Pięć miesięcy po premierze pierwszego aktu Momokoversum – Dni demonów – mamy szansę zapoznać się z jego drugą odsłoną, czyli Wojnami demonów, za którą również odpowiada Peach Momoko. Artystka w swojej opowieści wykorzystuje liczne stworzenia z japońskich wierzeń dobrane tak, aby jak najbardziej przypominały postaci z Uniwersum Marvela. Fani historii z Domu Pomysłów bez problemu powinni rozpoznać główną bohaterkę, którą jest Mariko Yashida: wielka miłość Wolverine’a. Ta pochodząca z Kraju Kwitnącej Wiśni postać odkrywa mroczny sekret rodziny i swoje powiązania z oni i yōkai. W Wojnach demonów ci drudzy wabią ją do Ikai (jap.: inny świat), gdzie zostaje wplątana w konflikt pomiędzy dwiema frakcjami.

Jak widać Momoko nie tylko wykorzystuje postaci Marvela, ale także podstawy fabularne z ogólnie znanych komiksów (Wojna domowa oraz II Wojna domowa) czy z wielkiego ekranu (Kapitan Ameryka 3: Wojna bohaterów). W tych opowieściach naprzeciwko siebie stoją skłócone obozy, które nie potrafią samodzielnie rozwiązać konfliktu, co skutkuje licznymi pojedynkami. To bardzo dobry punkt wyjściowy, który prowadzi do dramatycznych wydarzeń, bo rezultatem wojen zawsze są zniszczenia i śmierć, co znakomicie pozwala związać się emocjonalnie z bohaterami oraz przeżywać ich tragedie. Co więcej, w Wojnach Demonów Momoko ewidentnie postawiła sobie za cel pogłębienie charakterów postaci, ponieważ o wielu z nich da się powiedzieć coś więcej, niż tylko to, że ścierały się z innymi.

Jeśli spojrzymy na konstrukcję fabuły, od razu dostrzeżemy drastyczną zmianę tempa akcji, bo Momoko nie przedstawia nam zasad kreowanego przez siebie świata, lecz po prostu opowiada historię, która się w nim rozgrywa. Ten zabieg spowodował, że straciliśmy liczne oniryczne wstawki z przeszłości, które w poprzedniej części spowalniały akcję, aczkolwiek oferowały kawał dobrze rozpisanej mitologii Momokoversum. Dzięki temu historia ma przyjemne tempo, nie ma zbędnych dłużyzn i mocno zbliża Wojny demonów do letniego blockbustera ze szczyptą azjatyckich przypraw. Nie zdziwiłbym się, gdyby ta opowieść została w przyszłości zekranizowana.

Wielką radochę, podobnie jak w Dniach demonów, sprawia odkrywanie, kto kryje się za danym yōkai. Bez problemu zorientujemy się, kto jest Czarną Panterą czy Spider-Manem. Co ciekawe, to nie są wizerunki przeniesione z kilkoma drobnymi zmianami, jak np. dodamy rogi i mamy oni, ale konkretne demony wybrane wprost z mitologii japońskiej. W zrozumieniu, kim są pierwotne yōkai użyte przez autorkę, pomaga obszerny zestaw dodatków, który opisuje, kim jest dana istota i jakie ma cechy w podaniach. Pozwala to lepiej zrozumieć wybór twórczyni oraz jest ciekawostką samą w sobie. Wszytko to czytelnicy znajdą na końcu zbioru opatrzonego tytułem: Z archiwum yōkai.

Jeśli słyszę o Peach Momoko, od razu przychodzi mi na myśl jej charakterystyczny styl rysunków inspirowany bishōjo, czyli prezentowaniem młodych, ładnych dziewczyn, oraz chibi, czyli rysowaniem postaci w wersji dziecięcej z dużymi głowami. W Dniach demonów miałem wrażenie, że momentami chodziło tylko i wyłącznie o pokazanie kunsztu ilustratorki kosztem konstrukcji fabularnych. Jednak to wszystko odchodzi w niepamięć, gdy widzi się starania Momoko w Wojnach demonów, aby opowiedzieć własną wersję Wojny domowej z przepięknymi, delikatnymi i onirycznymi ilustracjami pokrytymi akwarelami. Kontrast pomiędzy lekkością warstwy a tematyką jest niezwykle widoczny i stanowi nie lada atrakcję. Powiększony format wydania również sprawia, że mamy okazję ujrzeć każdy detal narysowany przez Peach Momoko z odpowiednią dla tego celu wielkością rysunków. Miłym (kolejnym!) dodatkiem są alternatywne okładki nie tylko wykonane przez Momoko, ale także przez wielu innych czołowych amerykańskich artystów.

Można odnieść wrażenie, że gdyby nie cudownie lekka i senna warstwa graficzna, to byłaby kolejna generyczna opowieść o pojedynkujących się bohaterach. Nic bardziej mylnego, Peach Momoko stanęła na wysokości zadania i oddaje czytelnikom smaczną mieszankę mitologii rodem z Japonii oraz ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej w przepięknej warstwie graficznej. Daje to ciekawą i intrygującą opowieść, która potrafi zaangażować potencjalnego odbiorcę, a fanów Marvela porwać nostalgiczną nutą melodii, którą dobrze znają. Wojny demonów to jeden z tych komiksów, obok których nie można przejść obojętnie i albo staniemy się jego zagorzałymi fanami, albo szybko upchniemy komiks na jednym z serwisów aukcyjnych.

TECHNIKALIA:
Scenarzysta: Peach Momoko
Ilustrator: Peach Momoko
Tłumacz: Maciej Błahuszewski
Typ oprawy: twarda
Wydawca: Egmont
EAN: 9788328175211
Liczba stron: 152
Wymiary: 21.6 x 33.2 cm
Data premiery: 15 października 2025 roku
Dziękuję wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. Jego przekazanie nie miało wpływu na moją opinię.

Jedna odpowiedź na “Wojny demonów”