Po likwidacji imprintu Vertigo, które należy do wydawnictwa komiksowego DC Comics, w 2018 roku powołano nowy: DC Black Label. W swoich założeniach miał oferować historie dla dorosłych zgodnie z przyjętym hasłem obwieszczonym za pomocą X-a (dawniej Twittera): „W świecie #DCBlackLabel nie ma ograniczeń”. Fani opowieści obrazkowych cały czas dostają ich wiele, kilka z nich na pewno można nazwać bardzo dobrymi (m.in. Człowiek Cel). W listopadzie 2025 roku Story House Egmont wypuściło kolejną pozycję z tego omawianego imprintu: Superman kontra Lobo.

Autorami tego komiksu są Tim Seeley oraz Sarah Beattie. Pierwszy to autor serii, takich jak Odrodzenie, Nightwing czy Local Man, dostępnych po polsku. Z kolei dla Beattie jest to debiut na naszym rynku. Superman kontra Lobo składa się z trzech zeszytów, które spajają wątki powiązane z nieudolnymi poczynaniami wszechpotężnego kosmity Numena o wyglądzie niesporczaka, teoretycznie neutralną doktor Flik, która jest tylko obserwatorką większości wydarzeń, oraz wzajemnymi utarczkami Supermana i Lobo. Konia z rzędem temu, kto na tym etapie jest w stanie się domyślić, o co chodzi w tej opowieści.

Zapewne fani TM-Semic mają w pamięci wiele przygód zarówno Lobo, jak i Supermana. W większości polegają na nieustających bijatykach, w których wszystko dookoła jest niszczone, a wszelkie postaci poboczne tracą życie. Teoretycznie spodziewałem się tego samego po komiksie Seeleya i Beattie, jednak już po kilku stronach wiedziałem, że mam do czynienia z opowieścią zupełnie innego rodzaju. Zacznę od tego, że jest to komiks na miarę naszych czasów, który bawi się nawiązaniami do poprzednich historii i przy okazji oferuje mocno „tatusiowy” humor. Nie brakuje tu także akcji, która o dziwo nie ociera się o chaos. I to w zasadzie najlepiej opisuje styl pisania Tima Seeleya, bo to jego uważam za pomysłodawcę, kiedy patrzę na rok urodzenia (1977). Co więcej, trudno umieścić ten komiks w jakichkolwiek ramach czasowych, ponieważ scenarzyści wykorzystali podstawowe informacje o bohaterach i hulaj duszo, piekła nie ma.

Kiedy myślę o współczesnym superhero, to 80% (o dzięki ci, Pareto, za twój współczynnik) opowieści obrazkowych ma rysunki w pewnym stopniu inspirowane mangą. Nie ma się czemu dziwić, bo komiksy, które pochodzą z Japonii, powoli przejmują świat i odsuwają na bok amerykańską czy europejską stylistykę. Rysunkom Mirki Andolfo (Wbrew naturze, Sweet Paprika) nie sposób odmówić uroku – sprawdziły się w opowieściach o płci pięknej. Ta brzydka również dobrze wypada, co bez problemu da się zauważyć w Superman kontra Lobo. Tytułowi panowie są odpowiednio napakowani: jeden wymuskany, drugi stroni od prysznica, detale postaci nie pozwalają ich pomylić z nikim innym. Zresztą podobnie ma się sprawa z innymi bohaterami. Co do teł, tam bywa różnie, ale przyznam, że ta ilustratorka, która pochodzi z Włoch, ma łeb na karku i wie, jak używać ciekawych uproszczeń.

Zabierałem się kilka dni do napisania tej recenzji i zastanawiałem się, co Wam napisać o tym komiksie. No bo w sumie nie jest zły, ale też nie jest bardzo dobry. To taki średniak, który dobrze zajął mi jeden wieczór i nie żałuję, że go przeczytałem. Główkowałem nad opisem fabuły i jedyne, co przyszło mi do głowy, to: dwójka tatuśków – jeden porządnicki, jeden wysoko funkcjonujący alkoholik z epizodami przemocowymi – próbuje ogarnąć i zrozumieć niesforne dziecko, czemu przygląda się pani kurator środowiskowa. Brzmi jak opis fabuły kolejnego filmu Wojciecha Smarzowskiego, ale jedyne, co łączy grono tych twórców, to zamiłowanie do eskalacji niepotrzebnej przemocy. Tak, „tatusiowy” humor mi się udzielił, rysunki sprawiły dużo radości, więc w sumie czego chcieć więcej?

TECHNIKALIA:
Scenarzysta: Tim Seeley, Sarah Beattie
Ilustrator: Mirka Andolfo
Tłumacz: Joanna Jabłońska
Typ oprawy: twarda
Wydawca: Egmont
EAN: 9788328173194
Liczba stron: 144
Wymiary: 21.6 x 27.6 cm
Data premiery: 12 listopada 2025 roku
Dziękuję wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji. Jego przekazanie nie miało wpływu na moją opinię.
