Jedyną pozycją z Gwiezdnych wojen wydaną w maju tego roku przez Egmont okazał się pojedynczy album o jednym z najważniejszych Rycerzy Jedi, Mace Windu, pod tytułem W półmroku. Tym samym wydawnictwo kontynuuje publikowanie kolejnych antologii: miniserii z uniwersum Star Wars w ramach przerywnika między dłuższymi on-goingami. Czy komiks Bernardina i Jeanty’ego o Windu można określić jako warty przeczytania? Czy jednak jest to pozycja, którą lepiej pominąć?

Akcja W półmroku dzieje się przed wydarzeniami z filmu Mroczne widmo, kiedy tytułowy bohater nie jest jeszcze członkiem Rady Jedi. Windu zostaje wysłany na misję odnalezienia osoby, która posiada formułę nowego, potężnego hiperpaliwa o nazwie Coaxium Ultra, a to w niewłaściwych rękach może stanowić zagrożenie dla losów Galaktyki. Młody Jedi wyrusza na nieprzyjemnie zimny i niebezpieczny Księżyc Ro Mira, gdzie dzięki swoim nadzwyczajnym umiejętnościom tropienia i wykorzystaniu potęgi Mocy udaje mu się szybko zlokalizować przemytniczkę o imieniu Azita Cruuz, której szukał. Zmuszeni połączyć swoje siły, Mace i Azita staną przed wyzwaniem przetrwania ataków lokalnych stróżów prawa, łowcy nagród działającego na zlecenie Jabby Hutta, różnorodnych potworów oraz członków kultu, prowadzonego przez upadłego Jedi. Do tego okazuje się, że Cruuz pochodzi z rodzimej planety tytułowego Rycerza, co jeszcze bardziej rozwinie ich relację.

Twórcy tej czterozeszytowej opowieści wykorzystują fabułę nie jako centralny element komiksu, ale bardziej jako szansę na ukazanie dynamicznej akcji oraz przedstawienie nowo wprowadzonych postaci i interakcji między nimi. Skutkiem takiego zabiegu jest fakt, iż
W półmroku zdecydowanie nie można zaliczyć do nowatorskich i złożonych historii, ale za to na pewno można się dobrze bawić w trakcie czytania. Przedstawioną tu przygodę Mace’a Windu czyta się szybko i przyjemnie, a zabawę podczas lektury można porównać do oglądania wartkiego akcyjniaka z mieczem świetlnym w roli głównej. Relacja bohatera z Azitą – choć mało rozwinięta – jest ciekawie zarysowana, szczególnie ze względu na wspólne miejsce pochodzenia, choć różne spojrzenie na świat. Główni antagoniści tego tomu pomimo niezbyt rozbudowanych charakterów zaintrygowali nietypowymi motywacjami i dobrze wpasowali się w tę historię. Wadą opowieści jest jednak jej stawka, która przez większość fabuły nie wybrzmiewa, a biorąc pod uwagę okoliczności, zdecydowanie powinna. Gdyby Bernardin postawił na bardziej kameralną skalę zagrożenia, to komiks wyszedłby na tym o wiele lepiej.

Oprawa graficzna autorstwa Jeanty’ego wypadła naprawdę przyzwoicie. Kreska w należyty sposób skomponowała się z pełną dynamiczności historią, a odwzorowanie wyglądu i mimiki twarzy Samuela L. Jacksona w roli Mace’a Windu (który dodatkowo z powodu czasu akcji musiał zostać przedstawiony w nieco młodszej wersji) można zdecydowanie uznać za udane. Oprócz wielu starć i pościgów, rysownik dostał w tym tomie także szansę na zaprezentowanie ładnych ujęć z jednej
z jaskiń Księżyca Ro Mira, która wyróżniła się intrygującym wnętrzem, świetnie podkreślonym kolorami Andrew Dalhouse’a.

Star Wars. Mace Windu. W półmroku to tytuł, po który polecam sięgnąć osobom szukającym krótkiej, acz satysfakcjonującej dawki akcyjniaka z uniwersum Gwiezdnych wojen za niewielką cenę. Z tą przyjemną w odbiorze antologią warto się również zapoznać, jeśli jest się oczywiście fanem postaci Windu. Oprócz widowiskowych scen, z jakich znany jest ten bohater, twórcy wprowadzili także ciekawą relację Mace’a z Azitą, która pochodzi z tej samej planety, co Rycerz Jedi. Aż szkoda, że sam komiks kończy się w miejscu, w którym chętnie przeczytałbym jego kontynuację, która niestety jak na razie jeszcze nie powstała.
TECHNIKALIA:
Scenarzysta: Marc Bernardin
Ilustrator: Georges Jeanty
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami
Wydawca: Egmont
EAN: 9788328182080
Liczba stron: 116
Wymiary: 16.7×25.5cm
Data premiery: 20 maja 2026 roku.
Dziękuję wydawnictwu Egmont za otrzymanie egzemplarza recenzenckiego. Oficyna nie miała wpływu na moją ocenę.
