Mikołaj Ćwik: Zacznijmy od pytania na rozgrzewkę. Czy na własnym przykładzie jesteście w stanie powiedzieć, czy widzicie różnice w odbiorze przygód Tytusa jako dziecko oraz jako dorosła osoba (teraz)?
Karol Weber: Tak, zdecydowanie dostrzegam taką różnicę. Kiedy czytałem przygody Tytusa jako dzieciak, skupiałem się głównie na humorze, zwariowanych pomysłach bohaterów i samej przygodzie. Była to dla mnie przede wszystkim świetna rozrywka.
Dopiero z perspektywy lat, gdy zdobywałem kolejne doświadczenia życiowe, zacząłem dostrzegać drugie dno tych historii – zawarte w nich obserwacje społeczne, elementy edukacyjne oraz wartości, które Papcio Chmiel przemycał w bardzo naturalny sposób. W moim przypadku zasada „bawić, ucząc i uczyć, bawiąc” sprawdziła się w pełni.
Artur B. Chmielewski: Tak, największa różnica w odbiorze Tytusa jest taka, że gdy byłem dzieckiem, to Tytusa odbierało się w kiosku Ruchu, a teraz odbiera się online lub w Empiku. O, nie o to chodziło? J Tego odbioru nie można porównać, bo jako dziecko myślałem, że to normalka, że Tata rysuje Tytusa i ludzie go czytają. A teraz jak jest odbierany? Z tego, co słyszałem, wielu czytelników ma dobrą zabawę.
Zbyszek Larwa: Tak, dzieci odbierają historię bezpośrednio, nie dopowiadają znaczeń, jeśli coś jest śmieszne, to jest i już. Dorośli potrafią dostrzec więcej, ale często dzielą włos na czworo, moim zdaniem niepotrzebnie. Dorosły czytelnik często popełnia błąd interpretacyjny zdarzeń, dodaje bieżące konteksty i mamy wypaczony obraz opowiadanej historyjki komiksowej, tego nie zmienimy. Trzeba się pogodzić z tą ułomnością dorosłych :))

M.Ć.: Czy uważacie twórczość Papcia Chmiela za uniwersalną?
K.W.: Twórczość Papcia Chmiela przetrwała próbę czasu, a to osiągnięcie, którym może pochwalić się niewielu twórców. Oczywiście pewne elementy wymagają dziś dostosowania do współczesnych realiów. Przykładem jest harcerstwo, które nie odgrywa już tak istotnej roli w życiu młodych ludzi jak kilkadziesiąt lat temu. Wielu współczesnych czytelników mogłoby nie rozumieć tego kontekstu, dlatego w Nowych przygodach zrezygnowaliśmy z tego motywu. Jednocześnie wartości i idee obecne w twórczości Papcia Chmiela – przyjaźń, ciekawość świata, humor czy rozwój bohaterów – pozostają uniwersalne i nadal trafiają do odbiorców.
A.B.Ch.: Jest to złe pytanie dla kogoś pracującego w NASA. Nie wiemy, czy Tytus jest uniwersalny, bo universe, czyli wszechświat, jest bardzo, bardzo duży, a my dopiero co latamy na Księżyc, a co dopiero we wszechświat. Odpowiem, czy Tytus jest uniwersalny za jakieś 200 lat, jak pokażę go kosmitom na innych planetach.
Z.L.: Tak, mówi nam o tym długowieczność serii. Kilka pokoleń wychowało się na przygodach Tytusa, Romka i A’Tomka, dla niektórych była wręcz formacyjna. Przyjaźń, odpowiedzialność, wręcz braterstwo, humor i dobra zabawa to wartości potrzebne każdemu, więc tak – to twórczość uniwersalna.

M.Ć.: Macie swoje ulubione cytaty z Tytusa?
K.W.: Tak, choć ciężko wybrać ten jeden ulubiony. W przypadku twórczości Papcia Chmiela takich świetnych tekstów jest cała masa. Jeden towarzyszy mi od dawna, choć nie pamiętam dokładnie, z jakich przygód Tytusa pochodzi. Pamiętam, że to stara historia: „Kiedy byłem mały, myślałem, że śnieg powstaje w czasie trzepania pierzynek przez aniołków”.
Z kolei jeśli chodzi o Nowe przygody, to jest to przemyślenie Tytusa, jakie ma w bibliotece, gdy ma robić porządki po bałaganie, którego był autorem: „Jak mam robić porządki, to już wolę je zjeść!”
A.B.Ch.: „Gad może płaza zagadać, a płaz może gada puścić płazem” z 11. księgi. To jest mój ulubiony cytat, ale z innego powodu, niż myślicie. Tak, jest tu abstrakcja, jest humor językowy, ale ja pamiętam, jak mój Tata tłumaczył ten dowcip moim synom, czyli jego wnukom, w restauracji podczas wizyty u dziadka. Ponieważ polski to jest drugi język moich synów, to bawiliśmy się tłumaczeniem tego cytatu na angielski przez cały obiad. A jaki jest mój ulubiony cytat z nowej księgi? Oczywiście: „01100011 01111001 01110100 01100001 01110100”.
Z.L.: Księga nr 13, Wyprawa na Wyspy Nonsensu, cała książeczka… To mój faworyt :)), np.: „Tu baza! Gdzie jesteś? Podaj dane” – „Jestem nad Tadeuszem!”, itd., itd…

M.Ć.: Kto i kiedy wyszedł z inicjatywą rozpoczęcia prac nad kontynuacją przygód Tytusa?
K.W.: Myślę, że sam Papcio Chmiel chciał, żeby te postacie żyły, rozwijały się i kształtowały kolejne pokolenia. Czytałem kiedyś rozmowę, w której o tym wspominał.
Co ciekawe, przy wydawaniu Nowych przygód Tytusa, czytałem parę komentarzy, jakoby Papcio nie chciał kontynuacji przygód Tytusa – to nie jest prawda. Ktoś źle zinterpretował słowa twórcy Tytusa mówiące o tym, że osoby, które podejmą się tworzenia Nowych przygód, muszą mieć „to coś”. Gdy takie się nie znajdą, Tytus umrze razem z ich twórcą…
Na szczęście Zbyszek i ja znaleźliśmy uznanie w oczach Artura, syna genialnego twórcy i wydawcy. Z dumą więc możemy kontynuować dzieło wielkiego mistrza.
A.B.Ch.: Papcio Chmiel! To było jakieś 10 lat temu podczas mojej wizyty u Ojca w Polsce. Tata czytał w gazecie artykuł, który twierdził, że Tytus już się skończył, bo Tata przestał rysować księgi, a nowe pokolenie nie zna Tytusa, tylko Batmana. To wywołało u Ojca lawinę pomysłów na kontynuacje książek, wystawy plansz, muzea Tytusa, itp. Od czasu śmierci ojca bardzo chciałem stworzyć nowego Tytusa, ale zdecydowałem się dopiero wtedy, gdy zobaczyłem rysunki Zbyszka Larwy i scenariusz Karola Webera.
Z.L.: Prezes Prószyńskiego poprosił mnie o próbkę Tytusa. Zrobiłem dwie plansze, które pokazał Arturowi Chmielewskiemu i o dziwo kliknęło 🙂

M.Ć.: W jakiej formie przebiegała współpraca i co było najłatwiejszą częścią procesu, a co najtrudniejszą?
K.W.: Współpraca przy Nowych przygodach Tytusa była dość intensywna. Wiele razy spotykaliśmy się na różnych rozmowach, ja ze Zbyszkiem, Artur ze mną, Zbyszek z Wydawcą – tu głównie z Maćkiem i Kamilem, którzy koordynowali cały projekt, Zbyszek z Wojtkiem… Spotykaliśmy się także wszyscy w grupie, rozmawialiśmy o nowych pomysłach, komentowaliśmy scenariusz i grafiki. Staraliśmy się ulepszać to, co nam nie grało, lub szukaliśmy lepszych rozwiązań niż te, które prezentowaliśmy. To była prawdziwa burza mózgów…
Bardzo dobrze to wspominam, w pewnym momencie wszyscy na wspólnym spotkaniu stwierdziliśmy, że: „W końcu!”. W końcu mamy piątek i nasze spotkanie, na które wszyscy czekaliśmy. Ucieszyliśmy się, bo to znaczyło, że wszyscy czekaliśmy na to spotkanie i stało się ono czymś na kształt naszego Tytusowego rytuału.
Co było najtrudniejsze? Ha, ha, ha… Strefy czasowe! Artur już o tym wspominał. Funkcjonowaliśmy w 3 strefach czasowych: amerykańskiej, afrykańskiej i europejskiej. Jak umawialiśmy się na spotkanie, Maciek zawsze dodawał, że „czasu w Polsce”, i każdy z nas sobie sprawdzał, o której to w jego strefie czasowej. I gdy wszyscy już mniej więcej złapaliśmy schemat, jak te godziny funkcjonują, w Polsce zmienił się czas i znów musieliśmy wszystko sprawdzać i przeliczać: „Ej, to już? Myślałem, że za godzinę”. Fajne to było!
A.B.Ch.: Dla mnie najtrudniejszy był aspekt, żeby książka, jak to mówił Tata, „uczyła, bawiąc i bawiła, ucząc.” W Nowych przygodach postać AI, czyli Ejajek, stara się uczłowieczyć Tytusa. Mamy więc sporo dowcipów o AI. Chciałem jednak pokazać czytelnikom, że AI to nie jest tylko lepsza wyszukiwarka, ale niesamowite narzędzie do robienia mądrzejszych miast, stworzenia nowych lekarstw, lepszego transportu. To trzeba było zrobić edukacyjnie, ale też śmiesznie, tak jak to robił Tata. Chciałem też, żeby Ejajek był zabawny dla najmłodszych, edukacyjny dla młodych, ale też ciekawy i trochę ukrycie filozoficzny dla rodziców. Stąd np. pojawiła się iguana w kąpieli. Ciekaw jestem, czy ktoś zgadł jej rolę?
Z.L.: Tytus Nowe przygody powstawał na 3 kontynentach: w Ameryce Północnej, Afryce i Europie. Spotykaliśmy się na Zoomie raz w tygodniu i plansza po planszy popychaliśmy projekt do ustalonego terminu… Najprzyjemniejszą częścią było wymyślanie dowcipów, najtrudniejsze były poprawki graficzne (dla mnie) ze względu na pracochłonność.
M.Ć.: Czy myśleliście nad zmianą formy – np. kiedyś kilka ksiąg ukazało się w pionie?
K.W.: Osobiście nigdy nie byłem zwolennikiem książeczek pionowych. Tytus zawsze kojarzył mi się z obecną formą, tą w której wychodzą Nowe przygody. Pamiętam, że kwestia formatu pojawiła się na jednym z naszych pierwszych spotkań. Wszyscy uznaliśmy wtedy, że taka forma, jaką przyjęliśmy, będzie najlepsza.
A.B.Ch.: Jako menedżer misji kosmicznych jestem przyzwyczajony, że angażuje się do projektu najlepszych ludzi na świecie, a potem daje się im robić to, do czego mają talent. W tym wypadku takim ekspertem jest wydawnictwo Prószyński i to była ich działka. Jeżeli chodzi o format książeczki w środku, to zwracaliśmy uwagę, żeby ilość klatek na stronie i ilość detali czy dymków była podobna do komiksów ojca. To podświadomie daje uczucie oryginalnych Tytusów.
Z.L.: Od początku zakładałem, że Nowe przygody będą tworzone tak jak robił to Papcio, czyli poziomy format, metodą tradycyjną. Różnica polegała na tym, że szkice i wstępne projekty kompozycyjne plansz powstawały cyfrowo, a po akceptacji grupy osób pracujących nad projektem wykonywałem finalny tusz na papierze z kolorem, który kładł Wojtek Bem starą techniką blaudruku. Robiliśmy tak, by jak najwierniej odwzorować klimat starych Tytusów. Po reakcji czytelników sądzę, że takie podejście było słuszne.

M.Ć.: Jesteśmy po wielkiej premierze na Komiksowej Warszawie. Jak wyglądała i jakie wrażenie wywarł na Was kontakt z fanami?
K.W.: A to już pytanie bardziej do kolegów.
A.B.Ch.: Dla mnie to było, może po lądowaniu na komecie 67P, jedno z większych przeżyć mojego życia. Widziałem Ojca na scenie wiele razy. Teraz jego fani rozmawiali ze mną. Było to niesamowicie ekscytujące, ale też przynosiło wspomnienia o Ojcu. Straszna wewnętrzna huśtawka uczuć, nad którymi musiałem panować. Co mi pomogło, to że fani okazali mi mnóstwo ciepła i przyjęli Nowe przygody bardzo pozytywnie.
Z.L.: 15 minut radości, że się udało, i prawie 3 godziny podpisywania… Papcio miał niesamowitą kondycję, jego kolejki były jeszcze dłuższe :))
M.Ć.: Czy Wasza trójka pojawi się kiedyś razem na jednym evencie?
K.W.: Myślę, że tak. To bardzo prawdopodobne… Festiwale komiksowe mają świetną atmosferę i dla mnie zawsze były świętem komiksu, gdzie mogłem pochodzić, zobaczyć nowości wydawnicze i porozmawiać z zaprzyjaźnionymi twórcami. Brakuje mi tego.
Często mnie pytają, czy będę tu i tu. Będę, obiecuję! Macie na piśmie!
Tylko jak będę, to raczej gdzieś z boku, wśród tłumu – postoję w kolejce po jakiś rysunek, poproszę o czyjś autograf, posłucham, co mówią ludzie i jak odbierają te komiksy, które będą wychodzić. Raczej nie wyjdę na scenę w świetle reflektorów, żeby opowiedzieć o swojej pracy nad tą serią. Wolę pozostać sobą, Karolem bez twarzy, za którego przemawiają jego literki.
A.B.Ch.: Jest o tyle ciężko, że Zbyszek, Karol i ja mieszkamy na trzech kontynentach, ale wkrótce to nie będzie problemem. Obliczyłem, że nowe suborbitalne samoloty powinny przelecieć między Los Angeles a Warszawą w 38 minut.
Z.L.: Nie wiem… Weber ceni swoją prywatność!… Ale mam na to pomysł, z workiem na głowie może się uda go namówić :))))
K.W.: Zbyszek, Ty byś mi tylko worki pakował na głowę! Ha, ha, ha…

M.Ć.: Znacie pierwsze opinie o nowej odsłonie Tytusa? Co myślicie o opiniach fanów w Internecie?
K.W.: Podobała mi się dyskusja o tym, czy przy 104 gotowaniach trujących grzybów faktycznie można pozbyć się toksyn. Pisząc Tytusa, miałem nadzieję, że takie dyskusje będą, że ludzie wezmą i zadadzą sobie pytanie: „Czy to na serio? Muszę sprawdzić” – i sprawdzają. Właśnie o to chodzi w tych książeczkach – chciałbym, żeby teksty które pojawiają się w nowych Tytusach, były komentowane i żeby ludzie o nich rozmawiali.
Poza takimi dyskusjami to nie przejmuję się za bardzo opiniami w Internecie – tam każdy może napisać wszystko, nie zawsze zgodnie z prawdą. Często czytałem opinie ludzi, którzy krytykują wszystko – nieważne czy to Tytus, czy cokolwiek innego. Tacy ludzie zawsze będą niezadowoleni, choć czasami mają ciekawe komentarze i opinie. Zwłaszcza jeśli są merytoryczne. Nad takimi opiniami można się zastanowić i przemyśleć argumentację.
Parę raz zdarzyło mi się przeczytać jakąś opinię, zastanowić i pomyśleć: „W sumie racja”. I zmieniałem jakieś rozwiązanie/tekst pod wpływem argumentu jakiegoś użytkownika. Oczywiście w przypadku nowych Tytusów większość opinii jest pozytywna!
A.B.Ch.: Jestem bardzo pozytywnie zdziwiony, że jeszcze nie widziałem negatywnej krytyki. Parę dni temu na parkingu podbiegła do mnie pani i mówi: „O, to pan zrobił nowego Tytusa. Jestem panu taka wdzięczna. Mój syn nienawidzi czytać, a tu dałam mu nową książeczkę Tytusa i sam ją czytał do samego końca. Na kilka godzin zapomniał o Instagramie i YouTubie. To było dla mnie takie wspaniałe!”. Dla mnie było też wspaniałe, gdy zobaczyłem mnóstwo dzieciaków w kolejce na Targach Książki. Nowe pokolenie Tytusowców?
Z.L.: Na Targach Książki przyjęcie było super. Internetowych opinii nie czytam, bo nie mam na nie czasu.
M.Ć.: Wasze ulubione pytanie dotyczące Tytusa to?…
K.W.: Ja chyba nie mam żadnego ulubionego. Ludzie pytają o różne rzeczy, różne są dla nich ważne. Na każde staram się odpowiadać w miarę kompleksowo.
A.B.Ch.: „Do you have a Tytus book in English?”
Z.L.: „O czym będzie następna księga?” 🙂

M.Ć.: Dlaczego AI jest bohaterem nowej księgi? Nie obawiacie się kontrowersji?
K.W.: Kiedy przygotowywaliśmy Nowe przygody, zależało nam na tym, aby poruszyć temat bliski współczesnym młodym czytelnikom. Sztuczna inteligencja jest dziś jednym z zagadnień technologicznych, o których najczęściej się dyskutuje. Spotykamy się z nią w szkole, pracy, mediach społecznościowych i codziennych narzędziach, dlatego większość młodych odbiorców miała już z nią styczność lub przynajmniej o niej słyszała. Chcieliśmy więc pokazać, czym właściwie jest AI i jak wpływa na otaczający nas świat.
Nie obawialiśmy się kontrowersji, ponieważ seria o Tytusie zawsze odnosiła się do tematów ważnych dla kolejnych pokoleń czytelników. Papcio Chmiel wykorzystywał przygody bohaterów do opowiadania o zjawiskach, które kształtowały rzeczywistość swoich czasów. Staraliśmy się pozostać wierni tej tradycji. Uznaliśmy, że sztuczna inteligencja jest tematem zbyt istotnym, by go pomijać. Naszym celem nie było ocenianie AI, ale zachęcenie czytelników do poznania jej możliwości i zastanowienia się nad jej rolą we współczesnym świecie.
A.B.Ch.: Myślę, że wizerunek AI potrzebuje naszego Ejajka, fajnego kumpla, który zawsze jest ci pomocny, pomaga rozwiązać problemy, nie krytykuje i też stara nauczyć się od ciebie. Jeżeli ktoś się boi AI, to zakocha się w Ejajku.
Z.L.: E’jaj to narzędzie teraźniejszości, naturalne było, że Tytus dostał je do testowania i finalnie zakumplował się z nim… Kontrowersje? Nie widzę – dopóki dzieciaki będą czytały, zdobywały wiedzę i doświadczenie, to będzie dobrze.
M.Ć.: Czy jest planowana kolejna nowa księga? Jeśli tak, to kiedy?
A.B.Ch.: Jeżeli czytelnikom spodobają się Nowe przygody Tytusa, to może chciałbym, żebyśmy zrobili następną księgę. To od Was zależy. Proponuję temat maszyny do podroży w czasie. Dzięki maszynie wydamy tę księgę w 1957 roku. Ojej, ale chwileczkę, wtedy jeszcze się nie urodził nasz genialny scenarzysta Karol Weber, więc nie będzie scenariusza i nie będzie maszyny do przemieszczania w czasie…
K.W.: Ha, ha… Tak, paradoks podróży w czasie. Kiedyś to analizowałem… I pewnie byłoby tak, jak napisał Artur – mielibyśmy problem, którego nie dałoby się rozwiązać. Choć sama idea podróży w czasie i spotkanie nowego Tytusa z tym stworzonym w 1957 byłaby ciekawa. Ogólnie mamy bardzo dużo ciekawych pomysłów. O części z nich rozmawialiśmy podczas naszych spotkań. Więc kto wie…
Z.L.: Myślę, że jest to możliwe. Jeśli pozytywny odbiór 1. księgi Nowych przygód się potwierdzi, to na luty – maj powinna być następna porcja zabawy…
M.Ć.: Czy zobaczymy inne przykłady kampanii reklamowej nowego Tytusa?
K.W.: Myślę, że marketing w wydawnictwie Prószyński staje na wysokości zadania w dotychczasowych działaniach. Na pewno ma też dla czytelników jeszcze wiele angażujących kampanii, żeby powiedzieć, że: „Jest nowy Tytus!”. Pozostaje nam czekać i wypatrywać nowych informacji, a kto wie. Może znajdzie się tam coś, co ucieszy fanów.
A.B.Ch.: Jakoś musimy dać fanom Tytusa znać, że Nowe przygody to zupełnie nowa książeczka, bo wiele osób myśli, że to wznowienie. Jak to zrobić? Może ktoś z czytelników ma pomysł, jak dać znać fanom Tytusa, że jest w księgarniach nowa książeczka. Pomóżcie, bo sam Ejaj nie zniesie jaj!
Z.L.: Tytus jest od maja patronem Klubu Baseballowego – WUKB „Centaury”… Fabryka odzieży BYTOM wypuściła serię koszulek z Tytusem… Za moment premiera filmu animowanego… Są plany obecności Tytusa na MFKiG w Łodzi… O reszcie działań nie bardzo mogę mówić, bo zajmuje się tym dział promocji wydawnictwa Prószyński. Efekty ich pracy zobaczymy, gdy się zadzieją :))
Zdjęcia umieszczone we wpisie zostały dostarczone przez wydawcę.
