Aby poczuć klimat komiksu, warto najpierw się dowiedzieć, czym są opowieści groszowe (ang. penny dreadfuls). Otóż ten termin oznacza tanie zeszyty z sensacyjnymi i makabrycznymi historiami, które w XIX wieku cieszyły się ogromną popularnością wśród brytyjskiej klasy robotniczej. Pojedynczy zeszyt kosztował zaledwie jednego pensa, dzięki czemu były one dostępne dla każdego i w ten sposób stały się jednym z pierwszych przejawów kultury masowej. Cechami charakterystycznymi opowieści groszowych są mrożąca krew w żyłach fabuła, forma wydania (od ośmiu do szesnastu stron) oraz niezwykłe postaci przewodnie. Znakomitym przykładem jest legenda o Sweeneyu Toddzie – wielu z Was pewnie kojarzy ją z musicalu z Johnnym Deppem w roli głównej.

Recenzowany komiks opowiada o perypetiach Helen, której ojcem był C. K. Cole, znany autor pulpowych historii i twórca wojownika Othana. Bohaterka została wezwana do Wyndhorn, słynnej posiadłości swojego dziadka, gdzie jej wychowaniem ma się zająć nowa guwernantka Lilith Appletown. Zadanie to jest mocno utrudnione, ponieważ Helen robi, co chce, upija się do nieprzytomności oraz pali tyle, co lokomotywa. Wszystko się zmienia, gdy podczas jednej z nocy pojawia się przedziwne stworzenie i atakuje kobiety!

Toma Kinga możemy kojarzyć z poczytnych komiksowych serii pisanych dla DC Comics, między innymi takich jak „Batman”, „Mister Miracle” czy „Człowiek Cel”. Helen z Wyndhorn jest to autorska opowieść scenarzysty, a jednocześnie hołd dla opowieści groszowych. King zaczerpnął wiele z ich cech, ubrał we wciągającą oraz mocno oniryczną opowieść, która pozornie wydaje się prosta jak rąbanie potworów. Za trudami wychowania Helen, jej wyprawami w poszukiwaniu sławy i przeciwników kryje się wiele problemów, z którymi mierzymy się sami. Nie oznacza to, że Tom King na tym skończył, ponieważ udało mu się jeszcze wpleść nienachalną kontynuację losów bohaterów i ich spuścizny oraz pokazał pasję fanów opowieści groszowych. Samo zakończenie jest niezwykle zaskakujące oraz zmieniające odbiór całości w stylu, do którego autor przyzwyczaił nas w swoich poprzednich dziełach.

Szata graficzna autorstwa artystki Bilquis Evely (Supergirl: Kobieta jutra) to idealny przykład dobrania sznytu autorki do głównej bohaterki i tematyki powieści. Delikatność stawianych kresek sprawdza się wyśmienicie zarówno przy rysowaniu realistycznych postaci, jak i fantastycznych stworów oraz brutalnych scen akcji. Co ciekawe, to nie spowodowało, że Helen wygląda tylko jak krucha i delikatna dziewczyna, którą mógłby rozczochrać najmniejszy podmuch wiatru. Świetną robotę robią kolory Matheusa Lopesa, który przygaszoną paletą barw potrafi oddać klimat XIX-wiecznej posiadłości, a także nierzeczywistych krain. Jego kolory to także doskonałe narzędzie do niuansowania emocji, nawet przy pomocy delikatnie zaczerwienionego ze wstydu policzka.

Nie miałem zielonego pojęcia, czego można się spodziewać po kolejnym komiksie Toma Kinga na naszym rynku. Jednak kiedy już zacząłem czytać, okazało się, że wpadłem w wykreowany świat amerykańskiego scenarzysty jak śliwka w kompot. Przypomniał mi się mój ukochany Conan z Cymerii, jego fantastyczne przygody, z którymi spędziłem wiele momentów mojego życia. Niestety z Helen przeżyłem szok, bo historia została rozpisana jedynie na sześć zeszytów, a skondensowanie jej niuansów wystarczyłoby na rozpisanie trylogii godnej J. R. R. Tolkiena. Z przeogromnym bólem straty po zakończonej lekturze polecam Wam to przeżycie, które sprawi, że zatracicie się w świetnej, fantastycznej opowieści, która przywodzi na myśl te groszowe.

TECHNIKALIA:
Cena det.: 119,99 zł
Data wydania: 6 maja 2026 roku
Scenarzysta: Tom King
Illustrator: Bilquis Evely
Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Format: 17.0 x 26.0 cm
Liczba stron: 176
Oprawa: twarda
Druk: kolorowy
EAN: 9788328178779

Dziękuję wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. Jego przekazanie nie miało wpływu na moją opinię.

Jedna odpowiedź na “Helen z Wyndhorn”