What if? (A gdyby…) Odcinek 7. What If… Thor Were an Only Child?

Oj zaskoczyli mnie twórcy What if, w sumie można było spodziewać się kolejnej wariacji na temat rozwoju osobistego Boga piorunów, ale nie w taki sposób. No bo to, że Thor był postrzelony jak błyskawica, to wiedziałem, ale że brak obecności Lokiego miał zmienić go w imprezowicza niszczącego światy? 

Epizod ten jest jednym z tych o zdecydowanie lekkim klimacie, dosłownie nic zobowiązującego, jak znajomość na imprezie u kumpla na jeden wieczór. Wspomniany brak Lokiego sprawił, że Thor został imprezowiczem, za którym idą praktycznie wszystkie kosmiczne istoty. Ku złości matki, która każe synowi pilnie studiować, aby stał się godnym następcą tronu. Oczywiście niepokorny syn wybiera zabawę ponad naukę i ta rozpoczyna się największa impreza, jaką widział Midgard. 

W odcinku byłem świadkiem dużej ilości ponownej interpretacji pierwszej części Thora, z Jane Foster na czele, która nie omieszkała skończyć jako ukochana głównego bohatera po raz wtóry. Nie zabrało dowcipkującej Darcy, która robiła co kilka scen za comic relief. Lubię jej postać, więc cieszyłem się z jej angażu i tekstów, które po prostu uwielbiam. Na szczęście nie było jej za dużo, lecz w sam raz. Wśród imprezujących gości można było dostrzec wiele znakomitych gości takich jak: Grandmaster, Loki (w pierwotnej formie), Kaczor Howard, Korg i wielu innych, który migali, co rusz na ekranie, bawiąc się w najlepsze, niszcząc przy okazji naszą planetę. Fajnie było zobaczyć kolejny raz te postaci, większość z nich mówiła nawet głosami oryginalnych aktorów. Choć cała ta impreza to tylko zabawa, bez głębszego dna i konsekwencji dla przyszłości uniwersum. 

Ciekawe było to, że Maria Hill wezwała Kapitan Marvel w taki sam sposób, jaki zrobił to Nick Fury, który był niedysponowany przez zabawny wypadek. Dzięki temu dostałem odpowiedź, kto jest silniejszy: Kapitan Marvel czy też Thor. Walka zabrała odpowiednią ilość czasu ekranowego i dostarczyła niezłej radochy, choć mało było z jej powodu zniszczeń jak na istoty o takim poziomie mocy. Nie rozumiem tego kroku twórców, którzy powinni pokazać, że oni faktycznie obrócić planetę w pył tylko we dwoje. 

Ale to nie było rozwiązanie, które zakończyło odcinek z przemiłym happy endem. Ale… Watcher wypaplał i pomimo całej słodyczy, lekkości i momentami naiwności, końcówka wgniotła mnie w łóżko. Odcinek lekki, po prostu obejrzany, czekam na kolejny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: