Życie i wczasy. 2012-2017

Spotykamy w życiu różne typy osobowości, jedne z miejsca nienawidzimy, inne tolerujemy, a są i również takie, przy których robi się nam ciepło na duszy, rozpływamy się niczym masełko. I to przy okazji prawie każdej chwili spędzonej wspólnie, w sytuacjach, które potrafią zaskoczyć. Nawet jeśli nie mieliście okazji, poznajcie Anię Krztoń, dziewczynę z ilością uroku równemu imienniczce z Zielonych Wzgórz. 

Tak, dopiero teraz przeczytałem jeden z zestawów tzw. „komiksów krztoniowych”, w których autorka przeprowadziła mnie przez pewien okres swojej twórczości. Początki, jak i późniejsze etapy jest twórczości komiksowe w różnych formach, są dla mnie gratką, gdyż mogłem tutaj prześledzić jej rozwój, zmiany w kresce, które doprowadziły do jej dzisiejszej sprawności. Lubię takie zbiory, widać jak na dłoni potwierdzenie powiedzenia “praktyka czyni mistrzem”, co motywuje mnie do podejmowania prób we własnym zakresie. Aczkolwiek nie na polu rysunku, czy też scenariusza. A są one we większości czarno-białe, na początku epatują prostotą, by potem nadal pozostać takie, nadal kreskówkowe, lecz stawiane pewniej i świadomie. Od postawienia pierwszej kropki, przewija się tu stylistyka mangowa, którą autorka musiała przesiąknąć w życiu prywatnym. Z większą ilością detali, świadomie włożonych w obraz, ukazują liczne zapewne motywy kłębiące się w głowie autorki. Co ciekawe, nie obeszło się tu bez symbolicznych aktów, które we warstwie graficznej pokazuje duży zakres strefy komfortu Ani, co czyni ją niezwykle otwartą na świat bohaterką. Absolutnie zmiany stylów mnie nie przerażały w tym przypadku, raczej ciekawiły, całość stanowiła fajną podpórkę dla tego, co działo się we warstwie scenariusza. 

A tam działo się o wiele więcej, gdyż na 256 stronach poznałem niezwykłą osobę, którą popełniając przy okazji kilka grzechów, chciałbym mieć za najlepszą przyjaciółkę. Anna Krztoń pisze komiksy autobiograficzne, posiadająca kilka unikatowych cech, świadczących o ich wyjątkowości. Zacznę od tego, iż uważam o wydarzeniach, które zostały tu przedstawione, za absolutnie niebędące poddane jakiemukolwiek liftingowi. Są to jak najbardziej realnie wyglądające sytuacje, które każdy z nas mógłby przeżyć, chociaż niekoniecznie z takim dystansem, jaki ma do świata autorka. Bo ma go niebywale dużo, czym zarażała mnie praktycznie w każdej z historii. Co prowadzi do kolejnej cechy, którą jest proza życia będąca przedstawiona na kartach niniejszego zbioru. Tak! Zawarte są tu scenki ze zwykłego życia, wydarzenia, które stanowią wprost idealną definicję komiksu mocno obyczajowego. Nawet sobie nie wyobrażałem czytania tworu tak prostego w swojej konstrukcji, lecz jednocześnie wciągającego jak bagno, proszącego się o kolejną dawkę, najlepiej od razu. Bardzo żałuję braku kolejnych zbiorów twórczości bohaterki niniejszej recenzji, gdyż momentalnie stałem się narkomanem chcącym kolejkę działkę krztoniowości podaną wprost do gałki ocznej. Bardzo mocno skojarzyła mi się ta twórczość z Guy Delislem, piszącym równie prosto, a zarazem ciekawie i zajmująco, dla niektórych wtórnie i nudnie. 

Żeby pozostać również uczciwy w swojej opinii, muszę zaznaczyć, iż nie wszystko podobało mi się tak mocno, żeby piać ze zachwytu na każdym kroku. Momentami było po prostu tak jak w życiu, nadchodziła nuda, która jest naturalnym i potrzebnym elementem życia każdego z nas. Nie dziwię się parafrazie tytułu ze Sknerusem MacKwaczem, gdyż jeśli nawet czasem rzucamy ostentacyjnie „Życie… „, faktycznie jest to słowo opisujące ten komiks w 100 procentach. No i wczasy, co również jest elementem życia, które można wymieniać praktycznie w każdym zdaniu, opisując twórczość Ani.

A dlaczego chciałbym mieć Anię za swoją przyjaciółkę? Gdyż jest po prostu życiową osobą, która absolutnie nie ukrywa, że ma słabości, wady, nie jest idealna, jednak daje sobie szansę na kolejne podejścia, realizuje się i rozwija, co czyni ją niezwykłą. Te kilka lat tu opisanych, to również opis jej przemiany, swoisty poradnik motywujący, pokazujący czarno na białym jak można nie zwariować na tym świecie. Jest to bardzo bliski mi typ osobowości, który znam niestety w zbyt małej ilości, pośród narodu polskiego tak przesiąkniętego pesymizmem. I wiesz co czytelniku? Czytaj Anię i zacznij przesiąkać optymizmem… 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Anna Krztoń

Ilustrator: Anna Krztoń

Wydawnictwo: Granda

Format: 160×225 mm

Liczba stron: 256

Oprawa: twarda

Papier: offset

Druk: cz.-b.

ISBN-13: 9788396464927

Data wydania: 3 czerwiec 2022 roku. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: