Gdy w czerwcu tego roku wydawnictwo Egmont dostarczyło nam pierwszy tom nowej serii
o Najszybszym Człowieku na Ziemi, autorstwa Simona Spurriera, miałem dość mieszane uczucia.
Z jednej strony scenarzysta zaserwował wiele nietuzinkowych pomysłów i ambitny scenariusz,
a z drugiej komiks momentami był pełen chaosu i cechował się nagromadzeniem otwartych wątków oraz kilkoma wątpliwymi, jeśli chodzi o naturę przedstawionych postaci, motywami. Do drugiego albumu podszedłem z dystansem, jednak muszę przyznać, że – w większości – kontynuacja tego runu mnie pozytywnie zaskoczyła!

Tytułowe zdanie „Póki czas się nie zatrzyma” pełni w komiksie również funkcję motta rodziny Flasha (Wally’ego Westa) i oznacza, że bohater będzie kochał swoją żonę i dzieci na zawsze. Czas
i miłość są w tej pozycji najważniejszymi tematami historii. Tym samym prezentują elementy fabuły, których mi bardzo brakowało w pierwszym tomie, czyli poświęcenie większej części albumu postaciom i ich zachowaniu, pomimo czasami chaotycznego storytellingu.
Dzięki wiarygodnemu wytłumaczeniu nienaturalnego dla charakteru członków rodziny Wally’ego zachowania moje podejście do debiutanckiego albumu zmieniło się na lepsze. Już w połowie drugiego tomu zacząłem dostrzegać plan, który ciężko było zobaczyć w natłoku wątków
i drastycznej zmianie tonu względem runu Jeremy’ego Adamsa w poprzednim tytule, co dało mi nadzieję, że scenarzyście uda się skonstruować o wiele lepszą historię, niż się zapowiadała. Ku mojemu zaskoczeniu, Póki czas się nie zatrzyma świetnie połączył Dziwnego atraktora w jedną, spójną całość i stworzył solidną fabułę, która pomimo wciąż występujących wad naprawdę potrafi zainteresować.

Skala opowieści Spurriera jest naprawdę ambitna. Scenarzysta nie tylko podjął się przedstawienia skomplikowanych tematów, ale także ukazał całą masę postaci z rodziny Wally’ego Westa. Nagromadzenie herosów wiązało się również z wieloma wątkami, ale na szczęście scenariusz komiksu nie okazał się przytłaczający. Moim zdaniem prawie wszystkie motywy stojących po stronie dobra bohaterów (także tych, którzy nie są obdarzeni supermocami) zostały należycie rozwinięte i zakończone, nie pozostawiły uczucia niedosytu. Jedynie wątki z pierwszego tomu dotyczące pracy Westa w Terrifictechu oraz perspektywy jego syna, Jaia, postrzegającego ojca jako maskę Flasha zdecydowanie mi się nie spodobały i zostały porzucone bez żadnego rozwinięcia przez autora. Z kolei najbardziej do gustu przypadła mi więź protagonisty z jego żoną, Lindą, która wybrzmiała w bardzo ładny, poetycki sposób, a także relacja Wally’ego z Barrym Allenem (którego character arc wywarł na mnie duże wrażenie), która w świetny sposób pokazała ich wspólną dynamikę i przewodnictwo Barry’ego.
Jeśli chodzi o antagonistów tej historii, po zakończeniu pierwszego tomu miałem obawy, że cała ta opowieść znów zostanie sprowadzona do Reverse-Flasha, którego postać jest współcześnie dość nadużywana jako złoczyńca Flash. Na szczęście scenarzysta wykorzystał tę postać
w niespodziewany sposób, bo stworzył fenomenalny motyw walki wewnętrznej bohaterów, która jest jednym z najlepszych elementów fabularnych tego albumu. Co do innych pobocznych przeciwników (a było ich całkiem sporo) uważam, że Spurrier bardzo dobrze wpasował ich w tę historię. Pomimo ich liczby, każdy z nich został przedstawiony jako istotna część większej układanki zapowiadanych już w poprzedniej pozycji głównych złoczyńców. Ich motywacje oraz plan zabicia czasu w celu powstrzymania zmienności wszechrzeczy i tym samym zaprowadzenia wiecznego porządku zostały przedstawione i poprowadzone w niezwykle staranny sposób. Jedynie finałowa konfrontacja tytułowego bohatera z tymi bóstwami pozostawiła lekki niedosyt, który mimo wszystko nie wpływa bardzo znacząco na odbiór całego arcu. Trzeba przyznać, że choć niektóre elementy wątku antagonistów wydają się przekombinowane i chaotyczne, to takie oryginalne urozmaicenie mitologii Flasha było zdecydowanie powiewem świeżości.

Chociaż głównym rysownikiem albumu Póki czas się nie zatrzyma został posiadający ładną i – co ważne w komiksach o Flashu – dynamiczną kreskę Ramon Pérez, to gościnne występy (szczególnie w zawartym tutaj Annualu) mieli też inni twórcy. W większości były to solidne lub po prostu przyzwoite, czasami wyróżniające się stylem rysunki, ale cieszę się, że jednak w głównej mierze to właśnie Pérez zajął się warstwą graficzną tej pozycji i bardzo dobrze dopełnił jej fabułę.

Podsumowując, w drugim tomie Flasha Spurriera wraz z wciąż nowatorskim podejściem do tematu Mocy Prędkości zdołano również dobrze przedstawić ukazanych w historii bohaterów
i udźwignięto całą gamę rozpoczętych w pierwszym albumie wątków. Dzięki temu na łamach nowego runu otrzymaliśmy ciekawą interpretację Najszybszego Człowieka na Ziemi, a przy tym solidną, ładnie narysowaną historię, której scenariusz w całkiem satysfakcjonujący sposób zdołał pomieścić ambicje scenarzysty. Jest to ciekawa alternatywa dla serii o przygodach Wally’ego Westa, choć osobiście nadal wolę poprzedni, czterotomowy run o Szkarłatnym Sprinterze autorstwa Jeremy’ego Adamsa.
TECHNIKALIA:
Scenarzysta: Simon Spurrier
Ilustrator: Ramon Pérez
Tłumacz: Paulina Walenia
Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami
Wydawca: Egmont
EAN: 9788328173187
Liczba stron: 204
Wymiary: 16.7×25.5cm
Data premiery: 26 listopada 2025 roku.
Dziękuję wydawnictwu Story House Egmont za otrzymanie egzemplarza recenzenckiego. Oficyna nie miała wpływu na moją ocenę.
