Wybierając komiksy, kieruję się niepisaną zasadą mówiącą o znalezieniu „tego czegoś”. Może to być dobry scenarzysta, rysownik, ulubiony bohater, a czasem wystarczy spojrzenie na okładkę, chociaż te wielokrotnie mnie oszukały swoim kunsztem, mającym zwabić potencjalnych klientów. W przypadku pierwszego tomu mangi Krew na szlaku nie mogłem oprzeć się widniejącemu na niej wizerunkowi matki, który, w moim odczuciu, krzyczy wprost: za tym pięknem skrywa się tragedia.

Krew na szlaku wydaje się opowiadać o typowej, japońskiej rodzinie. Szybko da się zauważyć, że matka, Seike, lubi dbać o swojego syna, Seiichiego. Ma on dużo wsparcia w swojej rodzicielce, zarówno jeśli chodzi o obowiązki domowe, jak i problemy przyniesione ze szkoły, które trzeba przedyskutować, by je zrozumieć lub przepracować. Kolejne wydarzenia komiksu są sielanką, aż do czasu, w którym kolega, a następnie również i kuzyn głównego bohatera zaczynają sugerować Seiichiemu, że Seike jest w stosunku do niego nadopiekuńcza. Od tego momentu na wizerunku rodziny zaczyna pojawiać się coraz więcej rys.

Oshimi Shuzo bardzo powoli i starannie opowiada tę historię. Przedstawienie rodziny, z podkreśleniem relacji w niej panujących, zajmuje znakomitą większość pierwszego tomu. Można odnieść wrażenie, że mamy tutaj do czynienia z opowieścią typowo obyczajową, chociaż pojawiają się od tego pewne odstępstwa w postaci dziwacznych i nietypowych scen, lecz są one krótkotrwałe i od razu przechodzą do opisu życia rodzinnego. Finał pierwszego tomu Krew na szlaku jest niczym uderzenie pioruna. Wszystko, co wiemy, zmienia się o 180 stopni, bohaterowie zostają wyrzuceni ze strefy komfortu, a czytelnik musi poradzić sobie z wieloma pytaniami na temat tego, co zobaczył. Nagle każdy sygnał dawany przez Oshimi Shuzo zaczyna mieć znacznie, analizuje się więc znacznie każdego spojrzenia i wymiany zdań między postaciami.

Jeśli chodzi o rysunki to odpowiada za nie również Oshimi Shuzo. Jego ilustracje są bardzo szczegółowe i przygotowane pieczołowicie. Najlepiej widać to na przykładzie scen rozgrywających się w lesie. Mocną stroną twórcy wydaje się być przedstawianie natury, która zapiera dech w piersiach w każdym kadrem. Niesamowite wrażenie robią panele, które rysownik częściowo tuszuje, a także zostawia w nich sam ołówek. Kolejnym aspektem wartym uwagi jest główna bohaterka. Warto przypatrzeć się jej mimice, która bardziej przeraża, niż wyraża opiekuńczość. Jako że Oshimi Shuzo jest Japończykiem, w jego rysunkach widzimy również typowe dla tego kraju elementy, takie jak powiększone oczy, czy nadmierna ekspresja emocji i uwidocznienie ruchu.

Pierwszy tom mangi Krew na szlaku od Wydawnictwa Kotori uważam za udany. Jest on pieczołowitym i wolnym wprowadzeniem do realiów wykreowanych przez Oshimi Shuzo z uderzająco mocnym finałem. Zwiastuje on ekscytującą fabułę, która będzie rozgrywała się na przestrzeni kolejnych szesnastu tomów serii. Lekturę uprzyjemniają rysunki bogate w detale, potrafiące w wielu momentach zachwycić kunsztem autora. Od siebie polecam zwrócić szczególną uwagę na twarze postaci oraz emocje, które wyrażają. Są one nieoczywistym, aczkolwiek niezwykle ważnym elementem budowy napięcia w Krwi na szlaku.

TECHNIKALIA:
Scenarzysta: Oshimi Shuzo
Ilustrator: Oshimi Shuzo
Wydawnictwo: Kotori
Format: 145×205 mm
Oprawa: miękka
Papier: offset
Druk: czarno-biały
ISBN-13: 9788367386852
Data wydania: 2 lutego 2024 roku.

2 myśli na temat “Krew na szlaku. Tom 1”