Międzynarodowy Festiwal Komiksów i Gier w Łodzi 2025 – relacja

Na Emefki jeżdżę regularnie od 2009 roku, więc nie jestem jakimś tam wielkim wygą, ale powoli staje się to dla mnie coroczną tradycją, bez której nie mogę się obejść. Już teraz mogę Wam napisać, że była to wyjątkowa edycja, ponieważ po raz pierwszy czułem się jak w domu. To niezwykłe uczucie zawdzięczam licznemu gronu znajomych wśród pasjonatów i twórców komiksów, z którymi chętnie rozmawiam o łączącej nas pasji. Czasem nawet zdarzy się zejść na tematy życia codziennego, gdy rozmowa toczy się swobodnie, ale nie jest to punkt obowiązkowy. 

No ale to ma być relacja, a nie kącik towarzyski, więc zaczynam! Na 36. edycję Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi wybrałem się samochodem po pracy w piątek 27 września. Moim celem było wyspanie się i spokojne udanie się na event z samego rana w sobotę. W moich planach przewidziałem pięć punktów koniecznych do wykonania oraz jeden zapasowy – na wypadek gdyby udało się ogarnąć wszystkie główne cele bez problemu. Bo wiecie, atrakcji na MFKiG jest ogrom, większość z nich kusi, ale za Chiny Ludowe nie da się skorzystać z każdej. Nawet jeśli zaplanujemy sobie chodzenie od spotkania na spotkanie, to złapiemy zadyszkę i nie będzie to zbyt przyjemne. Tak więc każdemu czytającemu ten wpis polecam ułożyć plan przed festiwalem. 

Na miejscu byłem przed 10 i rozpocząłem od spokojnego przejścia ringu, tak aby na 11 zdążyć na stoisko wydawnictwa Lost in Time, by spotkać się z Jaouenem Salaünem. Od kilku lat ring jest przeznaczony na stoiska dla mniejszych oficyn oraz twórców niezależnych. To właśnie tu spędzam najwięcej czasu i kupuję najwięcej komiksów, zinów oraz wszelkiego rodzaju merchu, a przy okazji rozmawiam z autorami. Jeśli miałbym wskazać jedną pozycję, dla której jechałem na MFKiG, to nie jestem w stanie jej podać, bo każdej z nich jestem niezwykle ciekaw, są przedmiotem przede wszystkim mojej pasji, a nie rankingów. Z ważniejszych spotkań, o których warto wspomnieć, było poznanie Marty Milewskiej, prężnie działającej korektorki i redaktorki, która wspomaga członków bloga Comixxy w walce z błędami w tekście. W podzięce za trudy otrzymała czekoladę Studentską przywiezioną przeze mnie z Brna. 

Kolejka po wrys od Jaouena Salaüna okazała się mile spędzonym czasem z pewnym Czechem – Pavelem (admin grupy na FB: https://www.facebook.com/groups/silentcomics), który pochwalił się swoimi komiksowymi łupami. Serdecznie polecał Comic Con w Wiedniu, gdzie można spotkać wiele gwiazd światowego formatu. Równie ciekawie opisywał Comic Con w Brnie, na który przyjeżdża wielu twórców z Czech oraz kilku twórców zagranicznych. Równie dużo czasu spędziłem na rozmowie z pewnym małżeństwem, będącym zaprzeczeniem wszelkich stereotypów o związkach. Para chętnie sobie pomagała, mąż słuchał żony, żona wspierała męża w pasji tak piękne, że aż chciałem odkupić małżonkę za 10 wielbłądów i 5 kóz. Niestety mąż był nieustępliwy. Sam Salaüna niestety nie znał zbyt dobrze języka angielskiego, więc wymiana zdań odbyła się przy udziale tłumacza i dotyczyła jedynie ogólnych spraw. Na pamiątkę został mi piękny rysunek!

Kolejną atrakcją miał być wywiad z J.P. Ahonenem. Miał się odbyć na trzecim piętrze Atlas Areny (tak, jest tam takie), gdzie znajdują się salki do rozmów i mają miejsce spotkania dla VIP-ów. Jan Paweł Ahonen (jak nazywali go członkowie wydawnictwa Diablaq) okazał się niezwykle otwartą i rozmowną osobą, chętnie dzielił się swoimi przeżyciami i obserwacjami. Wywiad już wkrótce pojawi się na kanale YT Comixxy, a dowiecie się z niego wielu ciekawostek o tym fińskim twórcy. 

Mała rundka po ringu w celu zebrania gotowych wrysów, a następnie udałem się na spotkanie z Seanem Murphym. Ten amerykański twórca, znany w Polsce dzięki niezwykle udanej wariacji Batmana, okazał się gawędziarzem o niezwykle mocnym poczuciu humoru. Liczne anegdoty o jego komiksach zostały okraszone spostrzeżeniami o Żydach oraz kilkoma niewybrednymi żartami z podtekstami. Wielu zapewne ucieszy zapowiedź powrotu autora do Murphyverse i pojawienia się w nim Supermana oraz Ligii Sprawiedliwości. Bawiłem się przednio na spotkaniu, które trwało godzinę – na pewno zapamiętam je na dłużej.

Następnie w tej samej sali odbył się panel z zapowiedziami wydawnictwa Story House Egmont poprowadzony przez Martynę Chrzanowską. O zapowiedziach zapewne już czytaliście na wielu innych blogach czy stronach, więc z mojej strony chciałbym zwrócić uwagę tylko na jedną rzecz. To było trzecie spotkanie z fanami komiksów na MFKiG prowadzone przez następczynię Tomasza Kołodziejczaka i zostało poprowadzone wzorcowo. Szefowa Egmontu sprawnie pokazała, co nas jeszcze czeka w 2025 oraz czego możemy spodziewać się w 2026 roku. Miała ze sobą zbiór materiałów przygotowanych przez redaktorów oficyny, co sprawiło, że większość informacji, na które liczą fani, zostały wyłożone bez zająknięcia. Niestety zabrakło czasu na sekcję pytań i odpowiedzi, ale zapewne te okazałyby się festiwalem życzeń oraz generycznych odpowiedzi. 

Ostatnią godzinę spędziłem na zaległych zakupach oraz odbiorze wrysów połączonych z robieniem zdjęć, które możecie podziwiać w załączonej galerii. Ogólnie 36. edycję Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi uważam za niezwykle udaną i bogatą w atrakcje. Różnorodność punktów programu porażała, rozmieszczenie stanowisk było w miarę dobrze rozplanowane, a muzyka nie zagłuszała rozmów. Zresztą nigdy nie byłem osobą, która jakoś wielce narzekała na to, co się działo podczas tego wydarzenia, ponieważ zawsze znajdowałem atrakcje, na które chciałem się udać lub problemy mnie w ogóle nie dotyczyły. Na koniec napiszę jedno – za rok pojadę po raz kolejny, bo jest to miejsce, gdzie mogę spotkać innych pasjonatów komiksu, a na tym zależy mi najbardziej! 

Fotorelacja

Wrysy

W związku, że powoli zbliżają się Podziemne kocury, postanowiłem poprosić twórców o ich spojrzenie na koty.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Jedna odpowiedź na “Międzynarodowy Festiwal Komiksów i Gier w Łodzi 2025 – relacja”

Dodaj komentarz