Avengers 1 (Marvel Origins – tom 10)

Avengers 1 (Marvel Origins - tom 10)

Rok 1963 to nie tylko debiut licznych solowych serii z superbohaterami, lecz także pierwszej drużyny w Marvelu. Sama idea zebrania większej liczby osób w celu walki ze złem nie była wcale nowa.  Pierwszą taką formacją było Amerykańskie Stowarzyszenie sprawiedliwości z lat 40-tych XX wieku od DC Comics. Stan Lee i Jack Kirby skorzystali z tego pomysłu, pomimo ogólnego przekonania, iż nic z tego nie będzie.

W dziesiątym tomie Marvel Origins czytelnik ma możliwość poznania pierwszych pięciu zeszytów cyklu o Avengers, w których nowa grupa formuje się oraz przeżywa pierwsze przygody. Widzowie, którzy znają jej kinowe przygody z MCU (Marvel Cinematic Universum – Kinowe Uniwersum Marvela) nie będą zdziwieni faktem sprowokowania utworzenia składu przez Lokiego. Oczywiście całość odbywa się w komiksowej konwencji lat 60-tych XX wieku, którą można było poznać w poprzednich numerach kolekcji. Każdy zeszyt to jeden wróg, do powstrzymania, tak aby nie zagrażał niewinnym. Drużyna dwoi się i troi, a ich starania mają zawsze ten sam, pozytywny finał.

W Avengers 1 zadziałały mechanizmy dotychczas niewidoczne podczas przygód pojedynczych bohaterów. Członkowie ekipy są indywidualistami, którzy muszą nauczyć się współpracować, tak aby osiągnąć odgórnie narzucony cel. Działa tu niesamowita chemia, tarcia są moce, często dochodzi do zwady. Jednak ostatecznie wszelkie niesnaski kończy się dobrze. Osobiście najbardziej bawiło mnie to całe „prężenie muskułów”, pokazywanie, kto jest lepszy, lub mocniej potrafi przywalić. Warto zwrócić uwagę na wypowiedzi, w szczególności Wasp, gdyż luźne teksty zaskakują i potrafią wprawić w osłupienie. Należy pamiętać o ówczesnej sytuacji kobiet. Ta swoboda musiała niektórych „irytować”, a dzisiaj po prostu bawi. 

Rysunkowo dostajemy tu klasykę srebrnej ery komiksu spod pióra Jacka Kirby’ego. Jego kreska zachwyca do dzisiaj, a rysunki nadal prezentują pełnię detali, jak i szczegółów miejsc, gdzie rozgrywają się wydarzenia. Projekty postaci ludzkich zaskakują różnorodnością, a potwory sprawiają wrażenie makabrycznych mar z koszmarów. Warto porównać pracę dwóch tuszystów, którzy tu pracowali. Rysunki przygotowane przez Dicka Ayersa zawierają mocne i wyraźne linie, natomiast te Paula Reinmana są już bardziej delikatne i precyzyjniej wytuszowane.

W kwestii dodatków Panini Comics tradycyjnie uraczyło czytelników kilkoma tekstami.  Traktują one o komiksach zawartych w tym tomie oraz prezentują kolejny fragment historii Marvela, wybiegający w przyszłość. Te jednostronicowe przerywniki pomiędzy przygodami Avengers sprawiają się dobrze, nie ma sensu narzekać, że są krótkie. Ich większa objętość zapewne znużyłaby czytelnika podczas i tak przeładowanej tekstem lektury.

Przygody Najpotężniejszych superbohaterów na Ziemi noszą wszelkie znamiona epoki powstania. Są proste, często infantylne, zawierają dużo tekstu i narracji. Wielu może nie podjąć się czytania z powodu ich archaiczności. Nie da się jednak oprzeć pokusie sprawdzenia, jak się zaczęły przygody tej grupy. Należy dodać również, iż tłumaczenie częściowo łagodzi wiele wad tekstu, uwspółcześniając wydźwięk sztywnych dialogów. Na pewno warto spróbować zapoznać się z tym przełomowym zestawem opowieści, z punktu widzenia historii komiksu.

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Stan Lee

Illustrator: Jack Kirby

Tłumacz: Jakub Jankowski

Korekta: Paweł Timofiejuk 

Typ oprawy: twarda

Data premiery: 09.05.2023

Wydawca: Hachette

ISBN: 978-83-282-4632-4

Liczba stron: 144. 

Bonus

Poprzednie wydania zeszytów: 

Zeszyt #1 Avengers ukazał się wcześniej w ramach kolekcji SBM w #7

Ciągle aktualizowana lista tomów kolekcji wydanych w Polsce znajduje się TUTAJ

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Jedna odpowiedź na “Avengers 1 (Marvel Origins – tom 10)

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Comixxy

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej