Star Trek Voyager. Wyzwanie dla Siedem

Szósty komiks z uniwersum Star Trek wydawanego w Polsce przez Story House Egmont, nie przejdzie do historii jako ten najlepszy. Jest to również pierwszy z nich, który całkowicie koncentruje się na kolejnym serialu – Voyager, ukazując bohaterów, których losy  kilkadziesiąt lat temu śledziłem z wypiekami na twarzy przed ekranem telewizora. 

Od samego początku byłem informowany o umiejscowieniu niniejszej pozycji na linii czasowej siedmio-sezonowej sagi, a po lekturze da się nawet określić nawet okolice odcinka. Są to bowiem chwile, w których Siedem z Dziewięciu uczy się zasad panujących na pokładzie U. S. S. Voyager, a zaraz przyjdzie czas na sprawdzian z ich praktycznego wykorzystania podczas kolejnej misji. Będzie ona związana z jaszczuropodobną rasą Ohrdi’nadar, która w swojej odmienności przypomina wiele typowych historii o społeczeństwie opartym na kastach i buncie wśród uciśnionych. Zapewne bez zająknięcia rozpiszecie zaraz ogólny zarys fabularny i to stanowi akurat główną wadę na tym polu – całkowita przewidywalność opowieści. Jest ona wręcz generyczna, nie wyróżnia się niczym, mogłaby służyć za podstawę kolejnego odcinka w serialu, obejrzanego dla podbicia własnych statystyk.

Na tym praktycznie skończę swoje marudzenie, gdyż pozostałe elementy są już lepiej przygotowane. 96 stron to mało miejsca, lecz zostało znakomicie wykorzystane przez Dave’a Bakera (nominacja do Eisnera w 2022 roku w kategorii Best Digital Comics). Całość czytało się szybko i sprawnie, nie było miejsca na zbędne zapchajdziury, historia ma swoje dobre flow, pomimo wspomnianej wady. Jest tu nawet parę bezpośrednich nawiązań do lore serialu, w szczególności do początków wspólnej znajomości byłej Borg z załogą oraz pewnej historii ze statkiem U.S.S. Raven. Każdy z rozdziałów rozpoczyna się tutaj mega klimatycznymi kadrami wspomnień, które zadają cios mrocznym nożem klimatu w główną oś wydarzeń. Pozostałe postaci, jak i sytuacje są w miarę adekwatne do telewizyjnych odpowiedników, choć ilość miejsca nie pozwalała na ich zgłębienie, a jedynie zarysowanie. 

To moje drugie spotkanie z rysunkami Angela Hernandeza, po tomie z “Picardem” i “Rok piąty”, mogę powiedzieć, praktycznie powtórzyć, że mają swój urok, dużo nakładu idzie również na elementy n-tych planów, lecz dużo zależy tu też od kolorysty. Bo co z tego, iż jego pewna kreska stawiana jest dobrze, proporcje są zachowane, mimika również, jak kolory położone przez Rondę Pattinson potrafią zlać wnętrza pomiędzy nimi w połyskujące plamy. Pisząc krótko, we większości przypadków jest dobrze, z paroma babolami, które proszą się o snucie opowieści o tym, jak to się mogło w ogóle stać. Zaś idealnie wyszły im wypunktowane już wcześniej wspomnienia, których klimat również wybijają rysunki, idealnie użyte czernie i niewyraźne kontury. 

I teraz oczywiste pytanie: dla kogo komiks? Na pewno dla fanów serialu, jako kolejny odcinek ulubionej serii, a pozostali niech szukają innych doznań, gdyż obiją się od lore jak od skały szukając nowych wrażeń, gdzie ich jeszcze nie było.  

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Dave Baker

Ilustrator: Angel Hernandez

Tłumacz: Marek Starosta

Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328156357

Liczba stron: 96

Wymiary: 16.7×25.5cm

Data premiery: 28.11.2022 roku. 

Dziękuję Wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: