Joris Mertens to flamandzki artysta, który przez trzydzieści lat pracował w przemyśle filmowym. Mertens zajmował się między innymi tworzeniem storyboardów, efektami specjalnymi czy przygotowaniem rekwizytów. W 2019 roku postanowił spróbować sił jako twórca opowieści obrazkowych, czego efektem była Béatrice, historia, której przyznano dwie francuskie nagrody komiksowe. Trzy lata później twórca przygotował Pralnię, która również doczekała się gratyfikacji, ale tym razem od Belgów.

Pralnia opowiada historię Françoisa, pracownika pralni Bianka, w której zajmuje się obsługą zleceń przy pomocy firmowego samochodu. Akcja komiksu rozgrywa się w latach 70. XX wieku w Brukseli, którą nawiedzają ulewne deszcze. Joris Mertens powoli odkrywa przed czytelnikiem niuanse życia Françoisa, które wielu może wydać się po prostu nudne i schematyczne. Przełomowym dniem dla bohatera staje się moment, gdy jest świadkiem wydarzenia, jakie może odmienić jego życie o 180 stopni. Czy François skorzysta z szansy, czy powróci do swojej rutyny, tego dowiecie się z lektury opowieści obrazkowej debiutującego w Polsce artysty.

Jeśli chodzi o tempo akcji w Pralni, od razu przychodzi na myśl termin slice of life. To angielskie wyrażenie określa realistyczne ukazanie życia w filmach, sztukach teatralnych czy literaturze. Wspomniane w poprzednim akapicie zaskakujące wydarzenie ma miejsce mniej więcej w trzech czwartych tomu, a reszta to przyziemne sprawy Françoisa. Dla czytelnika nie jest to czas stracony, ponieważ w trakcie lektury można poczuć sympatię do głównego bohatera, bo boryka się z problemami finansowymi, a szef unika tematu podwyżki wynagrodzenia niczym ognia. Do tego wprost fatalna pogoda sprawia, że nastrój opowieści można odczytać jako przygnębiający, wręcz depresyjny. Kiedy patrzy się na głównego bohatera, można śmiało stwierdzić, że jest everymanem.

Nie bez znaczenia wyszczególniłem na początku tekstu filmowe doświadczenie Mertensa, bo znakomita większość plansz wygląda jak gotowe storyboardy. Dzięki temu Pralnia jest niezwykle filmowa, przejścia pomiędzy kadrami są niezwykle dobrze przemyślane. Co ciekawe, kreska Jorisa Mertensa nie należy do tych oczywistych, miejscami jest niedbała, nieco chaotyczna, a postaci mocno dziwaczne. Jeśli chodzi o kolory, nie można przejść obok nich obojętnie, często ciemne barwy są przecinane neonowymi światłami, które przypominają scenerię żywcem wyciągniętą z Łowcy Androidów Ridleya Scotta. Tym bardziej że deszcz w Pralni został przedstawiony przez Mertensa niezwykle wiarygodnie. Nie bez znaczenia pozostają lakierowane krople deszczu na okładce komiksu, które podczas poruszania nią pod światło nadają unikalnego wyglądu omawianej opowieści obrazkowej.

Bardzo miło wspominam dzieła Darwyna Cooke’a takie jak Parker czy Catwoman. On również posiada doświadczenie filmowe, co skutkowało wartymi zapamiętania historiami, podanymi w nieoczywisty sposób. Cooke i Mertens potrafią sprawić, że komiks czyta się niezwykle płynnie, poszczególne kadry działają w ich dziełach niczym kinowe ujęcia. Można byłoby pomyśleć, że fabuła Jorisa Mertensa jest tylko pretekstem do ukazania rysunkowego kunsztu twórcy. Wiele osób może ją odrzucić ze względu na przewidywalność, ale prostota i uniwersalność morału znakomicie pokazuje, jak scenariusz dobrze współbrzmi z warstwą graficzną. W sumie daje to czytelnikowi sposobność na przeżycie Pralni niczym seansu obyczajowo-sensacyjnego w najbardziej klimatycznym i zarazem intymnym kinie.

TECHNIKALIA:
Scenarzysta: Joris Mertens
Ilustrator: Joris Mertens
Tłumacz: Ernest Kacperski
Typ oprawy: twarda
Wydawca: Egmont
EAN: 9788328178168
Liczba stron: 144
Wymiary: 21.6 x 28.5 cm
Data premiery: 10 grudnia 2025 roku
Dziękuję wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. Jego przekazanie nie miało wpływu na moją opinię.

Jedna odpowiedź na “Pralnia”