Mecenas She-Hulk. Sezon 1. Odcinek 3

Kompletnie nie spodziewałem się takiego odcinka po tym serialu, jeśli miałbym bawić się we wystawianie ocen, pewnie dałbym mu najwyższą, gdyż tak swobodnego podejścia do tematu chciałem od Taiki Waitiki w czwartym Thorze, a dostałem cringe, który mnie zniechęcił o tego reżysera. To wręcz idealny przykład jak z luzem i z dystansem podejść do tematu ekranizacji komiksów. 

Po premierze można poczytać o gównoburzy, jaką wywołał ten odcinek w społeczności internetowej, nieznającej komiksowego pierwowzoru, który jest dokładnie w takim samym klimacie. Zawsze trochę utyskuje nad zmianami w stosunku do materiału pierwotnego, ale teraz jest to dokładnie materiał, jaki chciałem otrzymać i go dostałem. Tak, She-Hulk ma tak luźniej podejście, tak pięknie łamie czwartą ścianę i ma mega dystans do siebie. Kocham ten serial, nie zepsujcie mi go!

A co w odcinku? Sprawa Emila Blonskiego przeżywa wloty i upadki, gdyż zaczyna się od cliffhangera związanego ze sceną pochodząca z serialu Shang Chi. Szybkie wyjaśnienie i pojawia się Wong, Tak, Najwyższy Mag występuje w serialu, co jest przedmiotem bardzo dobrej sceny z łamaniem czwartej ściany, wyszło śmiesznie. Samo przygotowanie do jego wizyty jest kolejnym zaskoczenie, gdyż Nikki obczajała jego profil zawodowy, z którego da się wyczytać przebieg kariery. Sam proces o zwolnienie Abominacji, miał kilka dramatycznych zwrotów i odjechane zeznania zarówno Wonga jak i Emila. Wong spóźnił się trochę, powiedział swoje, a potem szybko czmychnął, dowiedziawszy się, co mu grozi za jego czyny. A to dlatego, że to on pozwał Abominację dla swoich korzyści. Zaś sam Emil przeszedł resocjalizację, przekonywał, jak to bardzo się zmienił, jak to nie ma potrzeby być potworem, którym kiedyś był. Przy tym cały czas podczas procesu towarzyszyły mu jego kobiety, które zachowywały się jak hippisowskie grouppies. Duchowość unosiła się tam mocno, nawet podczas pokapowanej przemiany w potwora, który jest całkowicie pod jego kontrolą. 

Drugą równolegle prowadzoną przez GLK&H sprawą okazuje się pozew Dennisa Bukowskiego z powodu oszustw Runy, elfi z Nowego Asgardu. Jako zmiennokształtna przybrała ona postać Megan Thee Stallion, oszukała na setki dolarów i dalej hula po świecie. Ten proces, który odbył się na zwykłej sali sądowej, w przeciwieństwie do poprzedniego, okazał się jeszcze zabawny, ze względu na ułomne charaktery obu stron. W moim odczuciu żadne z nich nie zasługiwało na zwycięstwo, a raczej skierowanie na poważną terapię. 

Ostatecznie Emil i Dennis wygrywają, co drugiego raczej nic nie nauczyło, a pierwszy ma szansę rozpocząć nowe życie. Nie wiem, czy jest szansa na rozwinięcie tego wątku na więcej odcinków, gdyż pojawia się kolejny wątek rozpoczęty napadem Wrecking Crew, która chce zdobyć krew Jennifer, tak jak przewidywałem to podczas opisywania pierwszego odcinka. Wychodzi na to, że będziemy mieć tu sprawy odcinak oraz główny wątek związany z wykorzystaniem krwi. No zobaczymy, jak się to dalej rozwinie. 

No a scena po napisach podzieliła Internet, a ja powiem tylko części spinającej poślady, dajcie sobie luz, jak was konwencja serialu nie bawi, to go nie oglądajcie.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: