Tajna inwazja. Odcinek 6

Tajna inwazja. Odcinek 6

Finał dziewiątego serialu Kinowego Uniwersum Marvela (angielskie MCU) zawiera w sobie dokładnie to, co dostajemy od początku tego projektu. Nie ma tu miejsca na rewolucje, drastyczne zmiany, które miałby zadowolić narzekających fanów. Twórcy Tajnej inwazji konsekwentnie pokazywali, jaki jest ich pomysł na sagę o Skrullach. 

Jak się można było spodziewać, doszło do rozwiązania większości wątków konsekwentnie rozwijanych od pierwszego odcinka serialu. Gravik nie znajdzie się na podium najlepszych złoczyńców Uniwersum z prostego powodu. Do samego końca prowadził swoją grę w nerwowy sposób, ciągle pokazują, jaki to on nie jest zły na Fury’ego. Za jego działaniami nie stała żadna większa filozofia. Podczas ostatecznego starcia, które było najbardziej efektowną sekwencją w serialu, widz ma okazję śledzić jego ostatecznie rozwiązanie w kwestii rebelii. Nie jest to kierunek, który podpowiadał zdrowy rozsądek, a jedynie umysł sfrustrowanego szaleńca. Sama walka ma komiksowy styl, lecz zamiast typowo eventowego zbiorowiska różne maści bohaterów, oglądający dostali duet atakujący się wzajemnie różnymi mocami. 

Kwestia prezydenta i usilnego nakłaniania go przez Rhodney’a do zaatakowania Rosji została poprowadzona analogicznie. Skrull podszywający się pod oficera Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych do samego końca brnie zaślepiony ku swojemu celowi. Nie zmienia się jego retoryka, choć w powietrzu czuć porażkę. Wspólny atak Sonya’i i Nicka to pokaz bezwzględnie i taktycznie poprowadzonej akcji odbicia zakładnika, w której cel jest jasny. Dwoje podstarzałych agentów pokazało po raz kolejny swój pazur, a osoby przed ekranami nie powinny narzekać na nudę. 

Cieszę się, że Nick Fury wrócił do swojej pierwotnej formy. Nadało to wydarzeniom odpowiedni bieg, powrócił dobrze znany heros. Dobrze było oglądać go w scenach akcji, lecz najlepsze były te z Priscillą. Wątki trudnych relacji traktowane zazwyczaj po macoszemu w MCU (patrz Czarna Wdowa i Hulk), tutaj ukazane zostały w przekonujący sposób. Miłość tej dwójki od samego początku nie była łatwa, co widzowie obserwowali bacznie od pierwszej ich wspólnej sceny. Do samego finału ogień w mięsistych dialogach pomiędzy nimi parzy, ma się nadzieję, że jeszcze o nich usłyszy. 

Ostatnie sceny to pokaz tego, czego można było się spodziewać po produkcji będącej rozwinięcie głównych wątków fabularnych MCU. Zakończono pewien etap, lecz także ukazano potencjał na kolejne linie fabularne, które będą rozwijane w przyszłości. Serial ten, jak zresztą i inne produkcje Disney’a, są elementami większej historii, które prowadzone są podobnie jak komiksy. Mają utarte schematy fabularne, bezpiecze rozwiązania, przyjęty poziom nawiązań do papierowych pierwowzorów. Kończąc kolejną produkcję, ma się wrażenie przeczytania kolejnego zeszytu z przygodami ulubionych bohaterów, o którym za kilka dni zapomni się zupełnie. W pamięci pozostaną jedynie uczucia towarzyszące, jakikolwiek one by nie były. A potem dla chętnych pojawi się kolejna produkcja, która będzie szła tą samą drogą, podobnie jak Marvel w komiksach już od 1963 roku. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Jedna odpowiedź na “Tajna inwazja. Odcinek 6

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Comixxy

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej