Łaźnia. Księga 1

Łaźnia. Księga 1

Z twórczością OttoIcha obcuję regularnie od drugiej części serii „Dwa gwoździe”, która kupiła mnie swoim unikalnym klimatem. Zabawa współczesną religią, dawnymi wierzeniami czy podaniami oraz tajemniczymi praktykami wciągnęła mnie niczym kocioł czarnej smoły i nie puściła aż do wielkiego finału. Przy okazji czekania na finał nadrobiłem poprzednie opowieści artysty, w których zaobserwowałem ewolucję warsztatu scenarzysty i turpistycznego rysownika. Jej szczyt miał przypaść chwilę później w Zardzewiałym tankowcu. Czy to było opus magnum tajemniczego OttoIcha? Czy może jego przekorna natura dała upust przy okazji tworzenia kolejnego cyklu nazwanego „Łaźnia”?

Strona z komiksu przedstawiająca postacie rozmawiające w mrocznym wnętrzu, z wyraźnymi emocjami na twarzach.

Zazwyczaj z pierwszymi częściami dzieł jest tak, że mają nas zachęcić do kontynuowania lektury. Twórcy dwoją się i troją, by zaproponowana opowieść zapadła nam w pamięć na tyle, żebyśmy kupili jej ciąg dalszy. Okazuje się, że OttoIch doskonale o tym wie i serwuje nam niezwykle tajemniczą historię, która stawia nam Mont Blanc pytań, a udziela jedynie Łysicę odpowiedzi. I to wcale nie znaczy, że kiedy kończy się lekturę, jest się ogólnie zadowolonym. Ba! Jest się rozczarowanym i chce się kompulsywnie poznać kontynuację. Co więcej, specjalnie nic nie napisałem o fabule, bo ta jest tylko nieco rozjaśniona przez opis na tylnej okładce, rozstawiając pionki na szachownicy rozgrywki fabularnej oraz pokazując czytelnikowi, czym może być tytułowa łaźnia. Scenarzysta nie omieszkał przy tym zawrzeć swoich ulubionych mistycznych zabawek, które pojawiają się w mniej czy bardziej oczywisty sposób.

Otwarte strony komiksu z ilustracjami przedstawiającymi interakcje między postaciami oraz tłum festiwalu Spark w tle.

Na temat stylu rysunków OttoIcha można napisać doktorat o tym, że tak nie tworzy się ilustracji dla poczytnych opowieści obrazkowych popkulturowego kręgu. Czy należy się tym przejmować? Totalnie nie! W tym bajzlu kresek we wszelkiej postaci jest zaczarowany, nieziemski świat, który tylko czeka na odkrycie zmysłem wzroku. I to bezlitośnie zmuszając odbiorcę do analizowania każdego kadru w poszukiwaniu bohaterów „Łaźni”. Albo przypatrywaniu się, czy ten znajomy kształt jest czymś, na co powinien zwrócić uwagę. Możliwe jest też, że OttoIch chciał dać upust swojej ręce przed zabawą ulubioną deskorolką.

Otwarte komiksowe strony przedstawiają postacie w biurze, z widocznymi komputerami i rozmowami na dymkach.

A teraz odpowiedź na najważniejsze pytanie, które zadają sobie fani komiksów (i nie tylko): czy warto wchodzić w tę serię? Wbrew entuzjastycznie brzmiącemu wstępowi napiszę – to zależy. Nie będę twierdził, że jest to opowieść, którą powinien przeczytać absolutnie każdy, bo nasłuchałem się oraz naczytałem dosyć opinii o rysunkach, które nie są kreską realistyczną znaną z czasów PRL-u lub rynku frankofońskiego. Ale… jeśli dacie się skusić zapewnieniom licznych recenzentów, że być może mamy mocnego pretendenta do polskiego komiksu roku oraz że meandry opowieści mają duże szanse stać się kultowymi na ziemi Piastów lub to, że seria może być po zakończeniu najbardziej polecanym komiksem obecnego dziesięciolecia, to wiecie, co powinniście zrobić po ostatniej kropce. Pamiętajcie, „nie ma przypadków, są tylko znaki”, a OttoIch umie w tę grę doskonale.

Otwarte komiksy na stronie, z widocznymi rysunkami postaci i dialogami.

TECHNIKALIA:

Cena det.: 69,00 zł

Data wydania: 23 września 2026 roku

Scenarzysta: OttoIch

Ilustrator: OttoIch

Wydawca: timof comics

Format: 19.0 x 26.0 cm

Liczba stron: 104

Oprawa: miękka

Druk: czarno-biały

EAN: 9788368259896.

Ilustracja przedstawiająca groteskową scenę, w której postać spada w między budynkami, podczas gdy otaczający ją ludzie reagują na wydarzenie.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Dodaj komentarz