Disney nie ustaje w udostępnianiu kolejnych produkcji związanych z Kinowym Uniwersum Marvel (ang. MCU). 21 czerwca 2021 roku zadebiutowała kolejna miniseria Tajna Inwazja, będąca jednocześnie pierwszą z tzw. Piątej Fazy, podziału stosowanego przez producentów. Jest ona od razu dostępna do legalnego obejrzenia na platformie Disney+

Produkcja została przygotowana na motywach komiksu autorstwa Briana Micheala Bendisa o takim samym tytule. Założenie jest podobne – kosmiczna rasa zwana Skrullami, wykorzystuje swoją zdolność kopiowania wyglądu do infiltracji ludzi. Ich celem jest wykorzystanie Ziemi jako nowego miejsca do zamieszkania, gdyż ich rodzima planeta została zniszczona. Warto przypomnieć sobie przed seansem film Kapitan Marvel, który wprowadził zmiennokształtną rasę do MCU, aby odświeżyć tło fabularne.
I na tym kończą się podobieństwa, gdyż nie od dziś wiadomo, że wszelkie produkcje ze stajni Disneya biorą tylko niektóre motywy i postaci, do których przede wszystkim mają prawa. Związane jest to z liczną ich sprzedażą podczas kryzysu Wydawnictwa Marvel w latach 90-tych XX wieku, które szukała środków, aby po prostu przeżyć kolejny dzień. Ci, co znają komiks, na pewnie nie uświadczą gromady superbohaterów przewijających się przez ekran co kilka sekund tak jak w pierwowzorze. Zresztą różnic jest znacznie więcej.

Najbardziej zdziwiło mnie podejście do planu Skrulli, który musiał zostać w komiksie odkryty, a w miniserii został jasno wyłożony. Od pierwszej sceny dokładnie wiemy, co się będzie działo i w jaki sposób, a kolejne minuty upływają na próbie zapobiegnięcia zaplanowanym przez kosmitów zdarzeniom. Podobnie jak przy innych luźnych adaptacjach, zostawiam komiks jako zupełnie osobną historię, a tutaj skupiam się na kolejnej opowieści z MCU. Bo tym w zasadzie jest ten miniserial. Opowiada on dalsze losy Talosa, Skrulla poznanego przez widzów w Kapitan Marvel oraz dawno niewidzianego Nicka Fury’ego. Wraz z Marią Hill, stawiają sobie za cel zapobiegnięcia knowaniom Skrulla Gravika, który chce pozbyć się ludzi z Ziemi

Na osobny akapit zasługuje intro, które po pierwsze jest długie (ok. 1 min!), a po wtóre posiada niesamowity klimat. Obrazy przewijające się przez ekran, malowane farbami z dużą ilości zielonego koloru, ilustrują główną ideę – Skrullem może być dosłownie każdy. Niestety jedynie muzyka w tle jest mniej angażująca, bo po prostu plumka sobie w tle, nie tworząc żadnej atmosfery podniosłości.

W odróżnieniu od innych produkcji MCU dostałem ciężki i mroczny klimat serialu szpiegowskiego, połączony z rozterkami Fury’ego i Talosa. O ile sam klimat wydaje się oczywisty, to nie spodziewałem się kompletnie tego, co dzieje się w głowie Nicka. Dodaje to głębi jego postaci, jednak może zaważyć również na całości fabuły. Mam nadzieję, że to będzie poboczny aspekt fabularny, który wzbogaci miniserię o coś więcej niż czystą akcję. Do tego drugą ważną sprawą jest śmierć żony Talosa i poszukiwania jego córki, które już w pierwszym odcinku przybierają zaskakujący obrót.

Pierwszy odcinek uważam za udane wprowadzenie, które dokładnie nakreśla, o czym będzie produkcja, kto będzie jej bohaterami oraz jaki klimat będzie w niej panował. Nie jest to rewolucja w MCU, jednak dobrze poprowadzona ewolucja wykorzystująca kolejny gatunek filmowy, widziany już wcześniej w Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz. Zupełnie nie odczułem 54 minut trwania, które mignęły jak strzał batem. Ostateczną ocenę wydam, jak zobaczę całość, na razie jestem na tyle zaintrygowany, aby usiąść do seansu kolejnego odcinka.

Jedna odpowiedź na “Tajna inwazja. Odcinek 1”