Ostatni odcinek przed finałem ruszył żywo z akcją do przodu, ustawiając pionki na szachownicy rozgrywki pomiędzy Nickiem Furym a Gravikiem. Każdy z nich przygotowuje się do finalnego starcia, zbierając odpowiednie zasoby, mające dać mu przewagę.

Sama konstrukcja odcinka pozostaje niezmienna od samego początku serialu. Sceny akcji są przeplatane scenami ze spokojnie przeprowadzanymi scenami rozmów pogłębiającym więdzę o bohaterach. Najbardziej w odcinku ucieszyła mnie długość czasu ekranowego Soni Farnsworth, której każda scena jest bezbłędna. Idzie do przodu niczym czołg, udowadniając swoje przebogate doświadczenie w byciu agentką, rozpracowując kolejne elementy siatki Skrulli. Jej metody są bardziej bezkompromisowe niż Fury’ego, co świadczy o bezwzględności w dążeniu do celu oraz różnicy w podejściu do osiągania zalożonych celi.

Ciekawym zabiegiem jest połączenie losów G’iah i Priscilla’i. Ich zestawienie pokazuje różnicę w doświadczeniu oraz sposobie realizacji własnych ideałów. Rozmowa ma ciekawe flow, które raz potrafiło rozczulić widza, a w pewnym momencie wyprowadzić z równowagi, znacznym wahaniem nastrojów. Na deser zaserwowano tutaj dobrze przemyślaną sceną bitwy, która pokazała siłę wyszkolenia bojowego obu Pań. Aż chciałoby zobaczyć się więcej scen z tym zabójczym duetem.

Ewidentnie Gravika ponoszą emocje, zaczyna tracić panowanie nad sobą oraz grupą Skrulli skupionych wokół rebelii. Nerwowe ruszy nie pozwalają utrzymać kontroli nad wszystkimi jej członkami. Widać po reakcji Rhodney’a i innych, jaki niesmak budzą kolejne jego decyzje, narażające ich gatunek na śmierć. Ewidentnie postać ta dąży do samounicestwienia w finale, a jego ekspozycja nie pozostawia złudzeń, że jest to typowy złoczyńca rodem z komiksów.

Wisienką na torcie oraz jednocześnie moim osobistym rozczarowaniem odcinka jest Nick Fury i jego przemiana. Prawie cały odcinek zachowywał się na wpół chaotycznie i zorganizowanie, zresztą jak przez cały sezon. Stawiałem, że właśnie w tym odcinku doświadczymy jego przemiany za sprawą wyraźnego impulsu. I co? I nic! Po prostu wziął się do akcji i ruszył w stronę konfrontacji z Gravikiem. Jedynym plusem w tym odcinku jest zaskoczenie, które wywołał na obliczu Soni, udowadniając jej, że nie wie wszystkiego. Również i ta para zasługuje na o wiele więcej scen.

Rozumie, że jest to serial na podstawie komiksu, rozumiem upraszczanie, pominięcie mniej istotnych wątków. Nie mogę wybaczyć całego tego załamania głównego bohatera, który po prostu przestaje mieć doła i zaczynam być starym dobrym Furym. No kurczę! Coś czuję w kościach, że finał będzie również czysto komiksowy i skupi się na rozwałce i żartach. Obym się mylił.
