Henryk Kaydan. Post Scriptum oraz Żarłak. Special 1

Jest to mój 200 i 201 komiks przeczytany w 2021 roku, może to okazja, żeby świętować, może nie, lecz nie mogę narzekać na poziom tych, z którymi miałem okazję obcować. Wiele z nich było po prostu jednorazową lekturą, z kilku utworzę swoją Topkę, a po środku nich znajduje się taki Henryk Kaydan i Żarłak. Komiksy stworzone przez sympatycznego Jakuba Martewicza, które czyta się jednym tchem, bawi się na nich znakomicie, chce się ich niezmiernie więcej. 

No nie są to pozycje ani ambitne, ani zmieniające życie, ale zostawiły w moim komiksowym serduchu wyraźny ślad. Takie komiksy bierzesz do czytania, gdy nie masz ochoty na superhero, ani do poważne przeżycia. Idealna definicja komiksu środka. Nie znałem wcześniej Henryka Kaydana, ani Żarłaka, Jakub Martewicz mignął mi kiedyś na Facebooku, zapamiętałem jego charakterystyczną kreskę i chciałem zobaczyć po prostu więcej jego prac. Odkryłem długą historię jego twórczości, chciałbym zapoznać się z wszystkimi, ale wybrałem reset jego uniwersum w Post Scriptum podczas MFKiG 2021. I wiecie co? Jest to bardzo świadomy swoich możliwości autor, cudownie rysuje naturę, zwierzęta (ten jeleń!), gorzej mu idzie z anatomią ludzką, lecz zupełnie mi to nie przeszkadza w odczytaniu intencji twórcy, emocji, które wylewają się z kadrów, zamiarów bohaterów. Historie te, to dla mnie przeniesienie amerykańskich filmów wielokrotnie powtarzanych na Polsacie i TV4, które sprawiają nam radość, bawią podczas seansu wieloma świetnymi scenami, tekstami, które powtarzamy wielokrotnie, lecz nie zostają one nigdy przez nikogo wyróżnione nagrodami. Jednak każdy je zna, rozmawia o nich, chętnie ogląda wielokrotnie. Coś tam nawet z Klossa widzę, elementu sznytu polskich komiksów z przeszłości. Chętnie wrócę do Henryka i Żarłaka w przyszłości, gdyż bawiłem się podczas lektury jak norka, z radością wędrując kolejne kadry i brodząc nosem w tomie i zeszycie. 

Nie poczułem tutaj się zagubiony, wrzucony na głęboką wodę wieloletniej przygody z bohaterem lubianym przez rzeszę ludzi. Wsiąkłem niczym woda w gąbkę w historię Kaydana, Martewicz nie tworzy zamkniętej opowieści, tylko dostępnej dla każdego. Jeden zeszyt wystarczył mi na zapoznanie się, o co chodzi, a Żarłaka pokochałem praktycznie od razu. Te cztery historie zostaną mi w pamięci na długo, dzięki ciekawym rozwiązaniom, szybkiej akcji, niezapomnianemu łamaniu czwartej ściany w „Drodze do piekła 4” oraz zaradnemu rekinowi. Są jeszcze te rysunki, które momentami dobrze się sprawiają, a momentami wpadam w zachwyt, zatrzymując ten pociąg wrażeń, chociaż na chwilę, żeby zbadać każdy detal. 

Plusy:

😊wartka akcja 

😊ciekawe historie 

😊przepiękne rysunki natury 

😊jak dobry film pomiędzy klasą A a B. 

Minusy:

🙄anatomia postaci ludzkich kuleje. 

Pracę Jakuba może obserwować na jego stronie http://www.martewicz.art/ oraz social mediach. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: