BBPO. Piekło na Ziemi. Tom 1

Po zmianach, które miały miejsce podczas finału „Plagi Żab”, BBPO liże rany, jednocześnie obserwując kolejne kataklizmy na świecie. Nie ma chwili spokoju, a wśród członków nadal wrze i nasilają się problemy między nimi. Ewidentnie ciężar opowieści momentami przygniata na każdym z frontów. Co ciekawe, zniszczenie postępuje, a twórcy nie przywracają status quo. Wydaje mi się, że wszystko zmierza do fatalnego zakończenia.

Rysunkowo, to oczywiście brak Mignoli, jednak przyjęty styl mi odpowiada. Pomimo że całość narysowało trzech panów, nie wydawało mi się, że się zmieniali. Oczywiście patrząc na niuanse, dało się zauważyć różnice, np. sznyt Tylera Crooka, jedna moja ulubiona spójność królowała przez praktycznie cały tom.

Pierwszy tom „Piekła na Ziemi” to 5 opowieści, które przyniosły mi kolejne rewelacje związane z każdym z członków organizacji, jak i opisujące nowe zagrożenia na świecie. Podczas jednej z misji Abe Sapien idąc za przeczuciem spotyka dawno niewidzianego Daimo, rozwiązując wspólnie jedną zagadkę. Wykorzystują okazję, by nadrobić zaległości, które nawarstwiły się od czasu ataku szału w bazie. W międzyczasie Klaus pracuj jako idealny obserwator wielu monitorów, czekając cierpliwie aż jego ciało powrócić do sprawności. Ma wielką nadzieję, na powrót do niego, aż widać nadzieję w pozach jego kostiumu patrzącego na pojemnik z cieczą.

Całą tą ferajną zarządza Kate, która scaleniu z ONZ przeżywa ciężkie chwile, koledzy zbytnio jej nie pomagają, Abe i Davon nie pałają do siebie miłością, a mumia Panya coś kręci na boku. A ile para nerwusów wyjaśni sobie sytuację, na rewelację z mumią poczekam do kolejnych tomów. Nawet przez chwile miałem okazję uświadczyć Liz Sherman, która cały czas ucieka od nieuniknionego. Poznałem też pewną tajemniczą postać Fenix, której wątek prowadzony jest bardzo powoli. Wydaje mi się, że będzie stanowiła ważny trybik w maszynie ochrony ludzkości, które coraz bardziej zaczyna przypominać koczowników chroniących się przed złem tego świata.

Na koniec to, co misie lubią najbardziej, czyli rosnący bestiariusz w postaci potworów będących dziećmi Ogdru Jahada, który sieją spustoszenie na świecie. A to zniekształcą ludzkie ciała, a to ożywią zwłoki, by służyć ich chwale. Bardzo podobał mi się epizod w Rosji, gdzie miałem okazję poznać dyrektora Josefa, który jest jednym z potworów, a dowodzie rosyjskim BBPO. Świetna historia, oddająca w pełni mentalność rosyjską z niezłym twistem na koniec. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że uwielbiam Mignolaverse. Dawać kolejny tom 🙂

Plusy:

❗️ interakcje międzyludzkie

❗️ potwory

❗️ świata z ciał

❗️ Dyrektor Josef

❗️ uczucie fatalizmu.

Minusy:

❕niektóre wątki potraktowane po macoszemu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: