Tajna inwazja. Odcinek 2

Tajna inwazja. Odcinek 2

Pierwszy odcinek nowego serialu od Disneya bardzo mocno zarysował ramy, w których będzie poruszana jego tematyka. Jest to bowiem bezpośrednia kontynuacja filmu Kapitan Marvel opowiadająca o tym, co dzieje się aktualnie ze Skrullami na Ziemi. Jednocześnie mamy sposobność oglądać aktualne poczynania Nicka Fury’ego, dzięki któremu poczuli się jak we własnym domu. 

Drugi odcinek nie zmienił klimatu ani o jotę, cały czas ustawicznie buduje klimat produkcji sensacyjno – szpiegowskiej. Dostajemy wspomnienia, które pokazują bohaterów 1995 roku po zakończeniu wojny z Kree, dzięki czemu widzimy młodego Gravika i G’iah. Temu pierwszemu poświęcono dużo czasu, co zapewne miało umotywować jego wojowniczy charakter, podbity treningiem w SHIELD. Dalsza część odcinka wypełniona została kolejnymi rewelacjami, podzielonymi mniej więcej po równo pomiędzy antagonistę i protagonistę. Z tym że jak na razie ci źli mają się lepiej, osiągają kolejne sukcesy, a dobrzy tylko zbierają cięgi. 

Chociaż tak szczerze nie można tu mówić o moralności w kontekście czerni i bieli, gdyż praktycznie każdy z bohaterów porusza się w obszarze szarości. Umiejętnie wykorzystując zdobyte umiejętności na swoją korzyść. Jedynie Gravik wydaje się czysto zły, co jest niestety kolejnym potwierdzeniem tego, iż w MCU nie ma dobrze napisanych złoczyńców. Może Thanos i Mandaryn, ale tak to głównie dostajemy zaślepione emocjami maszyny, niszczące co popadnie. Bardzo dobrze wypada sprowadzanie Fury’ego do parteru, każdy z jego znajomych wypomina mu jego dawną sławę, która przebrzmiała, a on uciekł w popłochu na stację kosmiczną. Wrócił, chce kontynuować swoje praktyki, ale świat poszedł dalej w trakcie jego nieobecności. Najbardziej dosadnie pokazał mu to Rhodey, który z pomocnika Iron Mana stał się silną osobowością, która dokładnie wie, czego chce. 

Pozostały czas odcinka jest wypełniony ustawianiem pionów na szachownicy w przygotowaniu do ostatecznej rozgrywki. Dzieje się to niespieszczanie, przyjętym przez serial tempem. Cieszę się, iż kolejna produkcja MCU nie skupia się na efektach specjalnych i efektywności potyczek, lecz budowaniu gęstego i zawiesistego klimatu. To największa zaleta tej produkcji, skondensowana forma 6 odcinków zapowiada, iż ktoś tu miał dobry plan. I to zapewne lepszy niż w Kapitanie Ameryka: Zimowy Żołnierz, który był naprawdę świetnym filmem, lecz nastawionym na kinową rozrywkę. Często mniejszy obszar działania, zamkniecie wydarzeń w pokojach, a nie na otwartej przestrzenie robi niesamowitą robotę, oferując klimat serialu opowiadającego również o tym, co dzieje się za kulisami wielkim wydarzeń. 

Mam nadzieję, że to końca serialu rasa Skrulli zostanie jeszcze ukazana w innym świetle, gdyż poza Talosem i G’iah ustawieni zostali na linii frontu jako mięso armatnie. W ogóle nie można identyfikować się z ich poczytaniami, ich działania są prostolinijne. Tu po raz kolejny objawia się naczelna choroba MCU – brak pomysłu na uchodźców, postawionych po złej stronie barykady. Postawienie ich w roli biednych istot bez domu, wypada znacznie gorzej, niż to, co się dzieje od początku wojny z Rosją z ludźmi z Ukrainy. A wystarczyło wykorzystać istniejące schematy, które mamy pod nosem. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Comixxy

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej