Wierzę, że Chip Zdarsky ma plan na cały swój run w ramach serii „Batman”. Przywrócił bowiem postać Zur-En-Arrha i z każdym kolejnym tomem daje nam wykład na temat: jak walczyć z Batmanem przy pomocy innego Batmana. Scenarzysta bierze na tapet kolejne wartości Mrocznego Rycerza, kwestionuje je i nie baczy przy tym, czy ktoś na tym ucierpi, czy nie. Był zapasowy plan na spuściznę Batmana, były alternatywne wersje Gacka, ukochana Kotka, a nawet jego przybrani synowie czy zaciekły wróg.

Mroczne więzienie to zbiór, w którym jesteśmy świadkami ostatecznego starcia argumentów siły z siłą argumentów o władzę nad sumieniami mieszkańców Gotham. Zur-En-Arrh ma plan, aby przekonać wszystkich, że to on jest tym właściwym Batmanem, a nie jakiś poobijany przebieraniec w stroju obrońcy Gotham. Wszystko idzie zgodnie z jego makiawelistycznym planem, dopóki nie pojawiają się bliscy Bruce’a i zauważają drobne, aczkolwiek istotne różnice.

Zdaje się, że Chip Zdarsky wreszcie chce nam odpowiedzieć na pytanie, które sporo z nas stawia sobie od wielu lat: jak długo Batman jest w stanie być bohaterem. Liczne wypadki, traumy zarówno fizyczne, jak i psychiczne odcisnęły swoje piętno na Brusie Waynie. To nie jest ta sama osoba, która 30 lat temu (według czasu komiksowego) zaczynała swoją działalność i miała ambitny plan uzdrowienia Gotham. Jak widać, niewiele się zmieniło, a on sam jest na skraju wytrzymałości. To właśnie ten skraj jest podstawą licznych rozważań Mrocznego Rycerza nad istotą jego misji i tego czy cała odpowiedzialność leży na jego barkach.

Te ambitne refleksje są umiejętnie wplecione w powolne pacyfikowanie kolejnych złoczyńców z Zur-En-Arrhem na czele, a ci niekoniecznie dają czas na spokojne rozmyślania. Nie należy również zapominać, że seria „Batman” to opowieść o całej aglomeracji miejskiej, a dzieje się w niej naprawdę dużo. Czytelnicy obserwują perypetie Bat-Rodziny oraz ich przeciwników, który pragną wpłynąć na kształt i zachowanie tkanki Gotham. Wszystko w swoim tempie, czasem powoli, czasem szybciej, ale zawsze do przodu niczym przecinak.

Ewolucja kreski w komiksach superhero sprawia, że miałem do czynienia z wieloma jej rodzajami. To, czego dostarcza nam Jorge Jiménez, jest przykładem ilustracji, które wynikają z rysunków poprzednich twórców, unikają sztuczności oraz nadmiarowej ekspozycji muskulatury czy kobiecości. Wydaje mi się, że Jiménez znalazł swego rodzaju złoty środek obrazu, który leży na granicy pomiędzy realizmem a baśniową opowieścią o mrocznym mieście i jego mieszkańcach.

Po lekturze Batman. Mroczne więzienie. Tom 5 miałem nieodparte wrażenie, że to już finał runu Chipa Zdarsky’ego. Bo w sumie omawiany tom mógłby nim być i nic by się nie stało. Jednak czeka nas jeszcze event Władza absolutna i kolejne zbiory, dzięki którym dowiemy się, czy scenarzysta spoczął na laurach i zakończył swoją pracę jako przewodnik po meandrach umysłu Bruce’a Wayne’a. To nie jest jeszcze postać znana nam doskonale z Powrotu Mrocznego Rycerza Franka Millera, ale czuć, że powoli zbliżamy się do tego stanu umysłu. Jeśli więc szukacie bardzo dobrej opowieści o Mrocznym Rycerzu, to właśnie o niej czytacie, ale pamiętajcie, że więcej tu walki z samym sobą, niż rozwiązywania detektywistycznych zagadek.

TECHNIKALIA:
Cena det.: 79,99 zł
Data wydania: 25 marca 2026 roku
Scenarzysta: Chip Zdarsky
Illustrator: Jorge Jiménez
Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Format: 16.7 x 25.5 cm
Liczba stron: 180
Oprawa: miękka
Druk: kolorowy
EAN: 9788328173385
Dziękuję wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. Jego przekazanie nie miało wpływu na moją opinię.

Jedna odpowiedź na “Batman. Mroczne więzienie. Tom 5”