Blade Runner 2029

Jeśli pamiętacie tekst o Blade Runner 2019, to wiecie, iż zauroczyła mnie ta wizja losów łowczyni androidów Ash. Pomimo paru byków edytorskich, bardzo miło spędziłem czas z tym klimatycznym akcyjniakiem, bardzo klimatycznie narysowanym przez Andrésa Guina. Nie jest to oczywiście pełna wizja Ridleya Scotta, co samo w sobie jest plusem, gdyż rozbudowa świata nie musi iść dokładnie po tej samej linii, by robić wrażenie. 

Druga część przesuwa linię czasową o dziesięć lat, rzuciła mnie w nową sytuację głównej bohaterki, która powraca do Los Angeles, by nadal pracować dla jednostki policji jako likwidatorka sztucznych ludzi. Jednak nie jest już tą samą osobą, tym razem pomaga również replikantom w ukryciu się przed poszukiwaniami, oczywiście pod pewnym warunkiem – nie może to być świr. Wszystko mogłoby działać długo i bez zarzutu, gdyby nie machinacje pewnego Yotuna, fanatycznego androida na sterydach, który ma własną wizję świata. 

Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, dochodzi tutaj do stopniowej eskalacji działań głównego antagonisty, który nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swoje założenia w pokazaniu ludziom, gdzie jest ich miejsce. Dużą część każdej z trzech historii stanowi szalona zabawa w kotka i myszkę, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Oczywiście najbardziej przoduje w nich szalony replikant, śmierć ludzi jest dla niego niczym, trup ściele się gęsto, lecz także posuwa się do… uleczenia Ash. Kolejne jego ruchy dają dużo do myślenia, gra na psychice jest tu stałym elementem, chociaż nie zawsze przynoszą spodziewany efekt, szczególnie osobom z tak silnymi charakterami, jak policjantka, której losy śledziłem. 

Do tego dochodzi wspomniane drugie życie Ashiny jako osoby pomagającej uciśnionym i wspólne życie z jedną z nich. Umiejętnie lawiruje pomiędzy świetnie wykonywaną policyjną robotą, która przynosiła mi dużo satysfakcji z obserwacji poszczególnych poczynań, a znikomymi momentami ratunku dla uciśnionych. Na pewno nie lubi spokoju, a jako czytelnik dostałem znakomitą ilość rozrywki, która wciąga jak bagno, chociaż działa na dosyć znanych schematach większej ilości szkód i walki do samego końca. Tempo iście zabójcze, które niestety za pierwszym razem nie dało mi przyjrzeć się każdemu kadrowi z należytą pieczołowitością. Ale tak jest z komiksami pełnymi akcji, pomimo znanych rozwiązań fabularnych, potrafią zachęcić do ponownej analizy warstwy graficznej. Żeby nie było, jest tu również wiele dobrych dialogów i wewnętrznych monologów, które zgodnie ze sznytem Mike’a Johnsona nie nudzą, dawkowane są w odpowiedniej dawce. Dokładnie takiej, aby czytelnik nie został zniechęcony i taki też nie byłem. 

Co się tyczy warstwy graficznej przygotowanej przez Andrésa Guinaldo, nie zmieniam swojej decyzji, którą zawyrokowałem ostatnio. Wizualnie jest to bez wątpienia świat zaczerpnięty z filmowych pierwowzorów, nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Miasto skąpane w neonach, deszcze, brud, zniszczenie, degradajca – nie za bardzo zmieniła się ta rzeczywistość przez 10 lat. Jedyne, co mi się rzuciło w oko, to znaczna ilość dodatków, które wertowałem z największą przyjemnością, gdyż taka ilość okładek i szkicy dała mi okazje to podpłynięcia we wyobraźni na odległe wody przyszłości. Egmont ma często sposobność do cięcia zawartości dodatkowej, jednak cieszę się, że seria jest tak lubiana przez Tomasza Kołodziejczaka, co pewnie miało decydujące znaczenie, w zakresie zawartości. 

Fanów serii, której również kibicuje, zapewne dobrą informacją wyda się zapowiedź kontynuacji oddalonej o kolejne 10 lat. Sądząc po skali działań z niniejszego tomu, można spodziewać się bardziej Mad Maxowych rewelacji 😉 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Michael Green, Mike Johnson

Ilustrator: Andrés Guinaldo

Tłumacz: Maria Jaszczurowska

Typ oprawy: twarda

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328154728

Liczba stron: 328

Wymiary: 17.0×26.0cm

Data premiery: 23.11.2022

Dziękuję Wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: