Star Trek. Rok piąty. Tom 2. Nic słabszego od człowieka

Pierwszy kontakt z komiksowym dopełnieniem serii TOS Star Treka pozostawił mnie w niepewności, czy jest to kontynuacja, której na pewno oczekiwałem. Z perspektywy czasu widzę, że twórcy powoli odkrywali swoje karty, by we wydanym u nad drugim tomie „Roku piątego” zapewnić rozrywkę, której tak naprawdę się spodziewałem. Przyszedł więc czas, abym przedstawił ocenę ciągu dalszego jak i całości spod znaku IDW. 

No ale czyż nie takie są właśnie seriale, które przez sezon oferują nie tylko ekscytujące odcinki, jak również te, które mają na celu rozładowanie emocji (czytaj: czasami nudę). David i Scott Tiptonowie nakreślili sobie, jaki jest cel serii, a potem starannie rozpisali to na poszczególne odcinki, których znalazło się w całej serii 14, skupionych w 26 komiksowych zeszytach. I to wydaje mi się największą wadą całości serii, gdyż dopiero po przeczytaniu całości jestem zadowolony z przeczytanego materiału. Przyznacie sami, że nie jest to typowe podejście, bije mocno do fanów akurat tego lore, mocno zniechęcając po drodze nowicjuszy, którzy już od początku spragnieni są wrażeń. Z drugiej jakże oczywistej strony, sięgając akurat po taki tytuł, nie znając tematyki, można się przejechać. No ale i tak nie jest źle, gdyż są również elementy wprowadzające czytelnika w to rozbudowane uniwersum. W wielu momentach scenarzyści użyli sprytnie wtrąceń, które szybko określają, kim jest dana postać, jakie są jej motywacje, ukazywane są wspomnienia jak i podjęte wtedy działania. Łagodzi to wejście, lecz i tak wymaga cierpliwości. Osobiście patrzę z innej perspektywy, gdyż jestem fanem, co nie wcale nie zwalnia mnie z obiektywności. 

Drugi tom „Roku piątego” stanowił dla mnie idealną kontynuację wątków wyciśniętych prosto z serialu, zaczynając od okładki, która nie wszystkim wyda się od razu rozpoznawalna na pierwszy rzut oka. Jest na niej nie Gary Seven i Isis, którym został zresztą poświęcony najlepszy w mojej opinii, dziewiąty odcinek noszący taki sam tytuł jak niniejszy tom. Jest to zarazem wskazówką, do wieli wydarzeń się tu rozgrywających, gdyż postaci te mają niemały wpływ na fabułę. A ta skupia się tutaj na końcowym etapie podróży statku Enterpise pod dowództwem kapitana Kirka, który przekracza granicę Federacji. Nie jest to oczywiście zwiastun spokojnego lotu, ale początek kolejnych ekscytujących przygód. Sami bohaterowie zresztą to przyznają, że śmierć zagląda im codziennie w oczy, a niektórzy się nawet za nią uganiają (tak, o tobie mowa Jim!). Wspomniany wcześniej plan pozwolił na dociągnięcie wątków Tolan i Jasnych oczu, kwestii Gary’ego, co przyjmuję z ulgą, gdyż nic nie wkurza bardziej od urwanych po raz kolejny wątków. Nowe też poprowadzone są do samego końca, więc cieszę się, iż Egmont wydał to, pomimo zapewne małego grona odbiorców. No ale jeśli Tomasz Kołodziejczak jest fanem, to mogę być spokojny. Jeśli mam być szczerzy, takie zakończenie seriali jest dla mnie do zaakceptowania, wolę współczesną narrację aniżeli to, co w serialu z przełomu lat 60/70 XX wieku jest już archaizmem. Naprawdę trzeba mieć momentami mocne samozaparcie, żeby oglądać TOS 😉

Nawet graficznie jest lepiej niż w samym serialu, dostosowane do współczesnych możliwości, oczywiście zachowując realia świata. Mega klimatyczne grafiki, oddające czasy powstania serialu robią swoją robotę, grono artystów pracujących powinno być sowicie za to wynagrodzone. Odcinek dziewiąty po raz kolejny okazuje się tu najlepszy, J.K. Woodward ze swoimi realistycznymi rysunkami zrobił naprawdę dobrą robotę, nadając powagi całkowicie niemożliwemu wątkowi Gary’ego, założenia organizacji go zrzeszającej, jak i podróży w czasie. Co nie znaczy, że reszta nie bawiła mnie zacnie. Jest to jeden z przykładów, w którym akceptuje zmianę rysowników, gdyż jako serial, z tak bogatym światem, zasługuje na różne interpretacje. 

Plusy:

⭐dokończenie serialu TOS

⭐rysunki J.K. Woodward. 

Minusy:

☄dla nowicjuszy może być ciężko. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: David Tipton, Scott Tipton

Ilustrator: David Messina, Silvia Califano

Tłumacz: Marek Starosta

Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328156340

Liczba stron: 320

Wymiary: 16.7×25.5cm

Data premiery: 29.06.2022. 

Dziękuję Wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: