Kitty Pryde (Superbohaterowie Marvela tom 118)

Jest to ostatni tom w kolekcji Superbohaterowie Marvela, na który czekałem i koniecznie chciałem go mieć. O historii Kitty Pryde i Wolverine słyszałem wiele dobrego jak i parę negatywnych zdań. Po przeczytaniu 118 tomu mogę śmiało stwierdzić, że rozumiem obie strony, jednak ostatecznie wybrałem jedną z nich.

Geneza złożona z trzech zeszytów, to podobnie jak to było w przypadku Colossusa, wydarzenia, w których poznajemy Kitty, lecz dzieje się to w trakcie większego zamieszania z Phoenix i klubem Hellfire, które zapewne dobrze kojarzycie. Kitty pojawia się, ale nasza uwaga jest odciągana co chwilę na inne osoby. Czyta się to dobrze, bo w końcu to Chris Claremont i John Byrne więc daję się pochłonąć historii i aż chce się dojść do finału dostępnego w ramach WKKM.

Główna historia opowiada o perypetiach Kitty, która dzięki swoim mocom odkryła konszachty swojego ojca z Yakuzą. W toku dalszych wydarzeń trafia Japonii i tu zaczynają się właściwe przygody młodej mutantki. A jak Kraj Kwitnącej Wiśni to nie mogło obyć się bez Wolverine’a i mitologii mu towarzyszącej. Dosyć szybko Kitty wpada w tarapaty, które znajdują finał u Oguna, który robi jej pranie mózgu oraz funduję nową fryzurę i zestaw umiejętności. Oguna, który również debiutuje w tej serii, a okazuje się również mutantem posiadającym możliwość kontroli umysłu, jak i walki, co dowodzi legenda o jego spotkaniu z Miyamoto Musashim (zainteresowanych tą postacią odsyłam do świetnej Drogi miecza od Wydawnictwa Lost in Time). Co więcej, ma on powiązania z samym Loganem, który w pewnym momencie wkracza do akcji wraz z kobietami, które go kochają.

Kitty Pryde to niezwykle sprawnie napisana opowieść o nastoletniej bohaterce, której został ufundowany przyspieszony kurs dorastania. Oczywiście nie jest to coś, co mogłoby spotkać typową młodą osobę, lecz wpadła w sidła lore mutantów i przez pewien czas była jego ofiara. Ta opowieść drogi doskonale prezentuje nam jej drogę od bezbronnej osoby do pewnej siebie osoby, która finalnie przybiera imię Shadowcat. I ty rozumiem negatywne opinie, gdyż Chris Claremont bardzo dobrze oddaje charakter Kitty, całą jej naiwność i infantylność, która przejawia się w licznych dialogach. Ta drobna osobowości jest niezwykle charakterystyczna i wyróżnia się w tłumie bohaterów przez swoją postawę, która rzadko była prezentowana w komiksach z mutantami. Delikatna, nieufna, strachliwa, pełna wigoru i tak, lekkomyślna, która popełnia wiele błędów, lecz uczy się na nich i się rozwija. Co zresztą znajduje swoje odbicie w przyszłości, gdy zostaje przywódczynią X-Men w serii “X-Men: Gold”. Kitty Pryde i Wolverine to opowieść drogi i dorastaniu i to nie tylko bohaterki tomu, podana w sobie nastolatki przeżywającej pierwsze wielkie przygody. Całość jej pełna akcji, która pomimo swoich lat (historia ta pochodzi z 1984 roku), doskonale ukazuje sceny akcji dzięki rysunkom Allena Milgroma. Bawiłem się wyśmienicie, a lubię takie historie, które są wyjście ze strefy komfortu scenarzystów. Przy okazji tekst jest dobrze przetłumaczony, bo całość czyta się niezwykle sprawnie.

Plusy:

🐱początki Kitty

🐱rozwój bohaterów

🐱lore Wolverine’a.

Minusy:

🐶dużo tu nastoletnich myśli.

TECHNIKALIA:

Scenariusz: Chris CLaremont, John Byrne

Rysunki: John Byrne, Allen Milgrom

Przekład: Tomasz Sidorkiewicz, Dominik Szcześniak

Korekta: Agata Ostrowska

Korekta merytoryczna: Sebastian Smolarek

Oprawa: twarda

Liczba stron: 184

Druk: kolorowy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: