Rorschach

Tekst o komiksie czerpiącym z tak kultowego dzieła, jakim są „Strażnicy” Alana Moore’a zasługuje tylko na jeden ton wprowadzenia. Nie porywa się na kontynuację opowieści tej skali, jeśli się nie jest samym autorem. A jednak wielu próbuje, z różnym skutkiem, z czego najbardziej zapadł mi w pamięć serial Watchmen Damona Lindelofa, którego wizja miała to coś, jednak nie umywała się do oryginału. A teraz kurtyna w górę, wchodzi na scenę Tom King, który dużo umie, dużo też mu się zarzuca. 

Już od początku zapowiadam, iż będę chwalił najnowszą pozycję z linii DC Black Label, gdyż króluje tutaj niesamowity klimat, misternie szyty z kadru na kadr, z zeszytu na zeszyt. King przygotował pełnokrwisty kryminał w dobrze znanym nam świecie, jednak 35 lat później, po znacznych przemianach społecznych. To nie jest już świat (super) bohaterów, to nie jest świat ciągłego zagrożenia, nie tyku tutaj zegar zagłady, a strach wywoływany jest przez tych, co wracają do dawnych czasów. Ze „Strażników” wiemy, iż Rorschach nie żyje, użycie jego jako tytuł opowieści działa jako przekaźnik. Zostało specjalnie zawoalowane poprzez osoby sfrustrowane aktualną sytuacją w USA, która ich głęboko mierzwi, niczym drzazga pod małym paznokciem stopy. Podobnie jak chory psychicznie, równie chory psychicznie, żyjący w świecie teorii spiskowych protoplasta, grupa ludzi odnajduje się wzajemnie by podążać w jednym celu – zabicie kandydat na prezydenta. I od tego też zacząłem, dwóch zamachowców, William Myerson i Laura Cummings giną od kul. Mocne otwarcie, niczym u Hitchcocka, nie zapowiada jednak atmosfery całości. Oto bowiem agent, niemający imienia, zostaje przydzielony do śledztwa, by wyjaśnić okoliczności feralnego wydarzenia. 

I owo śledztwo to główny element składowy 12 części maxi serii, stanowiących tak ulubiony format Kinga, wykorzystany w każdym możliwym aspekcie do zaprezentowania jego wizji. Mógłbym przyczepić się tutaj, iż nie wszystko zostało wyjaśnione, pokazane bezpośrednio, ba!, zakończenie jest tu nawet otwarte, lecz i tak zostaje tutaj postawionych wiele sfer do interpretacji dla wnikliwego czytelnika. Mogę jedynie współczuć osobom chłonącym ten materiał na bieżąco w momencie ukazywania się, gdyż całość jest już swoistym mindfakiem, a co dopiero zdawkowe podpowiedzi. Samo śledztwo nie jest łatwe, jest prowadzone bardzo starannie, dużo rzeczy wynika z codziennej pracy, nie ze skrótów à la komiksy superhero, gdy tylko wykłada się kawę na ławę. To zwykły dzień w pracy, który kilka razy zalicza zwroty, zaskakuje, lecz nie w blockbusterowy sposób. To mój ulubiony element tego komiksu, jestem rad z możliwości jego przeczytania i finalnej analizy. Jednak jak już jestem przy niej, to pojawia się kolejna sfera komiksu, którą są rozmowy z truposzami, tak przypominający jeden z seriali. Jest to jednocześnie pomoc, jak i przeszkoda, gdyż zaczyna się w pewnym momencie zwątpić w zdrowy osąd postaci, jak i narratora poprzez paranormalny wpływ analiz, który ewidentnie wywiera swoje piętno na zaskakujący finał. 

Poza tym mamy tu komentarza na medium komiksowe, które zawsze jest postrzegane przez wielu jako bajki dla dzieci, ich twórców, noszących traumy z tym wiążących, jak i przeniesie ich tutaj z imienia i nazwiska (Frank Miller, nawet z wizerunku!), a także w ukryciu (Steve Ditko). Zresztą medium kopiuje się samo i scena zatrzymania Millera to kalka ze „Strażników”. Dopatrzyłem się ten komentarza na społeczne niepokoje, politykę stagnacji, jak i otępiania mediami każdego z nas. I wiesz co czytelniku? Zapewne to nie wszystko, co jest tu jeszcze do odkrycia! 

Jorge Fornés nie bawił się tutaj w wymyślne ilustracje, to miał być spektakl gadających głów, delikatnej sekcji śledztw, rozcinanego kawałek, po kawałku. Kameralny, wręcz telewizyjny klimat panuje cały czas. Choć finał przechodzi stopniowo na wielki ekran. 

Nie wiem jak ty, ale ja wietrzę tu mocno komiks roku 😉 Jest to zbiór dokładnie, tego, co lubię w komiksie, który zachęca do ponownej lektury po odłożeniu. Z mojej strony polecam! 

TECHNIKALIA: 

Scenarzysta: Tom King

Ilustrator: Jorge Fornés

Tłumacz: Jacek Drewnowski

Typ oprawy: twarda

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328155954

Liczba stron: 312

Wymiary: 17.0×26.0cm

Data premiery: 23.11.2022

Dla kogo: tylko dla dorosłych. 

Dziękuję Wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

2 myśli w temacie “Rorschach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: