. Ale po kolei. Głównym bohaterem jest Billy Pilgrim, który od początku dość specyficznie postrzega świat go otaczający. Wstęp atakuje dużą ilością informacji na temat tego przypadku ludzkiego, który miał sposobność spotkać… obcą cywilizację Tralfamadorczyków. W tym momencie wiedziałem już, że nie jest to zwykła opowieść. Za stron parę doszło jeszcze zaburzenie chronologii oraz zabawy kolorami. Jeśli wam tego jeszcze mało, trzeba dodać do tego mocny czarny humory, dużo elementów farsy, abstrakcji i absurdu. Szczególnie jest to widoczne w sytuacjach, gdy dana postać ma umrzeć, smutna chwila zbywana jednym słowem “bywa”. Na początku dziwiłem się, w końcu zaakceptowałem, a potem już uśmiechałem pod nosem. Tak naprawdę pomimo tej zadziwiającej, niekończenie oczywistej otoczki, obca cywilizacja uczy Billy’ego postrzegania czasu jako całość, a nie tylko w danym momencie, celebrować każdą chwilę, co też czyni, zadziwia współtowarzyszy wydarzeń. 

Powyższe postrzeganie dla fanów komiksów, nie powinno być obce, gdyż Doktor Manhattan ze “Strażników” Alana Moore’a posiadał podobną percepcję. Powieść Vonneguta ukazała się wcześnie, więc dwa plus dwa równa się cztery, Moore opierał się na “Rzeźni…” Co w sumie nie dziwi, bo wychodzi, że panowie mają wiele wspólnych elementów umysłu, jak się poczyta ich popisy. Pewnie jest tego więcej, lubiących Moore’a już teraz zachęcam do zakupu. 

Wracając na główny tor omawianego komiksu, w założeniu jest to historia tragedii Drezna, miasta, które zostało dotknięte pod koniec II wojny światowej tragedią przesadnego  zniszczenia. Droga Billy’ego do tego miejsca, bycie niemieckim jeńcem, życie po wojnie, czas spędzony z kosmitami. To wydarzenia, które się przeplatają, zaskakują, mają od początku zdefiniowane ramy, które nie liczą się tak mocno jak elementy je wypełniające, zaskakujące pomysłem. Scenariusz jest dla mnie mocnym odkryciem, jestem strasznie ciekawy wersji książkowej, choć boje się, iż plastyczność komiksu już mi nadała jedyną i słuszną interpretację. 

Nie ma zaskoczeń we warstwie rysunku, Albert Monteys wykonał swoją robotę fachowo. Przyjął on kreskówkowy sznyt, jeszcze bardziej odrealniający przyjęte koncepcje, jednak idealnie do niej pasujące. Przyjęte kolory pasują idealnie do czasów i ciężaru poszczególnych linii czasowych, nieregularna budowa kadrów, często zadurzone listwą kolorów, których znaczenie zostawiam wam do odkrycia. Są jeszcze komiksy komiksie (znowu Moore), ręczne obrazy, zdjęcia i filtry nastroju. Tak, Albert Monteys napracował się zacnie, zapewne chcą oddać należytą chwałę Kurtowi. Polecajka, bo to naprawdę świetny komiks, któremu trzeba dać szansę, a potem książce.

Plusy:

👉zaskakująca fabuła

👉zaskakujące środki wyrazu

👉zaskakujące rysunki. 

Minusy: 

👇to nie jest komiks czysto wojenny 😉

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Kurt Vonnegut, Ryan North

Ilustrator: Albert Monteys

Tłumacz: Jacek Żuławnik

Typ oprawy: twarda

Data premiery: 23.02.2022 

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328150942

Liczba stron: 192

Wymiary: 17.0×26.0cm. 

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji 

3 myśli w temacie “Rzeźnia numer pięć

  1. Oj. Nie wiem, jak Ci to delikatnie napisać. Chyba popełniłeś błąd, czytając najpierw komiks. Rzeźnia weszła do kanonu właśnie z powodu nietuzinkowości (jak na książkę o wojnie i głównonurtową, bo cześć świata sf inne ma standardy i tam już Kurt jest taki malutki) – zepsułeś sobie zabawę.
    Ale dzięki Twemu błędowi wiem, że zrobiono komiks i mogę go w wolnej chwili poszukać, także nie ma tego złego.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: